Nowy numer 43/2020 Archiwum

Święty po 300 latach

Papież Franciszek ogłosił o. Stanisława Papczyńskiego świętym. Na ten dzień wiele osób czekało kilka, a nawet kilkanaście lat. Sam święty – ponad trzy wieki. Nic więc dziwnego, że po kanonizacji kard. Stanisław Dziwisz nazwał o. Stanisława „świętym bardzo cierpliwym”.

W niedzielę 5 czerwca w Watykanie do chwały ołtarzy został wyniesiony założyciel Zgromadzenia Księży Marianów – Stanisław od Jezusa i Maryi Papczyński. Wypełniony plac św. Piotra w chwili ogłaszania go świętym bił brawo. Razem z o. Stanisławem na ołtarze została wyniesiona s. Maria Elisabetta Hesselblad, założycielka Zakonu Najświętszego Zbawiciela Świętej Brygidy w Rzymie.

Ziomek od spraw różnych

Po podaniu przez Stolicę Apostolską terminu kanonizacji zarówno w Rzeczycy, jak i w Puszczy Mariańskiej zaczęto organizować wyjazdy i pielgrzymki na kanonizację. I nic w tym dziwnego. Obie parafie szczycą się krótszą bądź dłuższą obecnością świętego na swoim terenie. W Luboczy, należącej do rzeczyckiej parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej, w XVII wieku na dworze Jakuba Karskiego o. Stanisław Papczyński, nazywany później Apostołem Mazowsza, pełnił funkcję kapelana.

Tam też napisał dwa najistotniejsze dzieła – „Regułę życia” („Norma vitae”), zawierającą podstawy przyszłego zakonu, i „Mistyczną świątynię Bożą” („Templum Dei mysticum”), jeden z ważniejszych traktatów moralnych i ascetycznych w polskiej literaturze kościelnej XVII wieku, mówiący o tym, że do świętości wezwani są nie tylko zakonnicy i kapłani, lecz także osoby świeckie. – Ten święty kapłan od lat jest mi bardzo bliską osobą – mówi ks. Henryk Linarcik, rzeczycki proboszcz. – Zanim przyszedłem do parafii, nikt nie wiedział o tym, że w jednej z naszych wiosek przebywał dzisiejszy święty. Zetknąłem się z nim po tragicznym pożarze drewnianego kościoła w Puszczy Mariańskiej. Byłem wtedy ekonomem diecezjalnym. Z bólem patrzyłem na płonący kościół. Po tym fakcie zainteresowałem się historią zakonu. Kiedy zostałem proboszczem w Rzeczycy, zacząłem przybliżać wiernym postać o. Stanisława. Nawiązałem też wiele relacji z księżmi marianami, których zapraszałem na rekolekcje. Po beatyfikacji, w której uczestniczyłem z wiernymi, w parafii zorganizowaliśmy uroczystości dziękczynne. Do naszej świątyni trafiły jego relikwie, przy których rozpoczęliśmy modlitwę o kanonizację. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym nie uczestniczyć w tym wydarzeniu. By móc wyjechać do Rzymu, przełożyłem zaplanowane na ten czas misje parafialne. Wszystko się udało. Z grupą parafian dołączyliśmy do pielgrzymki organizowanej przez księży marianów. Sama uroczystość była ogromnym przeżyciem. Święty jest mi przewodnikiem. Jego nauka nie straciła nic na aktualności. Dzięki niemu moje kapłaństwo jest bardziej dojrzałe. On też podbudował moją wiarę i ufność w Bożą Opatrzność. Uwrażliwił mnie również na nieustanną potrzebę modlitwy za zmarłych – wyznaje rzeczycki proboszcz.

W tłumie na pl. św. Piotra nie zabrakło także wiernych z parafii św. Michała Archanioła z Puszczy Mariańskiej. Na kanonizację przyjechali autokarem razem ze swoim proboszczem ks. Zbigniewem Borkowskim. Zajmując pierwsze miejsca w sektorze tuż przed ołtarzem, z trudem opanowywali wzruszenie. Bądź co bądź, święty wiele lat żył na ich ziemi. Przybył tam w poszukiwaniu siedziby i członków nowego zakonu. Przychodząc, zabrał ze sobą podarowany mu przez Karskich cudowny obraz Niepokalanie Poczętej Dziewicy Maryi. Tam też, w 1673 r., bp Stanisław Święcicki zaaprobował oficjalnie wspólnotę. Datę tę księża marianie uważają za początek swojego zakonu. – To jest nasz ziomek, do którego zwracamy się w każdej potrzebie. Znając jego życiorys, prosimy o gorliwość, wiarę, a także o poczęcie dziecka, uzdrowienie z nałogów. Jego wstawiennictwu polecamy wszystkich naszych zmarłych – mówi pani Maria z Puszczy Mariańskiej.

Dusza bez oznak otyłości

W uroczystościach kanonizacyjnych wzięli udział: prezydent Andrzej Duda z żoną Agatą, delegacja Episkopatu Polski na czele z przewodniczącym abp. Stanisławem Gądeckim, księża marianie z generałem ks. Andrzejem Pakułą i rzesza wiernych, m.in. z Polski, Brazylii, Stanów Zjednoczonych, Litwy, Wielkiej Brytanii, Kamerunu, Filipin, Argentyny. Swoich reprezentantów miały także parafie z Podegrodzia, miejsca urodzenia świętego, a także z Rzeczycy, Puszczy Mariańskiej, Skierniewic i Żdżar. Podczas watykańskiej Eucharystii relikwiarz z kością świętego wniosła mieszkanka Ełku, której cudowne uzdrowienie za wstawiennictwem o. Papczyńskiego uznano w procesie kanonizacyjnym. Kobiecie towarzyszyła najbliższa rodzina. W homilii nawiązującej do niedzielnych czytań mszalnych Ojciec Święty podkreślił, że nowi święci „pozostawali ściśle zjednoczeni z męką Jezusa i w nich przejawiła się moc Jego zmartwychwstania”.

Dzień po kanonizacji w rzymskiej bazylice Santa Maria in Trastevere została odprawiona Msza św. dziękczynna za kanonizację o. Papczyńskiego. Liturgii przewodniczył kard. Dziwisz, który na koniec otrzymał z rąk ojca generała Pakuły obraz nowego świętego. W homilii kardynał podkreślił, że o. Papczyński umiał łączyć posługę słowa z posługą sakramentalną i pełnieniem dzieł miłosierdzia. Zwrócił też uwagę, że kanonizacja o. Stanisława, będąca pieczęcią autentyczności jego wiary, nadziei i miłości, jego sposobu przeżywania Ewangelii i głoszenia jej w świecie, podkreśla również autentyczność jego maryjnej pobożności, a nas zachęca do przyjęcia podobnej postawy. – Taką drogą szli św. Jan Paweł II, sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski, którego bazylika Santa Maria in Trastevere przez wiele lat była tytularnym kościołem – mówił kard. Dziwisz.

Kanonizacja dla wielu wiernych była okazją do pochylenia się nad życiorysem i dziełami świętego. Jego żywot mógłby posłużyć za scenariusz do niejednego filmu akcji. Życie świętego nie było ani spokojne, ani monotonne. Przepełniały je radykalizm i gorliwość, a także obfitość darów. Jednym z nich były rozmowy z duszami czyśćcowymi. Można przypuszczać, że gdyby o. Stanisław żył dziś, czynione przez niego cuda, a także niektóre teksty trafiałby na pierwsze strony gazet i do internetu. Ot, choćby przestrogi przed otyłością duszy, która spowodowana jest „próżną chwałą, chełpliwością i pychą”. Mimo ciszy medialnej przez 300 lat wiele osób dzięki jego wstawiennictwu zmieniło swoje życie, doznało uzdrowienia i pogłębienia wiary.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama