Nowy numer 47/2020 Archiwum

Truskawkowa marka

– Mało kto wyobrażał sobie, że Smerfetką będzie duża babka, że Gerda, szukając Kaja, dotrze do Warszawy, a Baba Jaga przeobrazi się w businesswoman. W naszych spektaklach wszystko jest możliwe – mówi z szelmowskim uśmiechem Aneta.

W grudniu 2004 r. w Przedszkolu nr 4 w Skierniewicach Beata Pacocha, jedna z nauczycielek, zainicjowała teatr Rodzice Dzieciom. Tworzyło go kilka mam i babcia Marylka, zwana Bunią. Przedszkolaki podczas ogłoszonego konkursu wybrały nazwę Truskawkowe Mamy. W 2008 r., gdy do teatru dołączyli ojcowie, zmieniono ją na: Truskawkowi Rodzice. Od początku dla aktorów priorytetem były spektakle dla przedszkolaków. Każdego roku „Truskawkowi” przygotowują dwa premierowe przedstawienia. Pierwsze – na mikołajki, drugie – z okazji Dnia Dziecka. Miejscem premiery jest zawsze przedszkole. Po latach wartością dodaną są występy dla skierniewiczan i akcje charytatywne.

Zmiana przy sterach

W 2008 r. do teatru dołączyła nauczycielka Aneta Maszewska-Szymczak. – Zrealizowałam swoje marzenie i zostałam aktorką. To była moja forma terapii. Gra pomagała mi radzić sobie z kompleksami. Wychodząc na scenę, cieszyłam się, że mogę coś zrobić dla dzieci, dla swoich wychowanków – opowiada. – W 2012 r. dotychczasowa nasza reżyser i dobry duch teatru wygrała konkurs na dyrektora w innym przedszkolu, w konsekwencji czego nas zostawiła. Na nowego reżysera wytypowano mnie. To było dla mnie megawyzwanie, którego nie bez lęku się podjęłam – wspomina Aneta.

Początkowo pod okiem nowej reżyser aktorzy grali krótkie, 15-minutowe, nieśmiałe przedstawienia. Z każdym kolejnym spektaklem dokładali nowe elementy, scenografię, muzykę, slajdy i różnego rodzaju multimedialne rozwiązania. – Od początku przyjęłam zasadę, by wybór bajki, jak i jej obsadę trzymać w tajemnicy. Na pierwszej próbie wszystkim aktorom wręczam scenariusz, z którego dowiadują się, jaką sztukę będziemy wystawiać i kto wcieli się w konkretne postacie. Pisząc scenariusz, uwzględniam predyspozycje konkretnych osób. Nie ukrywam, że bardzo lubię łamać utarte schematy, co zazwyczaj jest dużym zaskoczeniem i powodem do śmiechu. Mało kto na przykład wyobrażał sobie, że Smerfetką będzie duża babka, że Gerda, szukając Kaja, dotrze do Warszawy, a Baba Jaga przeobrazi się w businesswoman. W naszych spektaklach wszystko jest możliwe – mówi z szelmowskim uśmiechem Aneta.

Dla nowej reżyser, oprócz scenariusza, bardzo ważna jest muzyka. Niczym nastolatka potrafi ze swoimi znajomymi pół nocy spędzać na słuchaniu koncertów. Nie dziwi więc, że przygotowywane przez nią spektakle są wypełnione dźwiękami i tańcem. W każdym można znaleźć muzykę, której nikt by się nie spodziewał w bajkach dla dzieci. A jednak. Dla przykładu w „Królowej Śniegu” można było usłyszeć piosenkę Agnieszki Chylińskiej „Królowa łez”, a w „Lampie Alladyna” – „Aiszę” Andrzeja Piasecznego. Oba utwory wywołały zachwyt widowni. Do niezwykłych sytuacji dochodzi także przy pracy nad scenografią. Przygotowując jeden ze spektakli, aktorzy w skierniewickiej pizzerii urządzili... wesele. Ku zaskoczeniu obsługi, ubrani w wyjściowe stroje, wparowali do lokalu. Podczas biesiady nie obyło się bez tańców i rzucania welonu. Każdy moment rejestrowali na slajdach. Każdy tak samo ważny O dużym talencie reżyser i scenograf, a także niezwykłej kreatywności całego zespołu świadczy fakt, że żadne z przedstawień nie opiera się na jednej osobie. Tu wszyscy są tak samo ważni. Zarówno dorośli, jak i dzieci. Osoby, które mówią długie kwestie, jak i te, które niewiele się odzywają. To wszystko sprawia, że aktorzy, zamiast walczyć o role, szukają sposobu na swoją kreację, która pozwoli im być sobą.

– Na scenariusz wpływ ma mój nastrój. Zdarzyło się, że przeżywając trudne chwile, napisałam tekst, który zdawał mi się bardzo smutny. Ale aktorzy, którzy mają przywilej dodawania własnych interpretacji czy dodatkowych elementów, sprawili, że bajka nie stała się smutnym przedstawieniem. Publiczność odebrała ją jako refleksyjny, głęboki spektakl z przesłaniem – wyznaje. Przygotowując scenariusz, Aneta chce docierać nie tyko do maluchów, ale także do ich rodziców, a nawet dziadków. Pomysłów jej nie brakuje. W spektaklu, w którym akcja umiejscawiana jest na przykład między Łodzią a Warszawą, na slajdach pojawiają się łódka i samochód marki Warszawa, który u starszej widowni wywołuje masę wspomnień. Kluczem do sukcesu bez wątpienia jest niezwykłe zgranie aktorów, którzy nie tylko uczą się ról, ale także przygotowują plakaty, scenografię i stroje.

– Przez lata nie mieliśmy żadnych pieniędzy na nasze spektakle. Uskutecznialiśmy więc zbieractwo. Szukając elementów potrzebnych do przygotowania kostiumów czy dekoracji, chodziliśmy po lumpeksach i znajomych. Potrzebnych rzeczy szukaliśmy też przez Facebooka. Od kilku lat w piwnicy przedszkola mamy garderobę. Pomieszczenie wcześniej musiało przejść kapitalne sprzątanie. Po ogarnięciu mamy gdzie zbierać nasze skarby, do których należą wieszaki na kółkach, na których przez lata rozwieszaliśmy dekoracje, różnego rodzaju sprzęt, akcesoria. W garderobie przechowujemy także karetę królewską zrobioną z wózka, renifera na kółkach i wiele królewskich atrybutów – opowiada Aneta.

Mały jubileusz

W tym roku Truskawkowi Rodzice obchodzą 15-lecie istnienia. Na przestrzeni lat przez teatr przewinęło się ponad 50 aktorów, w tym kilkanaścioro dzieci. Łącznie wystawiono prawie 30 przedstawień, z których część grana była kilkakrotnie. Do tej pory w repertuarze znalazły się m.in. „Calineczka”, „Czarownica z Łysej Góry”, „Dziewczynka z zapałkami”, „Złota gęś”, „Lampa Alladyna”, „Księżniczka na ziarnku grochu” czy „Królowa Śniegu”.

– Nie ograniczamy się tylko do Skierniewic. Z naszą trupą byliśmy w Żyrardowie, Kutnie, Brzezinach, Łowiczu i Białej Rawskiej. Graliśmy też w Zespole Szkół Zintegrowanych i w Domu Pomocy Społecznej – wylicza Aneta. Obecnie reżyser do dyspozycji ma ok. 20 osób. Wszyscy grający to niezwykle pozytywnie zakręceni i uzdolnieni rodzice, nauczyciele oraz dzieci, których nie sposób nie lubić. Bez względu na wykonywany zawód, z miłości do dzieci, ludzi i teatru pozytywną energią zarażają innych, rozkręcając machinę dobra. – Od 2015 r. nasze przedstawienia połączone są z akcjami charytatywnymi. Za każdym razem sala pęka w szwach. Na początku trochę nas to tremowało. Baliśmy się, że ludzie, których prosimy o wsparcie, w zamian będą chcieli zobaczyć arcydzieło i nasza gra ich rozczaruje. Już po pierwszym spektaklu odkryliśmy, że nasza widownia to niezwykli ludzie, kochający teatr, chętni do pomocy. Wielu z nich dziękowało nam, że umożliwiliśmy im robienie czegoś dla innych. To zawsze nas wzrusza i dodaje siły – wyznaje Aneta.

Ostatnie przedstawienie – „Zamieszanie w krainie bajek”, wystawione 22 września – także miało odsłonę charytatywną. Tym razem aktorzy grali dla Małgorzaty Jacaszek-Piekarskiej, byłej dziennikarki Radia Victoria, która zmaga się z chorobą nowotworową. Wcześniej swoją grą wspierali m.in. Tomka i małą Julię, chorą na serce. – Każde przedstawienie staramy się grać w szczytnym celu, wtedy mamy silną motywację. By zachęcić widownię do hojności, organizujemy dodatkowe atrakcje – mówi Maciej Białek, jeden z aktorów. – W takich spektaklach nasza gra płynie prosto z serca. Wykorzystujemy wówczas trochę naszą publikę, która tak licznie przychodzi, ale mamy wrażenie, że ona wtedy też czuje się lepiej, bo może nie tylko dobrze się bawić, ale także komuś pomóc. To jest takie szlachetne coś za coś – dodaje Maciej. „Truskawkowi” to już marka, znak jakości. To teatr nagradzany, mający swoich wiernych fanów oraz grupę wdzięcznych ludzi i rodzin, którzy dzięki ich grze mogli doświadczyć potęgi dobra.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama