Nowy numer 42/2018 Archiwum

Rektor w koloratce

Tak jak Łowicza nie można wyobrazić sobie bez majowej i sierpniowej pielgrzymki, tak Rawy bez lipcowych półkolonii w klasztorze. Mózgiem i sercem corocznego wydarzenia jest o. Jerzy Chrzanowski.

Po raz 20. przy klasztorze ojców pasjonistów pod okiem o. Jerzego, wspieranego przez nauczycieli, od 5 lipca do końca lipca odbywały się półkolonie zwane Małą Akademią Wakacyjną. Codzienne spotkania o charakterze formacyjno-rekreacyjnym miały pomóc dzieciom odkrywać prawdziwe wartości, które tworzą życie społeczne. Zajęcia odbywały się codziennie od poniedziałku do piątku. Uczestniczyło w nich ponad 60 dzieci.

Chleb w różnych odsłonach

Tegorocznym spotkaniom przewodziło hasło: „Tajemnica chleba – praca ludzi i dar nieba”. Chodziło o poznanie etapów wypieku chleba, od ziarna aż po bochenek, podkreślenie współpracy Boga z ludźmi i naukę szacunku dla chleba. Podczas zajęć mali studenci nauczyli się rozróżniać poszczególne zboża, poznali dawne zwyczaje i sprzęty potrzebne do zasiewu, uprawy, żniw i mielenia ziaren. Odkryli także motywy chleba w literaturze.

Nie zapomniano też o Chlebie Eucharystycznym i wigilijnym opłatku. Jak zwykle, wiedza przekazywana była w ciekawych formach. Były filmy poglądowe, dzielenie się chlebem, zajęcia techniczne, podczas których wykonywano wiatrak, a także wycieczki na pola i do muzeów rzemiosła oraz chleba w Radzionkowie. W tym ostatnim dzieci mogły zrobić bułeczkę. W programie było też spotkanie z Matką Bożą Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Tegoroczne spotkania zakończyła Eucharystia, na którą uczestnicy przyszli w wiankach z kłosów zbóż i z wypieczonymi chlebkami. – Na akademię chodzę od bardzo dawna. To był już chyba mój 9. raz – mówi Jaga Kalinowska. – Ojciec Jerzy stara się, żeby tematy były ciekawe i zróżnicowane. Od zawsze najbardziej na zajęciach lubiłam rysowanie podczas słuchania opowieści. Na każdym spotkaniu jest coś innego, niezwykłego, dzięki temu każdy może robić to, co lubi, ale także spróbować czegoś nowego. Po zajęciach organizacyjnych z ojcem mamy podział na grupy i zajęcia, na których mówimy o temacie roku, uczymy się wierszy, kolorujemy, słuchamy opowieści. Zawsze jest też coś słodkiego. Są też zajęcia w grupach i na zewnątrz. Jest „wyprawa bystrego oka” po łąkach za zamkiem, gdzie wędrujemy i nazywamy motyle, rośliny i dobrze się bawimy! Wakacje bez MAW, jak dla mnie, byłyby zmarnowane. Na zakończenie zawsze jest tzw. korowód. Wychodzimy na ulice Rawy i rozdajemy karteczki z pozdrowieniami, a na koniec idziemy razem na lody. Już nie mogę się doczekać kolejnej edycji! – wyznaje Jaga.

Wzajemne korzyści

Nikogo nie trzeba przekonywać o tym, że każdy pomysł, nawet najlepszy, może upaść, jeśli nie znajdą się ci, którzy zechcą go realizować. Ojciec Jerzy, pomysłodawca akademii, ma to szczęście, że każdego roku w pracę ofiarnie włączają się nauczyciele, którzy rezygnują z części swojego wypoczynku i przychodzą tu, by służyć dzieciom. Kapłan nie szczędzi słów wdzięczności, podkreślając, że kadra to eksperci. Dzięki temu dzieciom w akademii się nie nudzi. Nie bez znaczenia jest także zaangażowanie rodziców i przyjaciół. Każdy, na ile i jak może, stara się wspomóc dzieło służące najmłodszym rawianom. – Już po raz 4. miałam przyjemność poprowadzić zajęcia dla dzieci z Małej Akademii – mówi Barbara Michałowska. – Treści scenariuszy, przygotowane przez ojca na każdy dzień, były zawsze bardzo ciekawe i dostosowane do wieku dzieci. Prowadząc zajęcia, dało się zauważyć uwagę i zaangażowanie, z jakimi dzieci w nich uczestniczyły. Były też formacja duchowa i codzienna modlitwa. Pragnę podziękować o. Jerzemu, że zaprosił mnie do współpracy, dzięki której mogłam wzbogacić swoje doświadczenie w pracy z dziećmi, a jednocześnie uczyć się od wspaniałego pedagoga, katechety, jakim jest o. Chrzanowski. W samych superlatywach o rektorze akademii wypowiada się także Edyta Kłos, która zna ojca od momentu, gdy pojawił się w Rawie Mazowieckiej. Zakonnik 20 lat temu błogosławił jej związek małżeński. – Później pojawiły się dzieci i niedzielne Msze św. sprawowane przez „Ojca Jerza”, jak nazywał go mój 3-letni wówczas Jasiek – wspomina pani Edyta. Pani Edyta z Małą Akademią związała się w 2009 r., kiedy jej córka przystąpiła do I Komunii Świętej. – I tak już zostałyśmy, bo to dobre dzieło, bo tutaj jest ciepło i serdecznie, bo wzbogacamy się wzajemnie, czerpiemy z doświadczenia starszych i dajemy radość, uwagę i czas młodszym. Tworzymy wspólnotę, za którą tęskni się tuż po zakończeniu spotkań. Taki klimat tworzy ojciec, jego otwartość na drugiego człowieka, dbałość o wszechstronny rozwój naszych młodych studentów: religijny, patriotyczny, kulturalny, społeczny. Być może nie jest to popularne i cool, ale jest w tym działaniu jakaś prawda, której, myślę, każdy z nas szuka – zaznacza E. Kłos.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy