Nowy numer 03/2020 Archiwum

Gotowi na każdy werdykt

– Piotrek nie odpuszczał, chwilami był wręcz natrętny – nie jestem w stanie policzyć, ile razy wyrzucałam go z domu. Kochałam go i chciałam, by był szczęśliwy – wspomina Beata. – Ale ja byłem pewny swoich uczuć i jak Beatka wyrzucała mnie drzwiami, to wchodziłem oknem – śmieje się Piotr.

Kilka lat temu wzbudzali sensację, spotykali się z przykrymi komentarzami, gardzącymi spojrzeniami. Tylko oni wiedzą, jak ciężką walkę stoczyli z plotkami, pomówieniami, trudnościami nawet wśród najbliższych osób i z samymi sobą, by dziś wychowywać dwóch wspaniałych synów, a swoim szczęściem dzielić się z milionami widzów w programie TVP „Czar par” i pokazywać, że metryka dla prawdziwej miłości nie ma znaczenia.

Odrzucony z... miłości

Beata i Piotr Wójcikowie są katechetami w jednej z żyrardowskich szkół. Beata nauczanie rozpoczęła kilkanaście lat temu, Piotrek dopiero zaczyna pracę w zawodzie. Poznali się w kościele. – Przygotowywałam młodzież do bierzmowania. Piotrek był wtedy lektorem i strasznie mnie denerwował, bo rządził się w kościele, upierał przy swoim, wręcz pokazywał mi, że to on wie wszystko lepiej. Nie lubiłam go – wspomina Beata. Jeden z ówczesnych wikariuszy zaproponował Beacie, by wspomogła go w prowadzeniu ministrantów. – Wtedy była to bardzo duża grupa chłopców, z którymi organizowaliśmy przedstawienia, gry i zabawy, konkursy. Piotrek był lektorem, więc też uczestniczył w spotkaniach, ale już pomagając – dodaje.

Wśród wielu zbiórek i prób ministrantów były także wyjazdy. Do Hajdúszoboszló pojechali także rodzice Piotra. – Zaprzyjaźniłam się z jego rodzicami na tyle, że spotykaliśmy się także prywatnie, wspieraliśmy się, pomagaliśmy sobie. Nieuniknione więc były spotkania z Piotrkiem. Jednak każde z nas poszło w swoją stronę. Ja miałam swoje związki – lepsze, gorsze – Piotr swoje, ale ciągle gdzieś się zazębialiśmy, spotykaliśmy przy różnych okazjach – mówi Beata. – Bardzo się polubiliśmy, ale wtedy nic nie wskazywało, że coś więcej z tego będzie – dodaje Piotr.

Wspólne spojrzenie na siebie i na relację zmieniło się, gdy zaczęli wyjeżdżać w góry. Starsza o 16 lat Beata zaraziła Piotrka miłością do Tatr. – Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy ja osiągnąłem pełnoletność. Był taki czas, że pojechaliśmy z grupą ministrantów w góry i postanowiliśmy zostać jeszcze trzy dni prywatnie, by zdobyć Rysy. Już wtedy czułem, że rodzi się we mnie jakieś uczucie – opowiada Piotr. – Gdy przy trzecim podejściu udało się zdobyć szczyt, odważyłem się powiedzieć Beacie wprost, że coś do niej czuję – wspomina. Beata też nie ukrywała, że Piotr nie jest jej obojętny, jednak szybko przekreśliła szanse na wspólną przyszłość. – Głównie ze względu na różnicę wieku. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić, ale też miałam opory ze względu na rodziców Piotra, którzy byli moimi przyjaciółmi. Wydawało mi się to nieuczciwe wobec nich. Wiedziałam, że albo jego skrzywdzę, albo ich – dodaje Beata.

Rozmowy o przyszłości ucichły, ale nie uczucia. Rodzice Piotra dowiedzieli się o planach syna w sierpniu, przed weselem jego starszego brata, gdy Piotrek zaprosił Beatę jako osobę towarzyszącą. – Nie zaakceptowali mojego wyboru, nastąpiły miesiące ciszy, które trwały aż do listopada – wspominają małżonkowie. Wtedy babcia Piotrka ciężko zachorowała. Beata, która znała babcię i zżyła się z nią, poprosiła o możliwość spotkania i pojednania się. Babcia pobłogosławiła ich związek, co było przełomem w uporządkowaniu rodzinnych relacji. – Piotrek przez cały ten czas nie odpuszczał, kombinował na różne sposoby, by mieć ze mną kontakt, zaskakiwał mnie, chwilami był wręcz natrętny – nie jestem w stanie policzyć, ile razy wyrzucałam go z domu. Odrzucałam go z miłości. Kochałam go i chciałam, by był szczęśliwy – wspomina Beata. – Ale ja byłem pewny swoich uczuć i jak Beatka wyrzucała mnie drzwiami, to wchodziłem oknem – śmieje się Piotr. Czas Adwentu był dosłownie czasem oczekiwania na pełną akceptację rodziców, przezwyciężenie trudności. Po pierścionek zaręczynowy Piotr wybrał się samochodem Beaty. Dzień później, w Wigilię, oświadczył się.

Piotr, który jest skałą

Dziś oboje przyznają, że gdyby nie całkowite zaufanie Bogu oraz spokój i pewność Piotra, nie byliby małżeństwem. – To ja miałam mnóstwo wątpliwości. Bałam się tej różnicy wieku, słyszeliśmy wiele nieprzychylnych komentarzy, miałam wątpliwości, czy będę mogła mieć dzieci, a wiedziałam, że Piotrek chce mieć przynajmniej dwójkę. Gdyby nie jego upór, walka o mnie, o nas, dziś pewnie nie byłoby nas tu razem – przyznaje Beata. Małżonkowie stoczyli w życiu niejedną walkę. Jedną z tych ważniejszych była walka o młodszego syna Stasia.

– Zaraz po ślubie zaczęliśmy starać się o dziecko. Pobraliśmy się we wrześniu. W październiku rozpoczęłam codzienną modlitwę różańcową o dziecko. Na koniec miesiąca wiedzieliśmy, że będziemy rodzicami – mówią małżonkowie. 9 miesięcy później urodził się Wojtuś, zdrowy i silny chłopiec. Małżeństwo od razu zaczęło starania o drugą pociechę, jednak mimo dobrych wyników badań, żadnych przeszkód zdrowotnych, nie udawało się. – Rozpoczęliśmy więc Nowennę Pompejańską, jeździliśmy do Łodzi na Msze o uzdrowienie. Kilka dni później dostaliśmy namiar na panią ginekolog, która jako jedyna odnalazła przyczynę i zastosowała odpowiednie leczenie. Miesiąc później ogłosiliśmy, że ponownie zostaniemy rodzicami – mówi Piotr.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama