Nowy numer 44/2020 Archiwum

Duma aż po zdarte gardła

– Na takie mistrzostwa czekałem wiele lat. Niektórzy mówią, że zwłaszcza w ostatnim meczu z Ukrainą mogło być lepiej. Maruderów wysłałbym na Księżyc. Po wtorkowym meczu kilka razy śpiewałem hymn narodowy, za każdym razem nieco fałszując ze wzruszenia –  mówi Marek Gawroński spod Skierniewic.

Piłkarska reprezentacja Polski we wtorek 21 czerwca wygrała spotkanie z Ukrainą 1:0 i awansowała do jednej ósmej finału Mistrzostw Europy 2016 we Francji. Wcześniej zremisowała z Niemcami i zwyciężyła 1:0 z Irlandią Płn. W domach, pubach, na ulicach, a także na francuskich stadionach fani piłki nożnej z diecezji kibicowali naszej reprezentacji. Pojedynki z rywalami na francuskich stadionach obejrzeli m.in. kibice z Kutna, Łowicza, Skierniewic, Żyrardowa i Rawy Mazowieckiej. Na trybunach zasiadło też kilku księży.

Całusy dla nieznajomej

Mimo że nasza reprezentacja miała prawie pewien awans do kolejnej rundy, podczas trzeciego meczu emocje sięgały zenitu. Kibice w biało-czerwonych koszulkach, z szalikami w rękach, dopingowali polskich piłkarzy. Największe emocje towarzyszyły tym, którzy zdecydowali się na wyjazd do Marsylii. Na stadionie Velodrome był Piotr Miazek. – Dla takich chwil warto żyć. Na trybunach panowała fantastyczna atmosfera. Miało się wrażenie, że gramy u siebie. Trybuny były biało-czerwone. Gardło zdarłem w pierwszej połowie. Kiedy Jakub Błaszczykowski strzelił gola, serce mało nie wyskoczyło mi z piersi. Z radości najpierw pocałowałem jakąś starszą panią, a potem jej męża. Istne wariactwo! – mówi Piotr. W domu razem z synami wtorkowy mecz obejrzał Gerard Kłosiński. Przed telewizorem zasiadł z Maksymilianem, Aleksandrem i półtorarocznym Antkiem. Fanem numer jeden był Maks, który od dziecka uwielbia grę w piłkę nożną. – Dziś razem z kolegami rozegraliśmy trzy mecze w ramach międzyszkolnego turnieju. Byłem dwa razy bramkarzem, raz obrońcą, a wieczorem kibicem – opowiada 10-letni Maks. – Uwielbiam mecze naszej reprezentacji, zwłaszcza gdy wygrywamy. Po kibicowaniu boli mnie gardło, a mojej mamie pękają uszy. Nie wiem, czy dziś zasnę – dodaje najstarszy syn Kłosińskich.

Marzenia nie tylko ks. Łukasza

Spotkanie z Niemcami na stadionie w Paryżu, a z Ukrainą przed telewizorem obejrzeli ks. Łukasz Antczak i Tomasz Sydor. – Widziałem tylko drugą połowę meczu Polska–Ukraina. Podczas pierwszej byłem w kościele. Cieszę się ze zwycięstwa naszych chłopaków. Na długo w pamięci pozostanie mi jednak mecz z Niemcami. Nie da się opisać słowami tego, co się przeżywa w takiej sytuacji. Trzeba tam być, to poczuć. W czasie meczu nie milkł doping polskich kibiców, i to dawało wrażenie, że na stadionie brakuje niemieckich fanów. Tacy byliśmy głośni. I nawet brak bramek nie zmącił radości, bo nie przegrać z mistrzami świata też trzeba umieć..., choć niedosyt pozostaje. Na trybunach dało się słyszeć: „W finale już z Niemcami wygramy!”. I oby tak się stało – marzy ks. Łukasz. O piłkarskich emocjach chętnie opowiada także Tomasz Sydor, sędzia piłkarski i nauczyciel historii w skierniewickim „klasyku”. – Mecz z Ukrainą oglądałem z żoną w telewizji. Była nerwówka. Ukraina postawiła wysoko poprzeczkę. Na szczęście daliśmy radę. Cieszę się ze zwycięstwa. Żałuję, że tym razem nie mogłem być na stadionie jak podczas meczu z Niemcami. Wtedy nasze twarze co chwilę miały kolory naszych barw narodowych. Gdy byliśmy pod bramką Niemców, wszyscy z emocji robiliśmy się czerwoni. A gdy oni zbliżali się do naszej bramki – bladzi, prawie biali. I tak przez ponad 90 minut. Ciśnienie podskoczyło nam także po meczu, na który wybraliśmy się busem. Stadion nas zachwycił. Gorzej było z miejscami do parkowania. Długo szukaliśmy miejsca, w którym można by zostawić auto. Wydawało się, że się nam poszczęściło. Niestety, po meczu okazało się, że nie wybraliśmy najlepiej. W samochodzie wybito nam dwie szyby. Koledzy stracili torby i plecaki. Na szczęście nikt nie pozostawił w nich cennych rzeczy. Najważniejsze, że zarówno nasi piłkarze, jak i kibice pokazali, na co ich stać. Wreszcie mamy silną reprezentację, na której grę chce się patrzeć. Czujemy tylko niedosyt bramek. Mam nadzieję, że te będziemy strzelać w następnych spotkaniach – marzy T. Sydor.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama