Nowy numer 31/2020 Archiwum

Okna z galaretki się nie topią

– Konkursowy pałac robiłam dwa razy. Pierwszy zniszczyłam, upuszczając na niego telefon. Mąż, z którym zjadłam zepsutą budowlę, zachęcił mnie, żebym wszystko zrobiła od nowa. Posłuchałam go i... wygrałam – mówi Jadwiga Jadczak.

WŻywym Muzeum Piernika w Toruniu do 2 marca można było oglądać pokonkursową wystawę „Domek z Piernika” 2019. Uczestnicy konkursu zaskoczyli podejściem do tematu. Na wystawie można było zobaczyć dom z wiejską zagrodą, chałupę inspirowaną chatą bronowicką z „Wesela”, a nawet piernikowy kościółek. Pojawiły się też inne odwołania do literatury i filmu – drzwi do tajemniczej Narnii i bloki, między którymi panoszyła się Godzilla. Wśród 36 wypieków zwycięski okazał się Piernikowy Pałac Radziwiłłów, który wyszedł spod ręki pani Jadwigi z Bednar. Praca otrzymała także najwięcej głosów internautów. Prezentowane dzieła po zakończeniu wystawy zostaną przesłane do Szwecji i wystawione w muzeum Millesgården.

Kurkumowe ściany

– Do udziału w konkursie namówili mnie córka z zięciem. Wcześniej robiłam pierniki głównie dla rodziny, znajomych, na prezenty – mówi J. Jadczak.

– Na początku rozważałam różne budowle: kościół w Bednarach, stację kolejową, a nawet bazylikę katedralną w Łowiczu. Ta ostatnia wydała mi się jednak za trudna. Ostatecznie zdecydowałam się na pałac. Pracowałam wówczas w firmie ochroniarskiej na terenie pałacu. Kiedy nie było zwiedzających, przyglądałam się budowli i robiłam dokładne pomiary. Przeglądałam też różne publikacje, a nawet plany – opowiada pani Jadwiga. Artystka, zanim przystąpiła do tworzenia makiety, przygotowała szablony dla elementów budowli. Pałac zbudowała w skali 1:100, na podstawie o wymiarach 70¬45 cm. Piernikowy dach, okna, drzwi zostały sklejone lukrem królewskim. By zapewnić konstrukcji stabilność, w środku budynku powstało niewidoczne belkowanie.

– Była to bardzo mozolna i precyzyjna praca, wymagająca cierpliwości. Dużo czasu zajęły mi projekty, rozrysowywania. Najtrudniejsze były dach, wieżyczki i balkon. Samo pieczenie zajmowało kilka minut. Niestety, piernik nie zawsze chciał współpracować. Zwłaszcza duże elementy się wyginały, wybrzuszały. By były proste, przygniatałam je kaflami. Pierwszy budynek zniszczyłam telefonem, który wypadł mi z ręki. Poddałam się. Na szczęście okazało się, że muzeum wydłużyło termin składania prac. Po namowie męża zagniotłam ciasto, włożyłam do lodówki i za kilka dni wszystko zaczęłam od początku. Tym razem bez katastrof budowlanych. Piernikowy budynek to stan surowy inwestycji. Potem każdy element trzeba było polukrować w odpowiednim kolorze, zbliżonym do oryginału. I tu znów potrzeba było cierpliwości i pomysłowości – opowiada J. Jadczak. Warto podkreślić, że nieborowski pałac w całości został wykonany z elementów jadalnych, bez dodatków chemii. Obok piernika, który powstał z przepisu pani Jadwigi, wykorzystane zostały także paluszki, galaretki, różnego rodzaju przyprawy.

– By uzyskać kolor zielony, do lukru dodawałam jarmuż, barwę czerwoną uzyskałam dzięki słodkiej papryce, kolor ceglany dały papryka i kakao, czarny – tabletki węgla leczniczego, a ściany pomalowałam lukrem i kurkumą. Niełatwym zadaniem były też okna. W zeszłym roku, robiąc chatę, szyby wykonałam z pokruszonych landrynek. Na początku pięknie wyglądały, ale potem zaczęły się topić. Szyby pałacowe zrobiłam z bardzo sztywnej galaretki cytrynowej. Ta okazała się lepszym rozwiązaniem. Muszę przyznać, że gdy skończyłam pracę, byłam zadowolona. Mąż zresztą też – zdradza.

Chata wpadła w oko

Wybudowany i wykończony nieborowski zabytek pojechał do Torunia.

– Oddając pracę, widziałam już kilka innych wypieków. Chata bronowicka od razu wpadła mi w oko. Patrząc na nią, pomyślałam w duchu: „Konkurencja będzie”. Kiedy rozpoczęło się głosowanie na Facebooku, od początku byłam w ścisłej czołówce. Z przejęciem śledziłam głosowanie, które ostatecznie zwyciężyłam. Uzyskałam ponad 1000 głosów. Nie sądziłam, że poza nagrodą publiczności przypadnie mi też pierwsze miejsce w konkursie. Byłam bardzo szczęśliwa. Samo uznanie było radością, a dodatkowo dostałam jeszcze 1000 zł. Po ogłoszeniu wyników od razu pogratulowałam kolejnym zwycięzcom. Ich prace były równie piękne. Patrząc na nie, wiem, że wymagały wiele pracy i precyzji – mówi pani Jadwiga. Artystka z Bednar przyznaje, że ona i jej brat od dziecka mieli smykałkę do artystycznych rzeczy.

– Mamy to we krwi. Nie jest to jakaś umiejętność wyuczona. Nigdy nie chodziłam na żadne kursy, zajęcia. Jak coś mi się zrodzi w głowie, zabieram się i to robię. U nas na wsi wiele osób para się rękodziełem. Ludzie robią naprawdę piękne rzeczy – podkreśla. Zdobyta nagroda i ciepłe oceny internautów ośmieliły panią Jadwigę. Przeglądając zdjęcia konkursowe, marzy o kolejnych pracach. Na razie nie zdradza, czego się podejmie. Kto wie, może będzie to parafialny kościół, katedra łowicka, a może coś abstrakcyjnego? Jedno jest pewne – kiełkują nowe pomysły.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama