Nowy numer 34/2019 Archiwum

Wiem, że nie chcę zdradzić

W Zduńskiej Dąbrowie odsłonięto tablicę. Widnieją na niej znamienne słowa: „Muszę zginąć, a tak bym chciała żyć, bo jeszcze nic nie zrobiłam dla innych”.

Inicjatywa upamiętnienia Krystyny Idzikowskiej, wywodzącej się z ziemi łowickiej bohaterki II wojny światowej, wyszła od społeczności Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Jadwigi Dziubińskiej w Zduńskiej Dąbrowie. Uroczystość odbyła się 12 listopada. Poprzedziła ją akademia z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. W wydarzeniu uczestniczyli ordynariusz łowicki bp Andrzej F. Dziuba i członkowie rodziny Krystyny Idzikowskiej, w tym jej siostra Janina.

Niespełnione marzenia

Sala gimnastyczna placówki wypełniła się do ostatniego miejsca. Gości powitał Stanisław Kosmowski, dyrektor ZSCKR. Zaprosił do wysłuchania wykładów historycznych. Pierwszym prelegentem był prof. Jerzy Miziołek, historyk sztuki, dyrektor Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego, który obejmie wkrótce funkcję dyrektora Muzeum Narodowego. Po nim wykłady wygłosili Jerzy Kobacki i Krzysztof J. Guzek, który przedstawił postać Krystyny Idzikowskiej. Urodziła się ona 24 lutego 1921 roku. Wywodziła się z Wiskienicy Dolnej w parafii Bąków. Miała dwie siostry i dwóch braci. Była jedną z nielicznych dzieci wiejskich, które ukończyły siedem klas szkoły podstawowej. Kontynuowała naukę w płatnym Żeńskim Gimnazjum w Łowiczu. Dla rodziców było to duże obciążenie finansowe. Po zdaniu tzw. małej matury chciała uczyć się w Szkole Drobiarskiej w Julinie pod Warszawą. Pomyślnie przeszła egzaminy. Jednak wybuch wojny zniweczył te plany. Z radością przyjęła więc propozycję nauki na tajnych kompletach w Zduńskiej Dąbrowie. Była bardzo dobra z języka polskiego. Maturę zdała bez problemu. Pragnęła dalej się kształcić. Marzyła, żeby po ukończeniu studiów pracować z młodzieżą wiejską. Chciała zorganizować uniwersytet ludowy i spółdzielnię zdrowia w Łowickiem. Udała się więc do stolicy, żeby – również na tajnych kompletach – studiować polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Tu zetknęła się ze środowiskiem konspiracyjnym. W lutym 1943 r. wstąpiła w szeregi Batalionów Chłopskich. Została łączniczką okręgu warszawskiego.

...ile człowiek może wytrzymać

Stopniowo zdobywała zaufanie dowództwa. Otrzymywała coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Ze wspomnień koleżanek wynika, że liczyła się z tym, iż może wpaść w ręce Niemców. Obawiała się, czy wytrzyma tortury na przesłuchaniu, była bowiem wątłej budowy. „Wiem, że nie chcę zdradzić. Ale boję się. Boję się bólu. Nigdy mnie nie bito. Nie wiem, ile człowiek może wytrzymać” – mówiła. Wkrótce okazało się, że ta szczupła blondynka okazała więcej męstwa niż niejeden mężczyzna. W maju 1944 r. przejęła kolportaż na całe województwo warszawskie. Miała zawieźć walizkę z prasą pociągiem z Warszawy do Skierniewic. Pod Żyrardowem Niemcy przeprowadzili rewizję bagażu. Krysia przyznała się do walizki, w której przewoziła konspiracyjną prasę. Mogła tego nie robić, ale wtedy konsekwencje ponieśliby także inni pasażerowie. Przetrzymywano i bito ją w więzieniach w Skierniewicach i Łowiczu. Następnie trafiła do gestapowskiego aresztu śledczego przy al. Szucha w Warszawie. Gestapowcy katowali ją do utraty przytomności. Były obawy, że podczas przesłuchań nie wytrzyma i wyda adresy kontaktowe oraz nazwiska szefostwa BCh. Mimo maltretowania nie zrobiła tego. Wiemy to z grypsów i z relacji Dyzmy Gałaja, członka BCh, z którym Krysia skontaktowała się w celi. „Teraz nie jest mi źle, bo gdy biją mnie mocniej, ja mdleję i tak w kółko...” – mówiła. Gestapowcom powtarzała wymyśloną historyjkę, że paczkę wiozła na życzenie chłopaka, w którym się zakochała, i nie wiedziała, co jest w środku. Były plany jej odbicia. Nie zdążono. Została rozstrzelana 27 czerwca 1944 roku. Ciała nie odnaleziono. Symboliczny grób znajduje się na cmentarzu w Bąkowie Górnym. – Pytałem dziadka, kim była i jaka była. Odpowiedział mi, że jest symbolem pamięci o tym, że byli ludzie, którzy oddawali życie za to, co mamy, że mamy Polskę – mówił Bogumił, wnuk Eliasza Idzikowskiego, brata Krystyny. Tablicę odsłonięto w holu szkoły. Poświęcił ją bp Dziuba. Wydarzenie zakończyło się Apelem Poległych przy kamieniu upamiętniającym Krystynę Idzikowską. Ustawiony jest w pobliżu placówki, tuż przy niefunkcjonującym już Liceum Ogólnokształcącym w Zdunach noszącym imię bohaterki. Liceum zamknięto w 2015 roku. Teraz szkoła w Zduńskiej Dąbrowie jest jedynym miejscem, w którym kultywuje się pamięć o Krysi, jak napisane jest na tablicy pamiątkowej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL