GN 42/2019 Archiwum

Żołnierskie buty w procesji z darami

– Podjechała konna przyczepa. Dostaliśmy rozkaz, żeby szukać poległych po lasach, przy drogach, w zagrodach. Niektórzy byli bardzo poszarpani, bo samoloty okropnie bombardowały ten teren. Tych biedaków zbieraliśmy na tę platformę – wspominała Zofia Orlińska.

W Starych Budach znajduje się cmentarz polskich żołnierzy poległych w bitwie nad Bzurą w 1939 roku. Mogiła jest jedną z wielu w okolicy, które skrywają prochy naszych bohaterów. Ten rejon był bowiem miejscem krwawych walk. Ks. Dariusz Kuźmiński, proboszcz parafii pw. Narodzenia NMP w Młodzieszynie, podkreśla, że na cmentarzach na terenie parafii pochowanych jest ponad 3 tys. żołnierzy. To mniej więcej tyle, ile osób liczy cała wspólnota. Co roku przy cmentarzu w Starych Budach mieszkańcy wsi gromadzą się na Mszy św., modląc się za tych, którzy zginęli w obronie ojczyzny. Na stulecie niepodległości ks. Kuźmiński zaprosił do modlitwy wszystkich parafian.

Bombardowali od rana do zmroku

Wierni ze Starych Bud i innych miejscowości młodzieszyńskiej parafii, a także spoza niej licznie zgromadzili się 9 września przy cmentarzu. Wtedy też przypadła 79. rocznica bitwy nad Bzurą – największej w kampanii wrześniowej. 225 tys. polskich żołnierzy wchodzących w skład armii „Poznań” i „Pomorze” zmierzyło się z liczniejszymi o 200 tys. i lepiej uzbrojonymi wojskami niemieckimi. Atak Polaków zaskoczył Niemców. Jednak po początkowych sukcesach przewaga militarna wroga coraz bardziej się uwidoczniała. Polacy przeszli do odwrotu. Mieli przeprawić się przez Bzurę i udać w stronę Warszawy. Stare Budy i okoliczne lasy były miejscem koncentracji naszych żołnierzy. Stąd do przeprawy w Witkowicach było już blisko. Niemcy za wszelką cenę chcieli odciąć zmierzających do stolicy Polaków. 17 września teren był pod huraganowym ogniem nieprzyjaciela. Najeźdźcy wykorzystali nie tylko artylerię. Lotnictwo niemieckie bombardowało od rana do zmroku. Huk był taki, że nie było słychać rozkazów. Polacy ponieśli ogromne straty w ludziach i sprzęcie. Szacuje się, że w całej bitwie nad Bzurą poległo ok. 15 tys. polskich żołnierzy, kilkadziesiąt tysięcy zostało rannych, a ponad 100 tys. dostało się do niewoli.

Słychać jakby świst kul

Mszy św. obok cmentarza przewodniczył ordynariusz łowicki bp Andrzej F. Dziuba. Przy polowym ołtarzu Najświętszą Ofiarę sprawowali ponadto: ks. Kuźmiński, ks. Piotr Żądło, dziekan dekanatu Sochaczew – św. Wawrzyńca, oraz dziekani seniorzy – ks. Stanisław Łubian, posługujący w parafii w Młodzieszynie, i wywodzący się z tej parafii ks. Stanisław Pisarek. Przybyli m.in. poseł na Sejm Maciej Małecki, radny województwa mazowieckiego Mirosław Adam Orliński, starosta sochaczewski Jolanta Gonta oraz wójt Młodzieszyna Monika Pietrzyk. Z pocztami sztandarowymi stawili się druhowie OSP oraz reprezentanci szkół, przybyli także zuchy i harcerze ZHP. Ordynariusz łowicki wspominał tych, którzy przyczynili się do odzyskania przez Polskę niepodległości, i tych, którzy bronili jej za cenę swojego życia. – Stojąc dziś wokół tych drzew, z których część pewnie pamięta kampanię wrześniową, w tej ciszy możemy jakby usłyszeć świst kul, z jednej strony niosących nienawiść i śmierć, a z drugiej – orędzie: „Bóg, honor, ojczyzna”. Dlatego oddajemy tutaj cześć wszystkim żołnierzom poległym na terenie gminy, ale jednocześnie oddajemy cześć cywilom, którzy włożyli jakikolwiek wysiłek modlitwą, cierpieniem, pielęgnowaniem języka ojczystego w to, aby Polska nie zginęła – mówił biskup. Mszę św. uświetnili rekonstruktorzy w mundurach polskich żołnierzy, takich, w jakich obrońcy walczyli z niemieckim najeźdźcą. Kompanię honorową pod dowództwem Krzysztofa Kwiatkowskiego wystawiły stowarzyszenia: II batalionu 18 pp z Sochaczewa, 26 DP ze Skierniewic, 37 pp z Kutna oraz 58 pp z Dzierżoniowa. Wszystkie te jednostki we wrześniu 1939 r. walczyły nad Bzurą. Apel Pamięci poprowadzili Jakub Wojewoda, kustosz Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą, zarazem prezes Stowarzyszenia „Muzealna Grupa Historyczna im. II/18 pp”, oraz Alan Pszonczenko, wiceprezes stowarzyszenia. Rekonstruktorzy oddali salwę honorową. Na koniec młodzież zaśpiewała patriotyczne pieśni.

Mało nam serca nie pękły

Wśród uczestników uroczystości była Zofia Orlińska, która brała udział w pochówku polskich żołnierzy w Starych Budach. Spoczywa ich tu 255. Jej opowieść o wydarzeniach sprzed 79 lat wywarła ogromne wrażenie na zebranych. – Ja to wszytko przeżyłam, mając 17 lat. Tę jęki ziemi pod czołgami niemieckimi... A my w piwnicy wszyscy – cała rodzina i ci, których przyjęliśmy, co uciekali. A po tym stało się... Słyszymy w tej piwnicy szczęk bagnetów i „Hurra! Hurra!”. I mówi mój tatuś: „Już po nas”. A rano przyjechali niemieccy oficerowie. Wszystkich ludzi z domu powypędzali. Zaprowadzili na polanę przy skrzyżowaniu dróg. Nie wiedzieliśmy, co z nami zrobią. Już jakaś kobieta zaczęła: „Kto się w opiekę...”. Naraz widzimy cały sznur naszych biedaków do niewoli prowadzonych, a nam mało serca nie pękły, że Niemcy tak się chwalili swoim zwycięstwem. A potem, po paru dniach, zebrali młodzież – 4 dziewczyny (w tym mnie), 4 chłopaków – do pochówku żołnierzy. Zaprowadzono nas tutaj. Już był otwarty grób. Podjechała konna przyczepa. Dostaliśmy rozkaz, żeby szukać poległych po lasach, przy drogach, w zagrodach. I my to robiliśmy. Niektórzy byli bardzo poszarpani, bo samoloty okropnie bombardowały ten teren. Tych biedaków zbieraliśmy na tę platformę. Każdemu trzeba było dokumenty odebrać, potem złożyć w jedno miejsce. Do wieczora zeszło. Oficerowie niemieccy tak nam dziękowali, że papierosy w nas wmuszali. Odchorowałam to, bo przecież nigdy nie paliłam. Po latach, gdy miałam dużo czasu, odwiedzałam te mogiły. Mieszkałam gdzie indziej. Dla mnie to było coś wielkiego. Zaczęłam te wszystkie wspomnienia, te męczarnie przelewać na papier – opowiadała pani Zofia i wyrecytowała swój wiersz wyrażający wdzięczność poległym za obronę niepodległości. Żołnierze złożeni w mogile zostali spisani z tzw. nieśmiertelników. Listę miał przechowywać sołtys. Jednak jeszcze tego samego dnia odwiedzili go Niemcy. Zabrali listę i ją zniszczyli. Wiadomo, że na cmentarzu pochowana jest jeszcze 12-letnia dziewczynka. Spoczywa tu też żołnierz znany z imienia i nazwiska. To kpr. Józef Żłobnicki. O historii jego śmierci przypominały wojskowe buty przyniesione w procesji z darami podczas Mszy św. Był styczeń 1945 roku. Czer- wonoarmista zażądał, żeby żołnierz oddał mu buty. Polak nie chciał się na to zgodzić. Miał powiedzieć: „Oddam ci nawet karabin, ale butów nie”. Żołnierz „bratniej” armii dopiął swego. „I tak buty będą moje” – rzucił na odchodne. Gdy kpr. Żłobnicki niczego się nie spodziewał, ten strzelił mu w plecy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama