Nowy numer 34/2019 Archiwum

Dobrzy ludzie to byli

– Gdy poznawałem bohatera, największe wrażenie na mnie zrobiła jego wiara w to, że kultura jest ważna i można nią osiągnąć niesamowite cele – mówił Rafael Lewandowski.

I znów „wielki świat” zawitał do parafii, w której niegdyś regułę zakonu ojców marianów napisał św. Stanisław Papczyński, a „Opis obyczajów...” proboszcz ks. Jędrzej Kitowicz. Po spektaklach, koncertach, spotkaniach z aktorami i muzykami tym razem w parafialnym kościele w Rzeczycy odbyła się projekcja filmu dokumentalnego. „Z dala od orkiestry” w reżyserii Rafaela Lewandowskiego to próba przybliżenia postaci Zygmunta Lubicz-Zaleskiego, historyka literatury, poety, publicysty, a przede wszystkim patrioty i zasłużonego dla kultury działacza emigracyjnego. Próba wyraźnie udana, bo parafianie z zaciekawieniem poznawali fakty z życia głównego bohatera oraz losy jego żony, Marii Zdziarskiej-Zaleskiej.

Wierny idei humanizmu

Wydarzenie zorganizowały Fundacja Centrum ks. Jędrzeja Kitowicza z Rzeczycy i fundacja Zygmunt Zaleski Stichting. W pokazie uczestniczyli reżyser oraz członkowie obu rodzin. Wybór świątyni na miejsce pokazu nie był przypadkowy. Wskazał ją ks. Henryk Linarcik, proboszcz parafii. – Z Rzeczycy pochodzą sławne postaci i szlacheckie rody. Tutaj, w Grotowicach, 3 lipca 1898 r. przyszła na świat i została ochrzczona Maria Zdziarska, córka ziemianina, inżyniera, właściciela majątku Grotowice i Łęgonice. W lipcu 1925 r. przed tutejszym ołtarzem poślubiła profesora Zygmunta Lubicz-Zaleskiego. W tym kościele małżonkowie ochrzcili też swoje dzieci – opowiadał proboszcz. Dalsze losy Zaleskiego przybliżyła już ekranizacja, która dla wielu była sentymentalną podróżą w przeszłość. Parafianie bez trudu rozpoznawali miejsca z dawnych fotografii i kadrów: park, rzekę Pilicę, miejsce, gdzie niegdyś stał dwór. Z zaciekawieniem słuchali opowieści o Zaleskim, studencie Politechniki Warszawskiej, który walcząc o przywrócenie języka polskiego na uczelni, został aresztowany i po skazaniu uwięziony w warszawskiej Cytadeli; o emigracji do Francji, na którą zdecydował się z powodów politycznych... Widzowie dowiedzieli się o jego działalności w Komitecie Narodowym Polskim oraz zapoczątkowaniu wykładów, które stały się zalążkiem pierwszej polonistyki we Francji, i pierwszych lektoratów języka polskiego na uniwersytetach francuskich czy wykładach na Uniwersytecie Warszawskim. Wrażenie na słuchaczach robiły informacje o aresztowaniu przez Włochów, do którego doszło 19 marca 1943 r., okrutnych przesłuchaniach i pobycie w obozie w Buchenwaldzie. Podziw budził fakt, że bez względu na okoliczności Zaleski zawsze pozostawał wierny idei humanizmu. Nie mniej ciekawe były jego losy po II wojnie światowej – pozostał we Francji, by organizować pomoc dla polskiej młodzieży uniwersyteckiej na emigracji. Czynnie działał na wielu płaszczyznach: społecznej, politycznej i naukowej. Propagując kulturę i dobre stosunki polsko-francuskie, pomagał polskim naukowcom.

My też jesteśmy odważni

Rzeczycka publiczność z zainteresowaniem śledziła losy M. Zdziarskiej-Zaleskiej. Zaangażowana w pomoc humanitarną podczas wojen lekarka, sanitariuszka, a także harcerka ma swoje miejsce w pamięci mieszkańców. – Pani Maria pochodzi z tej samej wsi co ja – mówił Zenon Domagała. – Ona była tu autorytetem. Zawsze mówiono o niej z szacunkiem – „dziedziczka”. Dziadek, gdy szliśmy na cmentarz, na grobie Zdziarskich palił świeczkę, mówiąc, że byli to dobrzy ludzie. W domu przechowujemy list dziadka Władysława od pani Marii. Ona nie tylko leczyła jego, ale także pomogła bratu babci przedostać się z Francji do Anglii, aby tam mógł walczyć – opowiadał. Pan Zenon cenny list planuje przekazać powstającemu rzeczyckiemu muzeum. Od dnia pokazu Maria Zdziarska-Zaleska stała się wzorem do naśladowania także dla młodszych mieszkańców. A konkretnie dla gromady zuchowej, która obrała ją za swoją patronkę. – Zachwyciliśmy się nią dzięki ks. Linarcikowi – mówiła Marzanna Domagała, instruktor drużynowy. – W drużynie przeprowadziliśmy kilka zbiórek na jej temat. Zuchy miały za zadanie namalować jej portret. Planujemy wyjazd na cmentarz Powązkowski, gdzie jest pochowana. O swojej patronce z przejęciem opowiadają także zuchy. – Ta pani była bardzo odważna. Myślę, że otrzymaliśmy jej imię, bo my też jesteśmy odważni – mówił Bartek Bernat z gromady zuchowej. – Uczymy się dopiero na spotkaniach, kim była ta pani, poznajemy jej życiorys i uczymy się postępować jak ona – dodała Weronika Gołębiewska.

Dziś rozumiem jej decyzję

Projekcja filmu była okazją do poznania członków rodziny Marii i Zygmunta Zaleskich. Publiczność z zaciekawieniem dopytywała o szczegóły. Antonina Arkuszewska, wnuczka Stanisława Zdziarskiego, brata Marii Zdziarskiej-Zaleskiej, chętnie opowiadała o swojej ciotce. – Poznałam ją w latach 70. Wówczas miała ok. 80 lat. Ponieważ mieszkała w Paryżu, nasze kontakty były ograniczone – mówiła. – Znałam ją jako osobę bardzo surową, konkretną, uśmiechniętą, ale zdecydowaną. Wiem, że była niezwykle uczynna. Masa Polaków zatrzymywała się u niej, gdy tam wyjeżdżała, często przedłużając pobyty bez uzasadnienia – opowiadała pani Antonina. Ciotka gościła także ją. – Kiedy pierwszy raz pojechałam do Paryża, nie uprzedziłam o tym cioci. Gdy dojechałam na miejsce, wyszła konsjerżka, oznajmiając, że pani Zaleskiej nie ma, ale zostawiła klucze dla kuzynki z Polski. W związku z tym nocowałam tam kilka dni – wspominała. – Ciocia była osobą bardzo dobrą. Mając 15 lat, była już świadoma swoich celów życiowych, swojego patriotyzmu, tego, że chce być lekarzem. Prowadziła kursy edukacyjne dla dziewcząt ze wsi. Brała udział w dwóch wojnach i obie opisała. Na początku miałam jej za złe, że podczas II wojny zostawiła swoje dzieci pod opieką matki i poszła do szpitala ratować rannych. Dziś rozumiem jej decyzję. W tamtych czasach ludzie byli wychowywani w poczuciu odpowiedzialności za siebie i innych oraz w znajdowaniu szczęścia z wykonania obowiązku.

Stał obok syna Mickiewicza

Projekcja i odbiór filmu przez publiczność zrobiły wrażenie na rodzinie i reżyserze. – Tutejsza publiczność przerosła moje oczekiwania – zapewniał Tomasz Jackowski z fundacji Zygmunt Zaleski Stichting. – Pierwszy raz zagraliśmy w kościele. Nie wiem nawet, co powiedzieć, jestem wzruszony. Zwłaszcza, że to rodzinne tereny naszego bohatera. To niezwykle poruszające widzieć ludzi, którzy znają rodzinę Zaleskich, Zdziarskich – dodał R. Lewandowski. Autor opowiadał, że trwająca 3 lata praca przy filmie miała w sobie coś z poszukiwań detektywistycznych i archeologicznych. Zadanie nie było łatwe, bo rodzina jest rozrzucona po całym świecie. – Przez długi czas szukałem chociażby fragmentu filmu z Zaleskim albo jakieś audycji radiowej. Myślałem, że uda się znaleźć nagranie z jego głosem. Niestety, nie natrafiliśmy na taki dokument. Podczas prapremiery, która miała miejsce w Paryżu i Warszawie, po jednym z pokazów syn pana Zygmunta Zaleskiego, Piotr Kazimierz, dyrektor Biblioteki Polskiej w Paryżu, wysłał mi e-mail z linkiem do YouTube’a. Zobaczyłem defiladę Polonii w Paryżu z 1918 roku. I tam było ujęcie, na którym widać było bohatera mojego filmu. Stał obok syna Adama Mickiewicza. Byłem w szoku. Później udało się znaleźć oryginał, który wraz z fragmentem innego odnalezionego dokumentu został dołączony do filmu – opowiadał reżyser.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL