Nowy numer 43/2020 Archiwum

Te Deum za św. Stanisława

– W Puszczy Mariańskiej, wydawałoby się z dala od świata, św. o. Stanisław Papczyński zrozumiał do końca drogę, którą Bóg mu przeznaczył. Tu także zrozumiał, że ta droga ma być służbą ofiarowaną Bogu przez Maryję Niepokalaną. Stał się geniuszem zwiastowania prawdy Maryi Niepokalanej, której dogmat Kościół ogłosił kilka wieków później – mówił bp Andrzej F. Dziuba w kolebce księży marianów.

W sobotę 24 września w Puszczy Mariańskiej miało miejsce ogólnodiecezjalne dziękczynienie za kanonizację o. Stanisława Papczyńskiego. Puszcza Mariańska była kolejnym miejscem, po Górze Kalwarii, Podegrodziu i Licheniu, w którym dziękowano za życie świętego zakonnika. Uroczystej Eucharystii przewodniczył i słowo Boże wygłosił bp Andrzej F. Dziuba. Razem z pasterzem diecezji modlili się także: bp Wojciech Osial i rzesza kapłanów z diecezji. Współcelebransami byli również księża marianie z Polski i ze świata, a wśród nich Batista de Souza Jair, delegat ojca generała Zgromadzenia Księży Marianów, i ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC, wiceprowincjał.

Za kanonizację i małżeństwo

Najliczniejszą grupę uczestniczącą w liturgii dziękczynnej, którą rozpoczęła uroczysta procesja z relikwiami świętego marianina, stanowili katecheci i nauczyciele. Pod hasłem „Oto Matka twoja” pielgrzymowali z parafii pw. św. Józefa w Skierniewicach-Rawce, w ramach XVII Pieszej Pielgrzymki Katechetów i Nauczycieli, która co roku organizowana jest do innego miejsca. Dla katechetów udział w pielgrzymce jest jednym z elementów obowiązkowej formacji. Od lat w pielgrzymowanie włączają się dyrektorzy szkół, nauczyciele, rodzice i uczniowie. Tak było i tym razem. W pielgrzymce, której 12-kilometrowa trasa biegła m.in. przez Puszczę Bolimowską, uczestniczyło około 400 osób. Przewodnikiem był ks. Sławomir Sobierajski z Wydziału Nauki Katolickiej kurii łowickiej. W drodze nauczyciele odprawili Drogę Krzyżową, zmówili Różaniec i wysłuchali konferencji przybliżającej życie św. o. Stanisława Papczyńskiego. – Pielgrzymuję po raz drugi. To zastrzyk duchowej energii na początku roku. Cieszę się, że tym razem jesteśmy u świętego kapłana i nauczyciela – wyznaje Katarzyna Ciszewska, nauczyciel wspomagający z Mszczonowa. – Ojca Papczyńskiego poznałam podczas jego kanonizacji. Wówczas śledziłam wszystko, co pojawiało się w prasie i telewizji. Przeczytałam też kilka świadectw. Jestem tu w intencjach znajomych, którzy mają problem z potomstwem – opowiada pani Katarzyna. Wśród katechetów była również Urszula Pawlak, której osoba św. o. Papczyńskiego była dobrze znana. – Dawno temu poznałam jego życiorys. Byłam nawet w Podegrodziu, miejscu jego urodzenia. Puszcza Mariańska jest mi bliska. Często tu zaglądam. Przy relikwiach świętego założyciela księży marianów nieraz się modliłam. Zabrałam tu kiedyś na pielgrzymkę nawet swoje skierniewickie kółko misyjne. Dzisiejsze pielgrzymowanie jest dla mnie wyjątkowe ze względu na dziękczynienie za kanonizację, ale także dlatego, że dziś obchodzę 28. rocznicę ślubu. Dziękując Bogu za swoje małżeństwo, za wstawiennictwem św. o. Papczyńskiego, prosiłam o siłę na dalsze lata – dodaje Urszula Pawlak.

Wzór i orędownik

Podczas Eucharystii, a zwłaszcza kazania, św. o. Stanisława, jako wzór godny naśladowania, ukazywał licznie przybyłym wiernym biskup ordynariusz. – Dziękujemy dziś za dar kanonizacji, za dar, który pokazuje w św. Stanisławie genialnego nauczyciela i wychowawcę. Pokazuje męża Kościoła, pokazuje człowieka zatroskanego o ojczyznę, pokazuje patriotę, który nie wstydził się tego słowa, który nie bał się mówić o miłości ojczyzny. On wiedział, że współcześni odpowiedzialni za ojczyznę, zwłaszcza król Jan III Sobieski, w Bogu upatrywali pomoc i nadzieję dla swojej ojczyzny, Europy i świata. Dlatego pielgrzymka katechetów i nauczycieli chciała przybyć dzisiaj tutaj, aby zaczerpnąć z tego wspaniałego wzoru, który potrafił godzić codzienność życia ze świętością. On jest wspaniałym świadkiem, wzorem i orędownikiem – mówił biskup. W dziękczynnych uroczystościach poza biskupami i kapłanami uczestniczyli także wierni z parafii i pielgrzymi, którzy od lat są zafascynowani osobą o. Papczyńskiego. Jedną z takich osób był Andrzej Kacperski. – Jestem tu z potrzeby serca. Mam czterech ulubionych patronów. Od zeszłego roku bardzo bliski jest mi o. Stanisław. Jego życiorys, działalność zachwyciły mnie. To wszystko, co o nim wiem, wyzwala we mnie pokłady rezerw duchowych, które nie zostały odkryte. To wyjątkowy święty. Bardzo chciałbym kochać Boga tak mocno jak on. Jedno jest pewne. Dzięki niemu wzrasta moja ufność do Boga – zapewnia Andrzej Kacperski.

Ojcze, tylko się pospiesz

Wśród czcicieli o. Stanisława była także pani Elżbieta Rudnicka, emerytowana katechetka z Żychlina. Wybierając się na pielgrzymkę do Puszczy, poza czymś do zjedzenia i picia do plecaka zabrała… obraz św. o. Stanisława. – Moja przygoda z nim jest niezwykła. Poznałam go w chwili, gdy moja synowa ciężko chorowała na raka, a jej maleńka córka była bardzo przygnębiona chorobą mamy – wyznaje pani Elżbieta. Była katechetka ze łzami w oczach wspomina czas, w którym jej trzyletnia wnuczka na kolanach prosiła Boga o zdrowie dla mamy. – Przybita tą sytuacją razem z katechetami byłam na pielgrzymce w Rzeczycy. Przede mną na ławce leżał mały obrazek z życiorysem o. Papczyńskiego. Przeczytałam go. Zszokował mnie swoją pobożnością maryjną i tym, że miał w sobie tyle determinacji, by zostawić formację pijarów i pójść założyć nowe zgromadzenie. Tak mi się zdał bliski duchem. Przyjrzałam mu się dokładnie i ujrzałam białe szaty. Skojarzyły mi się z lekarzem. Kiedy katecheci wyszli z kościoła, pobiegłam do ks. proboszcza z Rzeczycy, prosząc go o jakąś szczególną modlitwę za moją synową. On mnie pobłogosławił. Wróciłam do kościoła i jeszcze długo się modliłam. Gdy podniosłam głowę stał obok mnie ks. proboszcz, który podarował mi ten obraz o. Stanisława, przed którym razem z katechetami się modliłam. Włożyłam go do plecaka i zaczęłam gonić pielgrzymów, którzy już poszli. Biegnąc na ulicy, znalazłam krzyżyk na asfalcie. W domu zauważyłam, że znaleziony krzyżyk jest bardzo podobny do krzyżyka, jaki trzyma na obrazie o. Stanisław. Potem przez lata obraz i krzyżyk towarzyszyły mojemu życiu, czyniąc wielkie rzeczy. Trudno je tu wszystkie opisać. Modląc się przy nich, pokonałam raka, który mnie trawił, pogodziłam się ze śmiercią synowej, miałam siłę, by opiekować się osieroconą wnuczką, która dziś jest wielką czcicielką św. o. Stanisława Papczyńskiego. Z osobą wnusi związana jest pewna historia – kontynuuje świadectwo pani Ela. – Kiedyś razem z nią i jej przyjaciółką, która nigdy nie była na wakacjach, wyjechałam nad jezioro na trzy dni. Pierwszego dnia okazało się, że tamta dziewczynka bardzo się rozchorowała. Miała gorączkę, ból gardła, kaszel. W takim stanie nie mogło być mowy o kąpaniu się w jeziorze, o spacerach, lodach. Postawiłam obraz o. Papczyńskiego. One obie uklękły i modliły się. Ja za ich plecami wołałam w myślach: Ojcze Stanisławie, tylko się pospiesz, bo mamy tylko dwa dni. Po modlitwie obie były zdrowe. Ja tego nie mogę zapomnieć. To były wspaniałe dwa dni. Potem jeszcze wiele razy w różnych chwilach doświadczałam jego pomocy – opowiada wzruszona Elżbieta Rudnicka. Obecność na uroczystościach dziękczynnych, jak nietrudno się domyślać, dla pani Elżbiety i wszystkich czcicieli o. Stanisława była wielką radością. To spotkanie z przyjacielem, któremu wiele się zawdzięcza. Z tego powodu wyśpiewane „Te Deum” za jego kanonizację było niezwykle piękne, poruszające.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama