Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Obecność daje siłę

– Choroba to konsekwencja życia. Najgorsza jest choroba duszy, bo ciało, nawet najbardziej zmęczone, da się podtrzymywać lekami, sprzętami. O duszę trzeba dbać z pomocą Matki Bożej – mówi Jadwiga Kowalczyk, pacjentka.

Światowy Dzień Chorego jest ważnym dniem nie tylko dla cierpiących, ale także dla tych, którzy im posługują. – Nam, służbie zdrowia, pozwala inaczej spojrzeć na chorego i zobaczyć, jakim darem jest on dla nas. To dzięki naszym pacjentom możemy służyć, dawać czas, otwierać serce, możemy wydobywać z siebie ukryte potencjały miłości, możemy dawać coś więcej niż tylko wypełniać obowiązek pracy. Działania czysto medyczne mogą często przysłaniać głębię spotkania z chorym człowiekiem i dlatego wciąż jest nam potrzebne umacnianie ducha, aby nie popaść w rutynę – mówi dr Ewa Lenkiewicz, ordynator oddziału paliatywnego żyrardowskiego szpitala.

Gdzie ziemia styka się z niebem

Dr Lenkiewicz od wielu lat pracuje z pacjentami onkologicznymi. Jak sama przyznaje, to oni uczą ją pokory. Widzi, że jej problemy są niczym wobec cierpienia chorych. Podziwia ich za to, jak wobec swojej słabości i niemocy zgadzają się na zależność od innych.

– Gdy patrzę na chorych przez dłuższy czas, widzę, jak nikną ich oczekiwania ludzkie, ziemskie, a wzrastają te ku przyszłości, ku wieczności. Często towarzyszę moim pacjentom przy umieraniu i wiem, jak ważna jest obecność i modlitwa. To doświadczenie zawsze przyjmuję jako łaskę od Pana. Mam przekonanie, że uczestniczę w tajemnicy, która łączy ziemię z niebem. Nasza opieka nad pacjentami hospicyjnymi nie kończy się w momencie śmierci. Modlimy się za nich, zamawiamy regularnie Msze św. i czujemy ich obecność. Ci, którym my pomagaliśmy, teraz nam pomagają – wyznaje ordynator.

W Światowym Dniu Chorego na Mszy św. odprawionej w kaplicy żyrardowskiego szpitala nie zabrakło Jacka Sawickiego, prezesa Centrum Zdrowia Mazowsza Zachodniego. Uczestniczył w niej razem z personelem i chorymi. – Ważna była dla mnie obecność wielu pracowników. To daje mi poczucie, że nie jestem tutaj sam, że mam wsparcie personelu, że nie brakuje osób, które wyznają te same wartości, co ja – podkreśla. Pracę dyrektora szpitala rozpoczął od remontu najważniejszego pomieszczenia – kaplicy, w której nieustannie przebywa najlepszy z lekarzy: Jezus Chrystus.

– Zawsze powinniśmy zaczynać od fundamentów. Do nowej pracy przychodzę, by budować. Moim fundamentem jest Bóg. Na Nim się opieram. Dlatego zawsze zaczynam od kaplicy. Mam taki zwyczaj, że każdego dnia przechodzę przez cały szpital, rozmawiam z pracownikami, a na końcu wchodzę do kaplicy. Dopiero potem wracam do gabinetu – zdradza prezes Sawicki. W homilii, którą w szpitalu żyrardowskim wygłosił ks. Krzysztof Krawczyk, proboszcz parafii w Międzyborowie, wierni usłyszeli o tym, jak ważna jest obecność przy osobach chorych. Podzielił się doświadczeniem choroby ojca. Szpital stał mu się domem przez to, że przebywał w nim ktoś mu bliski. Jacek Sawicki zna to z obserwacji.

– Ta obecność daje siłę. Człowiek czuje, że nie jest sam, że ktoś mu pomaga, że będzie walczył o to, by wyzdrowiał. Dziś, zamiast o służbie, mówi się o ochronie zdrowia. Słowo „służba” lekarze wyrzucili ze słownika, jako umniejszające. Ale służba zdrowia zaczęła się od sióstr zakonnych, które były pielęgniarkami. One służyły chorym. Używane dziś określenie „ochrona zdrowia”, mnie się bardzo nie podoba. Często tłumaczę studentom, że nasza praca jest służbą, za którą pobieramy zapłatę. Kiedy pacjent widzi, że naprawdę mu służymy, zupełnie inaczej wraca do zdrowia. Każdy lekarz powie, że jeśli pacjent współpracuje, to inna jest jakość leczenia. Ale żeby tak było, pacjent musi odczuć, że lekarz jest dla niego, że naprawdę chce mu pomóc – dodaje prezes.

Nie da się przyzwyczaić

W kutnowskim hospicjum każdego dnia lekarze, pielęgniarki i pracownicy ośrodka towarzyszą najciężej chorym pacjentom. Każdego dnia spotykają się z ich bólem. – Codziennie widzimy zmiany, jakie zachodzą w organizmie i świadomości pacjenta. Jednego dnia jest lepiej, innego gorzej. Widzimy cierpienia i nadzieje rodzin, walczymy razem z nimi, wspieramy się. Najgorsze są momenty, gdy wiesz, że nie możesz nic więcej zrobić, a to, co do tej pory wykonaliśmy, nie wystarcza – mówi lekarka Mariola Justyńska.

– Pracuję w wielu placówkach, jednak praca w hospicjum jest mi najbliższa. Może dlatego, że tu mam większe możliwości bezpośredniego kontaktu z pacjentem, a może dlatego, że w mojej rodzinie kilka razy zetknęliśmy się z chorobą nowotworową. Najciężej przeżyłam chorobę mamy. Wiem, jak to jest towarzyszyć umierającym w ich ostatnich dniach i choć jestem lekarzem od 20 lat, to do śmierci nie mogę się przyzwyczaić. Każdego dnia wszyscy walczymy o życie, choć, z medycznego punktu widzenia, czasem wiemy, że walka ta przynosi więcej cierpienia, przedłuża ból. Jednak jesteśmy ludźmi wierzącymi i wiara przynosi nam nadzieję, ulgę, wytchnienie – mówi M. Justyńska.

W kutnowskim hospicjum codziennie grupa osób służy chorym nie tylko wiedzą medyczną, ale także radą, wsparciem i gotowością słuchania. Pielęgniarki, które wśród licznych obowiązków zawsze znajdą czas na rozmowę, uśmiech, dobre słowo, są – jak mówią pacjenci – na wagę złota. – Jest nas coraz mniej. Młode osoby niechętnie podejmują zawód pielęgniarki, bo nie jest to łatwa praca – mówi jedna z nich, Małgorzata Szydłowska.

– Pracuję już ponad 30 lat. Każdy człowiek jest inny, reagujemy różnie i różne wydarzenia towarzyszą mojej pracy na co dzień. Nie da się przyzwyczaić. Co chwilę zmienia się stan zdrowia pacjentów, towarzyszą temu różne sytuacje. Wiele może nas zaskoczyć, na wszystko musimy być przygotowani. Wiele też uczymy się od pacjentów. Osobiście czuję, że nauczyłam się ogromnej cierpliwości i wyrozumiałości dla chorego, dla rodziny i dla siebie. Każdemu z nas i sobie samej życzę, byśmy na końcu naszych dni wiedzieli, że odchodzimy spełnieni i by to przejście na drugą stronę było jak najłagodniejsze – dodaje M. Szydłowska.

Wdzięczność mimo wszystko

Choć wydawać by się mogło, że szpital czy hospicjum to miejsce jedynie dla specjalistów, placówki nie narzekają na brak zainteresowania ze strony wolontariuszy. Są nimi dorośli, młodzież, a nawet dzieci. Wśród wolontariuszy nie brakuje także osób, które w ten sposób naprawiają swoje błędy. – Jako dzieciak narozrabiałem. Małe bójki, drobne kradzieże. Długo by opowiadać. Dostałem nadzór kuratora, a po skończeniu 18 lat miałem się zgłosić do prac społecznych – mówi Patryk, wolontariusz z Kutna.

– Miałem wybór, więc zdecydowałem, że będzie to szpital. Dziś jestem już dawno po zakończeniu kary, a wciąż tu przychodzę. Jako wolontariusz pomagam w roznoszeniu posiłków, zmywaniu sal. Chorzy nauczyli mnie wrażliwości, odpowiedzialności, przyjaźni. Miałem przyjaciółkę – pacjentkę. Pani Basia wiele mnie nauczyła, mimo że sama nie mogła wiele zrobić wokół siebie. Ja pomagałem jej zejść z łóżka, ona pomagała mi zrozumieć, jak działa świat i jak żyć w nim uczciwie. Gdy odeszła, poczułem pustkę, ale teraz wiem, że czuwa nade mną. Zawsze miała wiele wdzięczności do personelu. Tutaj pacjenci wiedzą, co to wdzięczność – opowiada Patryk. Mimo choroby pacjenci starają się żyć normalnie.

– W golfa nie zagram, na kręgle nie pójdę, ale staram się robić wszystko, żeby to choróbsko mnie nie wykończyło. Zawał serca dopadnie każdego, kto kocha – żartuje Mirosław Jackowicz. – Poważnie mówiąc: ludzie, dbajmy o siebie. Jeśli sami się nie zatroszczymy, to nikt tego nie zrobi – dodaje pan Mirosław. W Światowy Dzień Chorego przy łóżku pani Haliny zgromadzili się najbliżsi, by razem z nią modlić się o opiekę Matki Bożej z Lourdes.

– Mama jest już słaba. Codziennie ktoś z nas przy niej jest, by – gdy nadejdzie czas – nie odchodziła sama. Jest na to gotowa i my chyba też, ale chcemy być przy niej tak, jak ona była przy nas w dniu narodzin, w dniu ślubu, w zwykłych sytuacjach. Nie będzie łatwo, gdy jej zabraknie, ale mama nauczyła nas wiary, modlitwy i zaufania Bogu. Ufamy, że Matka Boża z Lourdes już dawno uzdrowiła ją na duszy. Teraz powierzamy jej siebie, by uzdrowiła rany serca, które powoduje choroba najbliższych – mówi Katarzyna Goszczyńska, córka pacjentki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama