Nowy numer 41/2019 Archiwum

Do Łodzi wrócili harcerze, którzy przebywali na tragicznie zakończonym obozie w Suszku

Do Łodzi powróciła w sobotę późnym wieczorem grupa harcerzy przebywających na obozie w Suszku (Pomorskie), który został zniszczony przez nawałnicę. Zginęły dwie nastoletnie harcerki, 37 osób zostało poszkodowanych.

W Łodzi na młodzież czekali m.in. rodzice, dziadkowie, koledzy.

Wśród oczekujących był dziadek 14-letniego Kuby. W rozmowie z PAP przyznał, że informacja o tym, co się stało na obozie była dla niego szokiem. Jak mówił rano włączył telewizor i wtedy usłyszał o tragedii, która wydarzyła się w miejscowości, gdzie na obozie przebywał jego wnuczek. Przyznał, że początkowo nie zdawał sobie sprawy z "powagi sytuacji". Dopiero jak poinformowano, że zginęły dzieci, to sprawa zaczęła być poważna - mówił.

Wyjaśnił, że nie można było się bezpośrednio skontaktować z wnuczkiem, bo jeszcze przed wyjazdem było polecenie organizatorów obozu, aby nie brać telefonów komórkowych. Kontakt był tylko z drużynowym. "To właśnie on zadzwonił do córki i powiedział, że z Kubą jest wszystko ok., że chłopak ma tylko lekkie zadrapania" - wyjaśnił.

Na przyjazd swoich koleżanek i kolegów czekała też jedna z łódzkich harcerek. Jak powiedziała, wiadomość o tym, co się dzieje na obozie, otrzymała w środku nocy. Przyznała, że była to dla niej wielka trauma i niedowierzanie. "Nikt nie spodziewał się, że jakakolwiek burza, która przechodzi przez obóz, skończy się tak tragicznie" - mówiła.

Sama jeździ na obozy od ponad 10 lat. Przeżyła wiele burz, ale nigdy nie było tak dramatycznej sytuacji. Nie znała osobiście harcerek, które zginęły, ale - jak zaznaczyła - w harcerstwie wszyscy są siostrami i braćmi, i dlatego są one bliskie jej sercu.

W sobotę późnym wieczorem z dziennikarzami spotkał się wojewoda łódzki Zbigniew Rau, który był na miejscu zdarzenia. Jak poinformował, w czterech szpitalach pozostało jeszcze 12 dzieci. "Większość harcerzy wróciła w ciągu dnia z rodzicami. Ostatnia grupa - ponad 20 osób - przyjechała autokarem" - wyjaśnił. Dodał, że w podróży towarzyszyły im panie psycholożki.

Podziękował służbom wojewody pomorskiego, także samorządom w powiecie chojnickim za opiekę nad harcerzami.

Obecny na spotkaniu z mediami łódzki kurator oświaty Grzegorz Wierzchowski powiedział, że od niedzieli pracownicy kuratorium będą kontaktować się z dyrektorami i wychowawcami tych szkół, w których uczyli się uczestnicy obozu, a rodzicom, uczniom, zostanie udzielona niezbędna pomoc.

Poinformował również, że w niedzielę strażacy skontrolują siedem obozów znajdujących się na terenie woj. łódzkiego. "Z tego, co wiem wszyscy, ich uczestnicy są bezpieczni" - dodał.

Z kolei rzecznik łódzkiego okręgu ZHR Grzegorz Bielawski zapewnił, że na miejscu obozu trwa akcja zbierania wszystkich rzeczy, które zostały pozostawione przez uczestników.

Służby wojewody przypomniały, że na hasło "Dzieci z Suszka" poza kolejnością udzielana będzie pomoc psychologiczna dla uczestników obozu harcerskiego w Suszku i ich rodziców. Szczegółowe informacje można uzyskać pod numerem telefonu: 42 71 55 777.

Również zespół wykwalifikowanych psychologów ze Specjalistycznego Psychiatrycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej przy ul. Aleksandrowskiej w Łodzi oczekuje na harcerzy i opiekunów - uczestników obozu.

Na trzytygodniowym obozie w Suszku przebywało 130 harcerzy z łódzkiego okręgu ZHR. Opiekę nad nimi sprawowało, zgodnie z obowiązującymi przepisami ośmiu wychowawców. Obóz został zatwierdzony w Kuratorium Oświaty zgodnie ze wszystkimi obowiązującymi przepisami.

Harcerze mieli wrócić do Łodzi wrócić 16 sierpnia. W nocy z piątku na sobotę - w wyniku gwałtownych burz i wiatrów, jakie przeszły nad Pomorzem - obóz został zniszczony i odcięty od świata przez tarasujące drogi drzewa. W wyniku nawałnicy zginęły dwie dziewczynki. 37 osób zostało poszkodowanych.

W niedzielę o godzinie 20.15 w klasztorze o.o. Dominikanów w Łodzi odbędzie się czuwanie zakończone mszą św. w intencji zmarłych harcerek i wszystkich poszkodowanych, wraz z ich rodzinami. Także w niedzielę w łódzkiej archikatedrze o godz. 19.00 odbędzie się wieczorna msza św. w tej intencji.

W Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej została zarządzona żałoba.

« 1 »

Zobacz także

  • Gość
    13.08.2017 09:16
    jaka żałoba a za tyłki wziąć tych którzy biorąc pod opiekę 150 dzieciaków totalnie zaniedbali środki łączności oraz ostrzeżenia meteoroligczen o nadchodzących burzach i NAWAŁNICACH . trzeba być totalnym ignorantem aby słuchając takich ostrzeżen pozostawać w lesie z dzieciakami . może wreszcie nastanie jakaś odpowiedzialność a nie tylko ubolewanie i pomoc dla poszkodowanych . pozdrawiam
  • Gość
    13.08.2017 10:35
    Oni byli w lesie bez zasięgu.Obóz był zgłoszony do Kuratorium,więc Panie powinny bądź zaalarmowac pobliska Straż,by ich ostrzegli,albo samemu podjechać rano w piątek i nakazać ewakuację.To znów system zawalił:( Na przyszłość pewnie Harcerze będą mieli dyżur,wychodzić tam gdzie jest zasięg i dzwonić do IMGW,niestety takie procedury rodzą się często pod wpływem doświadczenia:(
    doceń 2
  • Gość
    14.08.2017 13:55
    to był obóz harcerski a nie jakieś kolonie w hotelu, wypadki się zdarzają: samolot z turystami może spaść, hotel się zapalić, samochód którym jedziesz na wakacje ulec wypadkowi... I tak liczba ofiar jak na kataklizm widoczny na niektórych zdjęciach w necie była ... mała. Jak wspomniała jedna z harcerek w artykule - niejedną burzę pod namiotami się przeżyło. Nie chcesz by harcerze napewno nie ginęli pod namiotami - zakaż organizowania obozów harcerskich
    doceń 0
  • MichalMos
    06.05.2019 13:22
    MichalMos
    Myślę, że to był potwornie smutny powrót. Ja naprawdę zdaję sobie sprawę i to aż za dobrze, co oni tam mogli czuć na miejscu. Co czuła Maja, siostra Olgi...ja myślę, że w ten dzień zaczęła się passa nieprzespanych nocy, za to na pewno przepłakanych. Wiem to dobrze, bo sam w swojej klasie w liceum miałem bliźniaczki...dwie najukochańsze pod słońcem dziewczyny, Anię i Basię. Jak tak sobie obserwowałem tą ich siostrzaną miłość, to myślałem sobie: "Oby nic ich nie rozdzieliło". Jak widać życie pokazało ekstremalnie okrutne oblicze. Ja sam mam harcerki w rodzinie. W ten dzień, kiedy jeszcze nie wiadomo było, kto dokładnie zginął, śmiertelnie się bałem, że może chodzić o córkę mojej kuzynki, Agnieszkę, wówczas niespełna 18-letnią dziewczynę. Nawet w momencie kiedy w mediach leciały pierwsze informacje, balem się, że może chodzić o Agnieszkę, bo informacje nie do końca precyzowały, ani na którym obozie miał miejsce ten wypadek, ani skąd są zabite harcerki, ani który hufiec. W dodatku jak zadzwoniłem do mojej kuzynki, to odpowiedziała mi po chwili, że istotnie nie ma z Agnieszką kontaktu. Wówczas, szczerze mówiąc, miałem łzy w oczach. To są momenty, w których całe życie takiej młodej osoby staje ci przed oczyma. Te wszystkie dobre chwile, jak patrzyłeś, jak ci dzieciak rośnie, dojrzewa uczy się...i ta cholerna myśl....oby nie ona...nigdy tego nie zapomnę.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL