Nowy numer 44/2020 Archiwum

Zmarł, ale już mu lepiej

„Nie pozostawajmy w letargu. Nie przestawajmy myśleć krytycznie. Nie udawajmy, że nie widzimy, nie czujemy i nie słyszymy” – czytamy w orędziu na Międzynarodowy Dzień Teatru 2018.

Dzień Teatru został uchwalony w 1961 roku podczas kongresu Międzynarodowego Instytutu Teatralnego dla uczczenia otwarcia Teatru Narodów w Paryżu. W Polsce obchodzony jest od 27 marca 1973 roku. Podobnie jak w poprzednich latach Centrum Kultury i Sztuki w Skierniewicach dołączyło do wydarzenia, organizując szereg imprez. Jedną z nich był spektakl pt. „Mąż zmarł, ale już mu lepiej” według tekstu sztuki Izabeli Degórskiej, współczesnej dramatopisarki, w reżyserii Renaty Libery. Sztuka, którą wystawiła grupa teatralna Com.pl.ex, doskonale wpisała się w sens tegorocznego przesłania.

Umarł i ożył

Leon Stachurski, emerytowany fizyk, od dawna zawadza żonie, która ostatecznie dochodzi do wniosku, że tak naprawdę mąż nie jest jej do niczego potrzebny i najlepiej by było, gdyby umarł. Tym bardziej że po jego śmierci wdowie przysługiwać będzie renta... Akcja toczy się wartko. Kobieta podsuwa mężowi jabłecznik, a rano mężczyzna nie daje już oznak życia. Przybyła na miejsce lekarka stwierdza zgon. Pani Zofia błyskawicznie organizuje pogrzeb przy pomocy zaprzyjaźnionego grabarza i wówczas… mąż odzyskuje oddech. Do szpitala przyjeżdżają dziennikarze, aby przekazać światu wieść o zmartwychwstałym mężczyźnie. Media bezlitośnie wykorzystują sytuację i manipulują faktami. Do tego widzowie mogą za pomocą SMS-ów zdecydować, czy chcą pozostawić mężczyznę przy życiu, czy odłączyć urządzenia, dzięki którym oddycha. Zdaniem Renaty Libery taki obrazek, być może w niedalekiej przyszłości, wcale nie będzie nieprawdopodobny. – Mogą nadejść do takie czasy, gdy ludzie będą decydowali o czyimś życiu lub śmierci na antenie – mówi Renata Libera, instruktorka grupy teatralnej Com.pl.ex. – Dla mnie bardzo ważna w tej sztuce jest kwestia społeczna, czyli kryzys rodziny. Nasi bohaterowie żyją pod jednym dachem, dożywają starości, a są dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Liczą się tylko pieniądze, nie uczucia. Spokojna kobieta jest w stanie zrobić wszystko, żeby uśmiercić swojego męża i wziąć po nim pieniądze – zauważa R. Libera. Iwona Stańczyk, grająca napastliwą reporterkę, zwraca także uwagę na problem relacji sąsiedzkich, które ograniczają się do rzadkich kontaktów. „Od kiedy u mnie telewizor gra” – padają słowa – sąsiedzi, znajomi... oni się nie liczą. Autorka sztuki dużo miejsca poświęciła dziennikarskiej manipulacji. Izabela Degórska jest z zawodu dziennikarką. Widzimy, że rzeczywistość kreowana przez media nijak ma się do prawdy, ludzie są bezlitośnie wykorzystywani, ich wypowiedzi przeinaczane, a sposób postrzegania świata narzucany. Jak na dłoni widać to w interaktywnej scenie, kiedy reporterka wchodzi z mikrofonem na widownię sali kameralnej skierniewickiego centrum kultury i zadaje pytania, a ludzie zaczynają w stosunku do bohatera używać terminu „zmartwychwstanie” – wcześniej użytego przez panią z mikrofonem, a zarezerwowanego przecież, jak dotąd, na zupełnie inną okoliczność. Dla Kogoś innego.

Życie nam ucieka na byle czym

– To jest głęboki dramat. Ludzie się śmieją, ale po analizie jest to śmiech przez łzy. Chociaż postacie są śmieszne, mówią śmiesznie i zachowują się śmiesznie, bez wątpienia jest to wizja współczesnego świata. Przerysowana i wyjaskrawiona, ale jednak oddająca bardzo szybko zmieniającą się rzeczywistość. I niestety, nie jest to zmiana na lepsze. W wielu domach telewizor stanowi punkt centralny rodzinnego życia, a ludziom jest coraz trudniej znaleźć sobie inne zajęcie niż wpatrywanie się w ekran czy wyświetlacz smartfonu. Życie nam szybko ucieka na byle czym – zauważa Renata Libera. – A z życia trzeba umiejętnie korzystać. Jeżeli mówimy o miłości, to o prawdziwej. Jeżeli mówimy o rodzinie, to należy dbać o relacje. Wydawałoby się, że to banały, ale dziś to banalne nie jest – dodaje. Historia zaprezentowana przez grupę Com.pl.ex ma wiele płaszczyzn, wiele rozpoczętych wątków, dlatego skłania do refleksji. – Tak naprawdę jest to opowieść o tym, że ludzie czekają na cud. Jesteśmy tak wypaleni i znudzeni, że nic nas nie zaskakuje. No chyba, że cud – dodaje Renata Libera.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama