Nowy numer 47/2020 Archiwum

Miasto pod niebiańską opieką

– Może dla wielu to zwykła figura, ale to przede wszystkim znak obecności wodza niebieskich zastępów w mieście, rodzinach, życiu każdego z nas – mówi Krystyna Jasińska, mieszkanka Skierniewic.

Przez trzy dni w parafii św. Jakuba Apostoła w Skierniewicach wierni przychodzili, by modlić się za wstawiennictwem św. Michała Archanioła. Figura – będąca kopią posągu znajdującego się w sanktuarium Monte Sant’Angelo, które poświęcił sam Michał Archanioł – wywołała niemałe poruszenie wśród wiernych. Zwłaszcza tych, którzy u anioła szukają ratunku, i tych, którzy otrzymali łaski.

Konkretna modlitwa

Figura św. Michała Archanioła peregrynuje po całym świecie. Trasa pielgrzymki łączy miasta, które oddały się pod opiekę anioła. W diecezji łowickiej figura gościła już w Kutnie i Rawie Mazowieckiej. Teraz przyszła kolej na Skierniewice. Posąg do parafii św. Jakuba przybył w specjalnym busie – kaplicy. Wierni czekający na przyjazd wodza niebieskich zastępów trzymali w dłoniach chorągiewki z jego wizerunkiem i świece.

– Pamiętam peregrynację obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. To było wielkie poruszenie, wielki czas łaski. Do nawiedzenia Michała Archanioła podeszłam równie poważnie. Inaczej jest, gdy zanosimy prośby do Matki Bożej – Ona jest „od wszystkiego”. A tu modlitwa jest skonkretyzowana – wyrwanie z nałogu, uzależnienia, zniewolenia, braku wiary w życiu i rodzinach. Każdy boryka się z tymi problemami, a nie każdy się potrafi z tym zmierzyć – mówi Julianna Lesiak ze Skierniewic. – Gdy dowiedziałam się o nawiedzeniu, zaczęłam czytać informacje o figurze, grocie w Gargano. To świadectwo realnego działania archanioła; wierzę głęboko, że i w mojej rodzinie zadziała – dodaje. Na przybyciu figury do miasta bardzo zależało Elżbiecie Kryckiej, również mieszkance Skierniewic. – Kiedy czegoś nie można załatwić, to Eli na pewno się uda. To był jej pomysł i bardzo zaangażowała się w przygotowanie tej uroczystości – mówią parafianki.

Mieszkańcy figurę przyjęli w asyście ministrantów, lektorów, bielanek, strażaków idących ulicą od plebanii po białym dywanie. Na ich ramionach figura została wprowadzona do świątyni. W mgnieniu oka kościół wypełnił się wiernymi, którzy mieli wiele do powiedzenia najpotężniejszemu z aniołów. Tuż po przyjeździe figury wierni uczestniczyli w Eucharystii, lecz po jej zakończeniu świątynia nie opustoszała. Tłumy wiernych zostały na osobistej modlitwie za wstawiennictwem św. Michała Archanioła. – Wiele mam mu do powiedzenia, ale przede wszystkim błagam za moim dzieckiem. Syn pogubił się w życiu. Odszedł od Kościoła, wplątał się w złe towarzystwo. Nie ma miesiąca, bym nie odbierała go z komisariatu albo izby wytrzeźwień. Po ludzku zrobiłam już, co mogłam. Teraz zostaje mi oddać siebie i syna w opiekę aniołów, by św. Michał Archanioł wyrwał go z tego zniewolenia. Wierzę głęboko, że to uczyni – mówi pani Hanna.

Próśb o wyrwanie z nałogu, uzależnień było o wiele więcej, ale nie brakowało i dziękczynienia. – Od 10 lat jestem wolnym człowiekiem. Wierzącym, praktykującym. Kiedyś moim życiem rządziła wódka. Teraz Chrystus wskazuje mi, jak mam żyć. A to dzięki Matce Bożej i św. Michałowi. Moja żona wytrwale modliła się o moje uzdrowienie do Maryi. Jej prośby zostały wysłuchane, bo pewnego dnia w ręce wpadł jej obrazek z modlitwą – egzorcyzmem Michała Archanioła. Wręcz zmusiła mnie do odmówienia jej, a gdy nie byłem w stanie siedziała przy mnie i robiła to przez łzy. Potem to już św. Michał i Matka Boża stawiali na mojej drodze dobrych ludzi, terapeutów, przyjaciół, dzięki którym żyję i jestem wolny – mówi Zdzisław.

Działa wbrew pozorom

W dzień i w noc w kościele obecni byli wierni, którzy wpatrywali się w figurę. Na nawiedzenie przyjeżdżano nawet z innych miejscowości. – Nie mogłam wtedy na niego patrzeć. Taki śliczny, gładziutki, zarysowane loczki, złote skrzydła, miecz. Mały rycerzyk – wspomina Monika Gajach, która przeżywała nawiedzenie w Rawie Mazowieckiej.

– Było we mnie wtedy tyle złości na Kościół, na Boga i na niego, bo prosiłam o uzdrowienie taty, a wszyscy mnie zlekceważyli, nikt nie wysłuchał. Zła byłam, że ojciec przed śmiercią nie pojednał się z nami, z Bogiem. Odszedł od nas i umarł niemal w samotności, choć uparcie chciałam mieć z nim kontakt. Dziś przyjechałam podziękować, bo to nie tata miał się zmienić, tylko ja. Moje patrzenie na naszą rodzinę, moja motywacja. Stało się i dlatego dziś dziękuję – dodaje. Monika po jednej z Mszy św. skorzystała z możliwości przyjęcia szkaplerza, który nazywany jest „kamizelką diabloodporną”. Na zakończenie peregrynacji, podczas Eucharystii, w obecności władz samorządowych, prezydenta Skierniewic, ks. proboszcz Jan Pietrzyk zawierzył miasto i parafię św. Michałowi Archaniołowi. Choć nawiedzenie trwało krótko, wierni wierzą głęboko, że owoce peregrynacji będą trwałe.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama