Nowy numer 42/2018 Archiwum

Piszę o Bogu dobrym

– Ikona jest dla mnie czymś bardzo ważnym, bo to coś, co wyraża świętość, coś, co mogę adorować. A gdy jeszcze wyszła spod ręki mojej żony... Kiedy się przy niej modlę, wiem, że Pan Bóg tu jest – mówi Paweł Bursztynowicz.

Pokora wobec własnych ograniczeń, posłuszeństwo zasadom i regułom, a także cierpliwość, dokładność połączone z potrzebą i pragnieniem modlitwy i kontemplacji – to wielkie dary, których doświadczają ikonopisarze. Pisząc o Bogu, Maryi, świętych, łączą ich życie ze swoim. Wyuczone zasady stają się zaproszeniem do nawiązywania relacji. Wielogodzinne wpatrywanie się w oczy Jezusa i dotykanie pędzlem Jego ciała wymagają niezwykłej wrażliwości, ale i odwagi. W każdej z nich zawarta jest czyjaś wrażliwość, doświadczenia życiowe, godziny spędzone przed i z Bogiem. Bez względu na liczbę ukończonych kursów pierwszym nauczycielem pozostaje Duch Święty.

Mąż wskazał kierunek

Ikonografia odzyskuje miejsce, które zajmowała przed wiekami. W kulturze Zachodu i Polski przeżywa wielki renesans. W wielu miejscach organizowane są różnego rodzaju kursy i warsztaty, które uczą zachowania zasad malarskich i tradycji, niezmiennej od wielu wieków. Prowadzący podkreślają, że ikonograf nie maluje dla swojej sławy, lecz dla chwały Bożej. W diecezji łowickiej nie brakuje osób, dla których sztuka ta jest sposobem kontemplacji i modlitwy. W Rawie Mazowieckiej ikony pisze Sławomira Bursztynowicz. Do pisania zachęcił ją mąż Paweł. – Wiedziałem, że Sławka ma talent malarski. Miałem przekonanie, że powinna pójść w tę stronę. Zasugerowałem jej to, a ona pomysł podchwyciła. Po drugim kursie dostałem od żony ikonę napisaną specjalnie dla mnie. Jest to Matka Boża Nieustającej Pomocy. Piękna, moja – mówi pan Paweł. – Mąż nie wiedział, jaką ikonę otrzyma. Ale on jest zakochany w Maryi. Kiedyś, gdy wielu rzeczy nie rozumiałam, byłam zazdrosna o męża, o jego wiarę, relację z Maryją. Dla niego to jest pierwszeństwo. Może zaniedbać rzeczy ziemskie, ale nie duchowe – dodaje Sławomira.

Ikonograf nie ukrywa, że kiedyś ikony jej się nie podobały. Jak mówi, były mało naturalne, święci w sztucznych pozach, o dziwnych twarzach. Odbiegały od jej kanonu piękna. Zmieniło się to po pierwszym kursie. – Ćwiczyłam jak się maluje nos, jak się maluje oko, tu się domyka, tu się nie domyka, źrenica tak, układ dłoni taki. Gdy to wszystko poznałam, bałam się rysować i pisać, bo nagle zrobiła się z tego „taka świętość”. Byłam mocno przejęta. Potem bardzo uważnie przyglądałam się ikonom i zaczęły mi się podobać. Dziś mam swoje ulubione. Gdy się je pisze, kiedy się w nie wpatruje, żeby powtórzyć kolor, uśmiech, zamyślenie, gest, chce się je przeniknąć. Prosi się wtedy: „Panie Jezu, to jest Twoje oblicze, pomóż mi, bym mogła je napisać, przedstawić”. I wtedy zaczyna się wewnętrzny dialog, który za pomocą pędzla staje się modlitwą, zgłębianiem Jego świętości, mocy, miłosierdzia. Dlatego gdy jestem zła, nie mogę zasiadać do pracy nad ikonami. Kiedy jestem zdenerwowana czy bardzo zmęczona, też nie. Przed malowaniem staram się zawsze rozważyć słowo Boże, wyciszyć się. Malowanie z marszu nie idzie. Jest wiele modlitw, które należy odmawiać przy poszczególnych etapach pisania – przed nałożeniem gruntu, przed wykonaniem barwników, przed złoceniem. Pisząc, chcę pokazywać Boga kochającego, który dotyka, uzdrawia, Matkę Bożą, która przytula i podnosi – tłumaczy S. Bursztynowicz.

Jezus z zezem

Ostatnią ikoną, która wyszła spod ręki rawianki, był mandylion. Przedstawia on oblicze Chrystusa wpisane w nimb krzyżowy, ukazane na białej chuście zawieszonej za dwa górne rogi. Centralnym elementem kompozycji jest zamyślone, nieco surowe, ale przede wszystkim nieskończenie miłosierne oblicze Zbawiciela. Ta twarz – jak się uważa nie ręką ludzką uczyniona – Sławomirze zawsze bardzo się podobała. Z powstaniem pierwszego mandylionu związana jest legenda o królu Abgarze, który – chorując na trąd – poprosił swojego wysłannika, aby w przypadku, gdyby Chrystus nie mógł przybyć, sporządził Jego portret. W Jerozolimie okazało się, że posłaniec nie jest w stanie namalować oblicza Zbawiciela. Wówczas Chrystus przyłożył chustę do swojej twarzy i w ten sposób powstał portret, którego kontemplacja uzdrowiła króla.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy