Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zostań bliźniakiem genetycznym

– Oddanie krwi czy nawet szpiku nie wiąże się w zasadzie z żadnym ryzykiem dla dawcy. Jest natomiast realną szansą na uratowanie komuś życia. Mając taką możliwość, czy można się wahać? – pyta Piotr Wasiak, jeden z organizatorów Rajdu Serc.

W niedzielę 25 września w Skierniewicach Komitet Organizacyjny „Serduszko”, w którego skład weszły stowarzyszenia: „Czerwona Pomarańcza”, Tradycji 26 Dywizji Piechoty, „Razem dla Skierniewic” oraz Ośrodek Sportu i Rekreacji, przy współpracy z Fundacją DKMS zorganizował w Skierniewicach Rajd Serc pod hasłem: „Nie bój się zostać dawcą szpiku”. W rajdzie wzięło udział około 100 osób.

W imprezie uczestniczyła rzesza mieszkańców i gości, wśród których była wokalistka Justyna Panfilewicz. Artystka po zejściu z roweru w hali sportowej OSiR dała koncert. Podczas występu, a także pikniku razem z organizatorami zachęcała cyklistów do rejestrowania się w bazie dawców szpiku. – Podjęcie takiej decyzji musi być przemyślane i rozważne, ponieważ deklarację składa się raz na całe życie – mówi P. Wasiak. – Myśląc o rejestracji, warto przywołać słowa Jezusa, który mówił: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich, Mnieście uczynili”. Prawdopodobieństwo znalezienia odpowiedniego, niespokrewnionego dawcy jest bardzo niskie. Dzieje się tak również z tego powodu, że wiele osób nie podejmuje decyzji o rejestracji. A przecież nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś z nas sam będzie potrzebował pomocy. Ja tego doświadczyłem podczas choroby serca. Wówczas po operacji podano mi kilka jednostek krwi. Ktoś tę krew wcześniej musiał oddać. Będąc dawcą, na własnej skórze doświadczyłem, jak dobro wraca. Dlatego teraz postanowiłem włączyć się w akcję poszukiwania dawców – mówi Piotr. Skierniewiczanin nie ma wątpliwości, że większość osób zarejestrowanych pewnie nigdy nie otrzyma telefonu z informacją, że jego genetyczny bliźniak potrzebuje pomocy. Ci, których to spotka, swoim gestem będą mogli uratować komuś życie. Po dwóch latach od przeszczepu, o ile obie strony wyrażą taką chęć, Fundacja DKMS zorganizuje spotkanie, podczas którego genetyczni bliźniacy będą mogli się spotkać. Całym sercem w organizację rajdu zaangażowany jest także Piotr Paradowski, prezes Stowarzyszenia Tradycji 26 Dywizji Piechoty. – Poznając historię, wiele razy natknąłem się na informacje o różnych akcjach związanych z ochroną zdrowia, które organizowało wojsko. Marzył mi się powrót do tych praktyk. Na początku sam szukałem partnerów do zorganizowania kampanii, podczas której zachęcalibyśmy mieszkańców do rejestracji. Ideą próbowałem zarazić kilka organizacji i stowarzyszeń. Niestety, mimo że w swoich statutach mają zapis o niesieniu pomocy innym, odmawiały mi pomocy, nie widząc ekonomicznego zysku. Przez pewien czas myślałem nawet, że nic z tego nie będzie. Na szczęście na jednym z rajdów poznałem „Czerwoną Pomarańczę”. Szybko okazało się, że mamy te same pragnienia. Razem udało się nam pozyskać kolejnych partnerów i ludzi pozytywnie zakręconych, wśród których jest choćby Roman Nowicki, przejeżdżający każdego sezonu 8500 km na rowerze – opowiada P. Paradowski. Prezes Stowarzyszenia Tradycji 26 Dywizji Piechoty też na własnej skórze doświadczył, jak dobro powraca. – Widzę to na każdym kroku. Najbardziej jednak dotarło to do mnie podczas choroby taty, który powrócił do zdrowia m.in. dzięki preparatom wytwarzanym z krwi – dodaje. Co godzinę jedna osoba w Polsce dowiaduje się, że ma białaczkę. Dla wielu chorych jedyną szansą jest przeszczep szpiku lub komórek macierzystych od dawcy niespokrewnionego. Warto wiedzieć, że większość osób posiada gdzieś na świecie bliźniaka genetycznego, który ma praktycznie identyczny kod genetyczny. Dla pacjenta odnalezienie takiego dawcy jest sprawą życia lub śmierci. Aby dać szansę chorym, wystarczy się zapisać, a potem, po otrzymaniu przesyłki, pobrać pałeczką wymaz z wewnętrznej części policzka. Pobranie wymazu i wypełnienie formularza pozwala zarejestrować się w bazie dawców. W 80 proc. przypadków komórki macierzyste pobierane są z krwi obwodowej. Procedura ta stosowana jest w medycynie od 1988 roku. Szpik pobierany jest z talerza kości biodrowej, a nie – jak się powszechnie uważa – z rdzenia kręgowego. Zabieg wykonywany jest w znieczuleniu ogólnym przy użyciu specjalnej igły. Co warto podkreślić, dawcy przed pobraniem komórek czy szpiku poddawani są szczegółowym badaniom. Koszty związane z badaniami, a także z wyjazdem (nawet na drugi konieć świata) pokrywa Fundacja DKMS. W przypadku pobrania szpiku dawca pozostaje w szpitalu 2–3 dni. – Kiedy poznałem zasady pobierania szpiku i komórek macierzystych, nie wahałem się ani chwili. Od razu się zarejestrowałem. Już jeden raz o mały włos nie zostałem dawcą. Przez cały czas jestem gotowy służyć innym, jeśli zajdzie taka potrzeba. Taka postawa wypływa wprost z Ewangelii, która jest dla mnie wykładnią życia – mówi Bogdan Ciuńczyk.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama