GN 42/2020 Archiwum

Laurka dla darczyńcy i sofa na dachu

Od 6 do 8 grudnia w całej Polsce po ulicach krążyły samochody, wozy strażackie i radiowozy, motocykle, hulajnogi, karety i inne pojazdy wożące prezenty dla rodzin.

W diecezji łowickiej, ze wstępnych obliczeń, pomocą zostało objętych prawie 800 rodzin w 12 rejonach. Ponad 300 zaangażowanych wolontariuszy w mikołajkowych czapkach i koszulkach z napisem: „Lubię ludzi” było łącznikiem dobra, pomocy i radości między darczyńcami a rodzinami. Weekend Cudów dobiegł końca, jednak szerzenie dobra trwa dalej. Wolontariusze, darczyńcy i rodziny Szlachetnej Paczki mogą mieć ze sobą kontakt aż do czerwca. Wielu z nich chce go utrzymać, by nie była to doraźna pomoc, a szansa na rozpoczęcie lepszego rozdziału w życiu. Dla wszystkich.

Darczyńca

W sochaczewskim oddziale Szlachetnej Paczki przy pięknie nakrytym stole, przy świecach i cieście, siedziała grupa kobiet – darczyńców. Mówią o sobie „Lejdis”. – Drugi rok z rzędu przygotowujemy paczkę. Jesteśmy przyjaciółkami, które lubią ludzi i lubią pomagać innym. Każda z nas potrzebę niesienia pomocy odkryła na innym etapie swojego życia, ale wszystkie razem jesteśmy przekonane, że dopóki starczy nam sił, będziemy pomagać. Dziś zabrałyśmy ze sobą dzieci, by i one zobaczyły, na czym to polega, i uczyły się dobrych postaw. W tym roku paczkę zorganizowałyśmy dla 70-letniej pani Henryki. Za chwilę do niej jedziemy, nie możemy się doczekać, by ją poznać. Czujemy się jak przed spotkaniem z kimś niezwykle ważnym, oczekiwanym, kimś, kto może nas jeszcze wiele nauczyć – mówią „Lejdis”. Z trudem wsiadają do samochodów pełnych paczek, ale z uśmiechem na ustach opuszczają magazyn i razem z wolontariuszem jadą uszczęśliwić kobietę. Inni darczyńcy do magazynu rejonowego jechali dość długo. W rozmowie kontrolnej z wolontariuszem przyznali, że jadą wolniej, niż planowali, bo na dachu samochodu wiozą... sofę. – Nie mieliśmy większego auta, więc wymyśliliśmy, że zamocujemy ją na dachu. Właśnie kończymy ją pakować i ruszamy w drogę. Zdążymy przed zmrokiem, obiecujemy – mówili.

Wolontariusz

W sztabie sochaczewskich wolontariuszy od dwóch lat udziela się Martyna. – Pierwszy rok był dla mnie nowością. Badałam, obserwowałam, jak wygląda praca wolontariusza. Uznałam, że to przepiękna inicjatywa, a ja chcę być jej częścią. Wspieram ten projekt, bo niezwykle ważne jest dla mnie to, że kontakt z rodziną jest dłuższy i wypracowany. Nie jest to 15-minutowa wizyta w celu przekazania paczki, a miesiące rozmów, wizyt, opieki nad rodziną, z którą poniekąd się zaprzyjaźniam, zżywam. Dla mnie Szlachetna to silne emocje. Zawsze towarzyszy mi wzruszenie, ale i nadzieja, że potrafimy walczyć o lepsze jutro. Reakcje rodzin i darczyńców są dla mnie budujące. Przywracają wiarę w ludzi, dają napęd do działania, pozytywnie doświadczają. Praca w wolontariacie dla tych ludzi i z tymi ludźmi – zarówno rodzinami, darczyńcami, jak i resztą wolontariuszy – to wymagające zadanie, ale bardzo potrzebne i piękne. Co ważne, napis na naszych koszulkach nie jest pustym sloganem. Choć ludzie są różni i każdy ma swój pomysł na życie, różny charakter, motywację, to w czasie, gdy mobilizujemy się dla dobra innych, wszyscy myślimy podobnie, jesteśmy niemalże jednomyślni, bo łączy nas dobro.

Rodzina

Wśród tych, którzy otrzymali pomoc na terenie diecezji łowickiej, są Danusia, Paweł, Aniela i Darek. Rodzina mieszka w niewielkim domu, ale pełnym ciepła i miłości. Pan Paweł był zawodowym kierowcą. Po wypadku – skomplikowanym złamaniu nogi – nie może pracować. Pani Danusia zmaga się z depresją. Anielka jest głuchoniema, Darek ma stwierdzoną niepełnosprawność intelektualną. Kontakt z dziećmi jest ograniczony, ale miłość i bliskość rodziny są widoczne. W kuchni, przy grzejniku, miejsce znalazła także kotka z pięcioma kociętami. Paczki do rodziny przywieźli darczyńcy z jednej z warszawskich firm. – Nie mam słów, by podziękować. To, co dziś otrzymaliśmy od państwa, zapewni nam spokój na co najmniej pół roku i da radość na całe święta, nadzieję na całe życie – mówiła pani Danusia. – Dzięki wam nie będę musiał martwić się o ogrzanie domu, dla mnie to najpiękniejszy prezent, że żona i dzieci nie będą marznąć – dodaje wzruszony pan Paweł. Darek radość okazuje skokami, machaniem rąk i wielkim uśmiechem. Aniela w nowym, świątecznym swetrze chętnie pozuje do zdjęć z darczyńcami. Dzieci przygotowały także laurkę dla darczyńców, a rodzice drobne upominki dla każdego. Łzy wzruszenia i radości ogarnęły wszystkich. Weekend Cudów dobiegł końca, ale radość i nadzieja na lepszy czas dopiero się rozpoczęły.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama