Nowy numer 42/2019 Archiwum

Mleko tylko od święta

– Wszystko, co do tej pory zrobiliśmy na misjach, zawdzięczamy ludziom dobrej woli. Dajemy to, co otrzymaliśmy od innych – mówi s. Ilona Firszt ze Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.

Siostra Ilona była gościem parafii Matki Bożej Jasnogórskiej w Bobrownikach. 6 stycznia na Mszach św. opowiadała o pracy misjonarki, którą była przez 10 lat w Kamerunie. Następnie razem z dziećmi – kolędnikami misyjnym z parafii – odwiedziła pobliskie domy. Zbierano datki na pomoc dla dzieci w Afryce.

Dzieciom się nie odmawia

Z inicjatywą zaproszenia s. Ilony do Bobrownik wyszła Ewa Baigazin. Proboszcz ks. Piotr Sapiński chętnie przystał na tę propozycję. Co prawda, pani Ewa jest już mieszkanką innej parafii, ale nadal włącza się w dzieło misyjne, które zapoczątkowała kilka lat temu. Chodzi o doroczne kolędowanie. – Sprawia mi to radość. Poza tym dzieci same się dopominają. Gdy przypadkiem spotkaliśmy się na ulicy, zaczepiły mnie: „Będziemy kolędować, prawda?” – mówi E. Baigazin. Z s. Iloną zaprzyjaźniły się podczas formacji w centrum misyjnym. Potem pani Ewa została posłana na misje do Kazachstanu, a s. Ilona – do Kamerunu. Karmelitanka jest zachwycona ciepłym przyjęciem przez miejscowych parafian.

– Wzruszyłam się. Zaznałam tu tyle serdeczności, aż przypomniała mi się parafia, z której się wywodzę. Są tu tak samo dobrzy ludzie. Zapraszano nas do domu, częstowano cukierkami, specjalnymi wypiekami, nawet rurkami z kremem – mówi. Wrażenie zrobiła też troska mam kolędników, które całą drogę miały w gotowości gorącą herbatę, bo zimno dawało się tego dnia we znaki. Z kolędnikami szła też Agnieszka Szymańska, katechetka. Cała ekipa zakończyła kolędowanie tradycyjnie na spotkaniu opłatkowym z poczęstunkiem na plebanii.

Podręczniki pod kluczem

Po powrocie do Polski s. Ilona pracuje w sekretariacie misyjnym swojego zgromadzenia w Sosnowcu. Dekadę życia spędziła we wschodniej części Kamerunu, gdzie panuje klimat tropikalny. Jest tam gorąco i wilgotno. Zarazem to biedniejsza cześć tego państwa. Ludzie żyją z tego, co uprawiają, bo ziemie są żyzne, ale problemem jest spieniężenie plonów. Kłopotów jest więcej, jak choćby z wykształceniem dzieci czy służbą zdrowia. Siostra Ilona pracowała w szkole. Ogólnie szkolnictwo jest tam na niskim poziomie. Po 6 klasach podstawówki dzieci często nie umieją czytać ani pisać. Nie jest to zła wola nauczycieli, ale wynik przepełnienia klas, których liczebność sięga prawie 100 uczniów. Brakuje też podręczników.

Poza tym dzieci kończą lekcje o 15.00. Po powrocie pomagają w domu, a o 18.00 jest tam już ciemno. W ich chatach nie ma prądu, domownicy gromadzą się wtedy przy ognisku. Uczniowie nie mają więc warunków do nauki w domu. Dlatego w szkole katolickiej, w której pracowała s. Ilona, stworzono mniej liczne klasy, po 40–50 dzieci. Dzięki ofiarodawcom uczniowie korzystają z podręczników, ale tylko na lekcjach. Potem książki zamykane są na klucz, żeby jak najdłużej służyły następnym rocznikom.

– Raz otrzymaliśmy ćwiczenia. Martwiłam się, jak z nich korzystać, bo przecież po zapisaniu będą już bezużyteczne. Afrykanie wpadli na pomysł, żeby dzieci pisały cienko ołówkiem. Potem te zapiski były ścierane gumką. Chcieli z ćwiczeń korzystać, dopóki nie zrobi się w nich dziura w kartce – opowiada s. Ilona. Problemem jest niedożywienie. Dzieci są osłabione. Zasypiają na lekcjach. – Kiedy pytałam, dlaczego śpią, odpowiadały, że są głodne i łatwiej im o tym zapomnieć – mówi s. Ilona.

Tu znów z pomocą przyszli ludzie dobrej woli. Udało się zorganizować codzienne posiłki – dla każdego dziecka dwa małe pączki francuskie – beignets i kleik kukurydziany z mąki, wody i cukru, od święta z dodatkiem mleka. Taki posiłek dodawał im energii. W szkole katolickiej wpajano też dzieciom zasady higieny. W Afryce szerzą się choroby, których można by uniknąć dzięki myciu rąk. Główną przyczyną tego stanu jest brak bieżącej wody. Dlatego u dzieci wyrobiono nawyk mycia. Służyły do tego miska z wodą i szare mydło. Maluchy już wiedzą, że kiedy umyją ręce, nie będą cierpieć. Bo gdy zachorują, rodziców nie będzie stać na leczenie.

Często jest tak, że pacjent przyprowadzany jest do lekarza, kiedy ten nie jest w stanie mu pomóc, bo choroba jest zaawansowana. Ponieważ ludzie nie mają pieniędzy, leczą się metodami tradycyjnymi, a te nie zawsze pomagają. Siostra Ilona zapewnia, że każdy datek na misje jest ważny. Tam przydaje się wszystko, nawet gwóźdź, który posłuży do naprawy ławki szkolnej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL