Nowy numer 43/2020 Archiwum

Wotum w kształcie płaszcza

– Gdyby nie pomoc pana Piotra Moskwy i opieka Maryi, pewnie zostałabym rozszarpana przez psy. Po powrocie do zdrowia, który lekarze uznali za cud, postanowiłam odwdzięczyć się Maryi, wystawiając jej kapliczkę – mówi Urszula Majewska.

Przez cały maj wokół wzniesionej w zeszłym roku kapliczki przy ul. Miedniewickiej w Skierniewicach gromadzili się sąsiedzi i znajomi państwa Majewskich. Przy kapliczce kształtem przypominającej płaszcz, zwieńczonej krzyżem oplecionym kutym różanym różańcem, odprawiano nabożeństwa majowe połączone ze śpiewem pieśni maryjnych. Na ostatnie przybyło dwóch kapłanów z parafii św. Jakuba i parafii garnizonowej. Uczestniczący w modlitwach nie ukrywali, że ich obecność jest dziękczynieniem za ocalone życie skierniewiczanki. A także podziękowaniem za osobiste łaski wypraszane za pośrednictwem Matki Jezusa.

Myślałam, że to koniec

Sto, dwieście czy trzysta lat temu fundowanie kapliczek nie należało do rzadkości. Dziś na taki gest wdzięczności decyduje się niewiele osób. Jedną z nich jest skierniewiczanka Urszula Majewska, która w 2014 roku została bardzo dotkliwie pogryziona przez psy, nieopodal domu. – To były straszne chwile. Zostałam zaatakowana przez trzy psy podczas spaceru. Szłam polną drogą. Psy podążały za mną. Trochę się ich obawiałam, ale starałam się nie dawać tego po sobie poznać. Kiedy weszłam na puste pole, psy rzuciły się na mnie. Przez około 15 minut byłam przez nie szarpana, gryziona. Powaliły mnie na ziemię. Myślałam, że to już koniec. Gryzły mnie wszędzie – po nogach, rękach, głowie. Ostatkiem sił zaczęłam wzywać pomocy. Wołanie usłyszał sąsiad Piotr, który pospieszył mi z pomocą. Wezwał pogotowie i odganiał rozwścieczone psy, które wyszarpywały fragmenty mojego ciała. Nie mam wątpliwości, dzięki niemu i łasce Bożej żyję. Przez wiele miesięcy przebywałam w szpitalach, przeszłam operacje i przeszczepy. Ciało mam mocno oszpecone. Najbardziej boli to, że właściciel psów, który niedawno został skazany na 1 rok i 4 miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, nie okazał żadnego zainteresowania, ludzkiego odruchu, skruchy. Na brak troski nie mogłam jednak narzekać. Wiele osób się za mnie modliło i wspierało mnie i moją rodzinę. Dziś część z nich przychodzi tu, do kapliczki, na majówkę – opowiada pani Urszula.

Cierpienie przynosi owoce

Jak się okazuje, myśl zbudowania przy domu kapliczki podsunął pani Uli Piotr Moskwa. – Pomysł bardzo mi się spodobał, bo często podróżując, modliłam się przy różnych kapliczkach. Od pomysłu do realizacji upłynęły trzy miesiące – wyjaśnia U. Majewska. Na początku pani Ula myślała, by swoje wotum dedykować Pani Meksyku, bowiem w 2014 r., w którym zdarzył się wypadek, skierniewiczanka pielgrzymowała do Matki Bożej z Guadalupe. Potem, kiedy szarpały ją psy, jej myśli biegły ku tamtejszej Madonnie. Ostatecznie kapliczka, na prośbę córki, poświęcona jest Matce Bożej Pompejańskiej.

– Emilka od momentu wypadku przez cały czas prosiła o moje zdrowie, odmawiając Nowennę Pompejańską. Stan był ciężki. Groziły mi sepsa, amputacja nogi, zapalenie kości. Zagrożeń było mnóstwo. Dziś wiem, że moje cierpienie przynosi owoce. Po moim wypadku zdecydowanie poprawiły się nasze relacje rodzinne. Pogłębiła się nasza więź z Bogiem. Zupełnie inaczej spojrzeliśmy na życie. Razem z córką wiemy, że każdy nasz dzień należy do Boga, najlepszego Ojca. Stawiając kapliczkę, chciałam zaświadczyć, że Maryja jest naszą Matką i opiekunką, stąd kształt kapliczki przypominający jej płaszcz, którym nas otula. Chciałam też pokazać, że warto dbać o tradycję i zawierzać swoje życie Matce Bożej. Kapliczki to dobre miejsce na sąsiedzkie spotkania – podkreśla pani Ula.

Podobnego zdania są sąsiedzi pani Majewskiej. – Miejsce to jest niezwykłe przez samą intencję, na jaką zostało wybudowane – przyznaje Sławek Kaliściak. – Tamto wydarzenie bardzo nas poruszyło. Każdy z nas mógł być na miejscu pani Uli. Kiedy walczyła o życie, wspieraliśmy ją modlitwami. Dziś wszyscy cieszymy się, że jej cierpienie procentuje, że nas uwrażliwiło i teraz integruje na modlitwie. Dla mnie Matka Boża jest bardzo ważna, bo urodziłem się 15 sierpnia. Jest więc Ona moją patronką. Mam Jej za co dziękować. Swoje „dziękuję” łączę z dziękczynieniem pani Uli – dodaje Sławek. Wśród modlących się nietrudno spotkać pana Piotra. – Zawsze, gdy tylko mogę, staram się tu być. Związany jestem z tymi wydarzeniami, bo uratowałem panią Ulę. Nie chcę jednak robić z siebie bohatera. Zrobiłem to, co było trzeba. Słysząc krzyk, ruszyłem na pomoc. Cieszę się, że pani Ula żyje i że dla potomnych wystawiła kapliczkę. Dzięki tamtym wydarzeniom, a teraz modlitwom przy tym obiekcie sam doświadczyłem łaski, którą jest głębsza relacja z Boga – wyznaje P. Moskwa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama