GN 32/2018 Archiwum

Wydobył mnie jak perłę

Miała nawracać Polaków na protestantyzm. Dziś nosi biały welon, adoruje Najświętszy Sakrament i jest córką Niepokalanej.

Siostra Loyola urodziła się w Anglii. Została wychowana w rodzinie protestanckiej, choć – jak sama przyznaje – jej rodzice nie byli głęboko wierzący. Chodziła do kościoła, czytała Pismo Święte. W wieku 13 lat poczuła, że można mieć szczerą relację z Jezusem, ale przez lata tłumiła to w sobie. Na studiach przyłączyła się do organizacji chrześcijańskiej, w której zaczęła bliżej poznawać Jezusa. Udzielała się charytatywnie. Jako absolwentka – nauczyciel historii – usłyszała o wyjeździe do Polski na obóz językowy. Tu wszystko się zaczęło.

Kiepska misjonarka

Przyjechała tutaj dzięki organizacji chrześcijańskiej w 1993 r. Od razu poczuła, że to miejsce bliskie jej sercu. – Organizacja zgodziła się na mój przylot do Polski, wysłano mnie tu jako misjonarkę. Miałam nawracać katolików na protestantyzm. Proszę na mnie spojrzeć, jaki odniosłam sukces. Kiepska ze mnie misjonarka – śmieje się s. Lo- yola. – Po przyjeździe pracowałam w szkole językowej we Wrocławiu. Tam poznałam moją przyjaciółkę Basię. Obie szukałyśmy mieszkania. W końcu zamieszkałyśmy razem. Dobrze się rozumiałyśmy. Ja tylko nie umiałam pojąć, dlaczego Basia tak dużo się modli. Potrafiła znikać na godzinę w swoim pokoju, by tam się modlić. Niezależnie od pogody chodziła do kościoła. U nas, w Anglii, było tak, że jak się nie chciało, to się do kościoła nie szło, zwłaszcza gdy padało – dodaje niepokalanka. Zafascynowana koleżanką s. Loyola dopytywała, jak się modlić. Czuła, że tego jej brakuje. Wtedy na swojej drodze spotkała jezuitę, który opowiedział jej o rekolekcjach ignacjańskich. Jako protestantka musiała uzyskać zgodę. Udało się. W ośrodku rekolekcyjnym w Częstochowie podczas Eucharystii poczuła, że bardzo brakuje jej możliwości przyjęcia Komunii św. Chowała się z tyłu kaplicy, by nikt tego nie zauważył. Podobnie było z adoracją Najświętszego Sakramentu. – W Anglii adoracje to takie uwielbienia. Gitara, śpiewy, oklaski. A w Polsce, w tym ośrodku, pierwszy raz przeżyłam szok. Ksiądz wystawił na ołtarz mały opłatek w naczyniu, które dla mnie wyglądało jak słońce na patyku, i wyszedł. Czekałam na gitary i zespół, ale się nie doczekałam. Wiedziałam, że katolicy wierzą, iż w tym kawałku chleba jest Jezus, ale... nie mogłam jakoś tego pojąć. Aż do czasu tej adoracji. Wtedy doświadczyłam Jego obecności, jak nigdy wcześniej. Zmieniło się powietrze, poczułam jakby prąd, uświadomiłam sobie, że On tu jest. Wszystko wywróciło się do góry nogami. Teraz chciałam być blisko Niego, chciałam z nim rozmawiać. Poczułam smutek, kiedy ksiądz przyszedł schować Najświętszy Sakrament – wtedy już wiedziałam, że chcę przyjąć Go także do swojego serca w Komunii św. – opowiada.

Legalna katoliczka

Po rekolekcjach wróciła do codziennego życia. Tęskniła za Jezusem, ale wciąż była protestantką. To, co w sobie odkryła – relację z Jezusem – traktowała jak drogocenny skarb, jednak tę perłę schowała do szuflady. – Bałam się konsekwencji ujawnienia tej relacji, choć nieustannie ją pogłębiałam. Szukałam w internecie informacji o Kościele katolickim, o wspólnotach, jednak gdy ktoś się zbliżał, szybko zamykałam wszystkie strony, udając, że szukam czegoś innego. To trwało dość długo. Dopiero podczas jednego spaceru z Basią mój język „się rozwiązał”. Opowiedziałam jej wtedy wszystko, co czuję, co odnalazłam i że chcę być katoliczką – wspomina. Przyjaciółka szybko zorganizowała pomoc dla s. Loyoli. Znalazła księdza, który postanowił pomóc jej przyjąć wiarę katolicką i sakramenty. Proces zmiany wyznania przebiegł pomyślnie, zwłaszcza że sakrament chrztu protestanckiego był ważny także w katolickiej wierze. Uzyskała przychylność biskupa, przyjęła sakrament bierzmowania i Komunię św. – Stałam się legalną katoliczką. Poszłam normalnie ubrana do Komunii, biała sukienka przyszła później. Pewnego dnia na kawie spotkałam s. Janę, niepokalankę. Wywiązała się rozmowa, podczas której opowiedziałam jej historię swojego nawrócenia. Siostra Jana, zafascynowana moją historią, zaproponowała, żebym tym świadectwem podzieliła się z uczennicami szymanowskiej szkoły. Wymieniłyśmy się kontaktem. Kilka dni później byłam w Szymanowie – opowiada s. Loyola. Życie sióstr bardzo jej się spodobało, poczuła się jak w domu i – przede wszystkim – miała Jezusa „na wyciągnięcie ręki”. Po pewnym czasie wróciła więc do Szymanowa i wstąpiła do zakonu. W tym roku, 8 grudnia, złożyła wieczyste śluby zakonne. – On wydobył mnie jak perłę, a teraz ja chcę przyprowadzać innych do Niego – wyznaje s. Loyola od Jezusa Baranka Bożego.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma