Nowy numer 41/2019 Archiwum

Uwierz w to – zmartwychwstał!

– Żeby ludzie z Mazowsza starego gazdę uczyli wiary, to nie do pomyślenia! A jednak im się udało – mówi Jan Walkosz-Janbor z Zakopanego.

Zabrzeźniańskie Stowarzyszenie św. Jana Bosko w Głownie od kilku lat w okresie Wielkiego Postu prezentuje w kościele św. Maksymiliana misterium Męki Pańskiej. W tym roku po raz pierwszy przedstawienie zagrali również poza parafią, aż w Zakopanem. Widzów – tych z Głowna i okolic, ale także z Cyrhli – misterium doprowadza do głębokiego wzruszenia, ale i wielkiej radości zmartwychwstania, wskazując, że krzyż jest bramą do zbawienia.

Tata Kajfaszem, brat żołnierzem

Stowarzyszenie od kilku lat działa w Głownie, prezentując nie tylko misterium Męki Pańskiej, ale także okolicznościowe przedstawienia, organizując wieczory poezji i pieśni. W każdym z występów aktorzy dają z siebie wszystko. W różne role wcielają się całe rodziny, przyjaciele, dzięki czemu grupa prawie 60 osób jest zróżnicowana wiekowo. I choć nie są profesjonalistami, ich zaangażowanie, oddanie sprawie, powoduje, że odgrywane przez nich role przenoszą widza w inny czas i miejsce.

– Jako rodzina występujemy w misterium już czwarty rok. Najpierw mąż zaczął udzielać się w stowarzyszeniu, my dołączaliśmy z kolejnymi latami. Widzieliśmy, ile czasu spędza na próbach, ile radości mu to sprawia. Chcieliśmy go w tym wspierać, a gdy się gra razem, całą rodziną, to chyba najlepsze wsparcie – mówi Agnieszka Tracz. – Dla nas to też niezwykłe wprowadzenie w Wielki Post i Zmartwychwstanie. Zdecydowanie mocniej przeżywamy ten czas, wczuwając się w role. Pójście na Mszę czy Drogę Krzyżową nie jest tak pełne jak kilka godzin prób, w których widzimy sceny męki, wciąż powtarzamy słowa Pisma. Za każdym razem trafiają do nas inaczej, z nową mocą – dodaje pani Agnieszka.

– Tata Michał jest Kajfaszem, Antek był żołnierzem, Julek podawał misę z wodą podczas obmycia nóg, mama jest suflerem, a moja siostra Zosia i ja gramy w tłumie, który wydał Jezusa na śmierć – mówi Hela Tracz. Aktorzy są z sobą zżyci, podtrzymują przyjaźnie i chcą razem tworzyć dalej na chwałę Bożą. Choć każdy z nich na co dzień pracuje zawodowo, uczy się i ma swoje pasje, łączy ich zamiłowanie do aktorstwa i zmiany zwykłego przedstawienia w niecodzienną formę modlitwy.

Naprawdę mnie biczowano

Próby do misterium zaczęły się tuż po feriach zimowych. Niektórzy po raz kolejny zagrali apostołów, żołnierzy, tłum. Dla innych był to pierwszy raz. Od kilku lat w rolę Jezusa wciela się Hubert Kałuża. Do niełatwego zadania przygotowuje się nie tylko fizycznie, zmieniając swój wygląd przez choćby zapuszczenie brody, ale jest to także duchowa praca nad sobą. – Jeszcze przed próbami, gdy pojawiła się świadomość, że wcielę się w rolę Jezusa, ćwiczyłem w domu. Pierwszymi odbiorcami, ale i sędziami, byli najbliżsi – moja żona i synowie, którzy dość surowo oceniali te próby. Z drugiej strony podpowiadali, co zmienić, co zagrać inaczej, żeby wyglądało to jak najbardziej realnie – mówi pan Hubert.

Rodzinne próby okazały się niezwykle pomocne, a efekt końcowy poruszył widzów. Moment, gdy zmartwychwstały Jezus przechodzi wśród widowni, u wszystkich wywołuje niezwykłą radość i poruszenie. Widzowie wstają, śpiewają razem z aktorami „Alleluja!” i do ostatniej chwili z ich twarzy nie schodzi uśmiech. Ze świątyni wychodzą, rozmawiając nie tylko o grze aktorskiej, ale także o swoich przeżyciach, w których nie zatrzymali się na męce, lecz przeszli do zbawienia.

– Jestem po raz pierwszy na misterium, choć mieszkam kilka ulic dalej. Tyle lat czekałam, odbierałam sobie radość zmartwychwstania, a teraz poczułam ją naprawdę, i to jeszcze w Wielkim Poście. Wiem, że to przedstawienie, ale gdy popatrzyłam na sceny biczowania, miałam ochotę krzyknąć: „Przestańcie!”, a widząc Jezusa Zmartwychwstałego, w głowie miałam tylko jedną myśl: „Baśka, On naprawdę zmartwychwstał. I to dla ciebie, kobieto! Uwierz w to i przyjmij”. Po przedstawieniu modliłam się, dziękując już za zbawienie i za tych ludzi, którzy mi to uświadomili – mówi Barbara Majerczyk z Głowna. Wszystkie sceny zagrane były „naprawdę”. Moment ostatniej wieczerzy, gdy Jezus dzieli się chlebem z uczniami, odczuli także widzowie, otrzymując od apostołów bochenki i przekazując je dalej. Niezwykle realistyczne były także sceny biczowania i drogi krzyżowej.

– Naprawdę mnie biczowano. Na plecach mam kilka śladów po skórzanych paskach. Nie chcieliśmy niczego udawać – opowiada pan Hubert. – Krzyż też do lekkich nie należy, upadki rzeczywiście bolą, a było ich znacznie więcej. Przy każdej próbie, kolejny rok z rzędu, gdy gramy przedstawienie. Ale tak też jest w życiu. Upadamy, podnosimy się... – dodaje aktor. – Dla mnie każda próba, każde przypominanie mojej roli, czyli słów Jezusa, jest motywacją do pacy nad sobą. Post przeżywam, doświadczając męki na własnej skórze, ale dzięki temu i radość zmartwychwstania jest większa. Każda z ról wymaga od aktorów poświęcenia. Nie tylko ofiarowania czasu na próby i przedstawienia, ale także chwili zatrzymania, refleksji nad odgrywaną postacią.

W rolę Judasza wcielił się Jan Balcerski, który na co dzień jest nauczycielem. – To wspaniałe uczucie, gdy się widzi, że widzowie żywo reagują na moją rolę, ale co roku jest to wyzwanie – wczuć się w myśli, postępowanie Judasza. Kilka lat się nad tym zastanawiam i nigdy chyba nie zrozumiem, co on dokładnie czuł. Trudna rola do psychologicznego rozgryzienia – mówi pan Jan.

Zmartwychwstanie przy Kasprowym

Po raz pierwszy aktorzy przedstawienie wystawili także poza parafią. W pierwszy weekend kwietnia zawitali do Zakopanego-Cyrhli, gdzie w zaprzyjaźnionej parafii Bożego Miłosierdzia zagrali dla górali. W tradycji Podhala większą popularnością cieszą się przedstawienia bożonarodzeniowe, koncerty kolęd w wykonaniu góralskich kapeli. Dla mieszkańców Zakopanego misterium było nowością. Podczas scen drogi krzyżowej w rolę Szymona z Cyreny wcielił się Jan Walkosz-Janbor.

– Na początku nie chciałem, ale jak już wskazali, że trzeba, to poszedłem. Dotknąłem krzyża i się popłakałem. Prawie 70 lat żyję na świecie i czegoś takiego nie czułem. Jezusie! Ja wtedy dopiero uświadomiłem sobie, ileś Ty wycierpiał... Ale jak zobaczyłem tego aktora, jak idzie na tle naszego Kasprowego już bez krwi, bez cierni, to nie umiem tego opisać, ale serce jakby drgnęło. Wtedy jeszcze bardziej się rozpłakałem, ale już z radości i szczęścia, że jestem wierzący, i że On zmartwychwstał – mówi pan Jan.

– Dla naszej rodziny to niezwykłe doświadczenie. Uczestniczymy w czymś takim po raz pierwszy. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem i dziękujemy, że dzięki tym ludziom możemy realnie poczuć zmartwychwstanie. Tak dużo w codzienności drogi krzyżowej, że nawet jeszcze w Poniedziałek Wielkanocny dźwigamy krzyż. Te święta będą inne. Mocniej przeżyjemy Triduum Paschalne i poranek wielkanocny. Prawdziwie chcemy być przy tym grobie i zobaczyć, że jest pusty, a Jezus zmartwychwstały jest w naszych sercach. Tego też życzymy aktorom i państwu – mówi rodzina Byrcynów z Zakopanego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL