Nowy numer 47/2022 Archiwum

Święci z aureolą i bez

– Jako mały chłopak miałem szczęście służyć do Mszy św., którą sprawował św. Maksymilian Maria Kolbe. Nie wiedziałem wtedy, kim on jest... – mówi o. Ignacy Rejch, franciszkanin.

Święty od kur

Po męczeńskiej śmierci o. Ma- ksymilian stał się orędownikiem w wielu sprawach. Jego wstawiennictwu u Niepokalanej przypisywano małe i większe cuda. Bez wątpienia miał on swój udział w pewnym zdarzeniu, w którym uczestniczył o. Ignacy. – Był to czas okupacji. Po odbyciu nowicjatu kończyliśmy IV klasę gimnazjalną. Chodziliśmy w habitach, szkoła była tajna. Pewnego dnia w końcu czerwca do sali, w której się uczyliśmy, weszło dwóch gestapowców. Przyprowadzili pod bronią jednego z braci, któremu kazali wskazać, gdzie jest szkoła. My siedzieliśmy przy stolikach. Mieliśmy lekcję języka niemieckiego. Gestapowcy, wchodząc, od razu skierowali się do naszego profesora, nas jakby nie widząc. Obserwując z boku całą sytuację, o. Bogumił Talarek dawał nam znaki, byśmy naokoło uciekali. Pojedynczo, niezauważeni przez Niemców, opuściliśmy salę. Każdy uciekał, gdzie tylko mógł. W Niepokalanowie fakt, że Niemcy nie widzieli kleryków, tylko profesora, uznano za cud. Dla mnie było to kolejnym potwierdzeniem, że Matka Boża troszczy się o to miejsce i o dzieci Jej powierzone – świadczy o. Ignacy. Myśląc o Niepokalanowie, warto pamiętać, że wydał on nie tylko 5 męczenników obozów. – Tu żyli i pracowali także ich bracia, niekanonizowani, na których patrzyłem. To byli święci ludzie. Weźmy takiego brata Placyda. Był to skromny, niedowidzący zakonnik, który mówił, że jego królestwem są krowy, świnie i kury. Nieco ułomny, całe życie opierał na zaufaniu Bogu. Przywołam tu pewne zdarzenie. Był lipiec. Cały tydzień lało. Widziałem, że zboże kwitło. Mówię do niego: „Brat widział zboże? Kwitnie, więc nie będzie chleba”. A on mnie łapie za rękę i mówi: „Aleś ty głupi, aleś głupi!”. I, wskazując ręką na niebo, pyta mnie: „To ty rządzisz? Ty?”. Deszcz przestał padać. Chleba nie brakowało. Kolejnym moim kandydatem na świętego był brat Innocenty Wójcik. Jak on się modlił! Zawsze go widziałem na kolanach. Na mojej liście jest też obecnie obłożnie chory brat Józef Twardowski. Wszystkich ich znałem, patrzyłem na nich. Oni byli święci pod wpływem Matki Bożej i o. Maksymiliana – nie ma wątpliwości o. Ignacy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy