Nowy numer 21/2020 Archiwum

Zakochany może godzinami opowiadać

O programach dla małżonków, jakie podbijają świat, radach dla par, które świetnie się mają, i zakochaniu trwającym ponad 12 lat mówi ks. Jarosław Szymczak, prezes Fundacji „Pomoc Rodzinie”.

Agnieszka Napiórkowska: Po raz drugi w diecezji łowickiej został przeprowadzony pierwszy z Programów na Miłość i Życie: „Ja + Ty = My”. Dlaczego warto w nich uczestniczyć?

ks. Jarosław Szymczak: Środowisko tej diecezji to środowisko ludzi absolutnie szalonych. Normalnie organizujemy programy w weekendy, czyli wtedy, kiedy ludzie mają czas. Ponieważ już nie mieliśmy wolnych terminów, a osoby stąd chciały w programie uczestniczyć, trzeba było „zrobić” weekend w ciągu tygodnia. To mówi o czymś bardzo ważnym – że małżonkowie potrzebują dobrych narzędzi, które im tłumaczą rzeczywistość. To też najczęściej podkreślają nasi uczestnicy. Mówią, że program jest niezwykle praktyczny. I taka była nasza idea od początku – aby przestać ludzi wrzucać na głęboką wodę i mówić im rzeczy, z którymi nie wiadomo co zrobić. Hasła: „Musicie się więcej starać, musicie się więcej modlić” są skądinąd dobre, ale co to znaczy więcej się modlić? Można zadać sobie pytanie: „Czy jak odmówię dodatkowe »Zdrowaś, Maryjo«, to będzie to już to więcej czy może jeszcze za mało?”.

Dlatego nasze pierwsze trzy programy oparliśmy o antropologię (zawartą w nauczaniu św. Jana Pawła II i św. Pawła VI). I tak, nie mówiąc nic o Bogu, pokazujemy wszystko, co jest w zakresie możliwości każdej osoby. Mówimy o tym, co jest proste, praktyczne, dające się zaaplikować tu i teraz, w każdym dniu. Nasze programy składają się z wykładów, warsztatów małżonków i indywidualnego dialogu. Wykład jest okazją do przedstawienia tematu, warsztaty pozwalają małżonkom przeżyć określone emocje, rozłożyć je na czynniki pierwsze, zobaczyć, a także poczuć to, o czym była mowa. W dialogu indywidualnym można się wzajemnie podzielić tym, co dla nas było ważne.

Wiem, że programy cieszą się dużą popularnością i są realizowane nie tylko w Polsce, ale i na świecie. I wszędzie zmieniają ludzi, społeczeństwo.

Jest to rzeczywiście rzecz niebywała. W dniu dzisiejszym nasz program jest realizowany w 7 krajach, w 4 językach. Są już lokalni księża, którzy go prowadzą. Ciągle zgłaszają się kolejne środowiska, szkoły, które chcą ten program realizować u siebie. Zgłaszają się też kolejni księża, którzy – pracując w szkołach – zauważają, że ich największym wyzwaniem nie są dzieci, ale ich rodzice. Jeśli uczeń przychodzi do szkoły z domu konfliktowego, z takim dzieckiem niewiele można zrobić, ale jeśli wychodzi z domu, w którym rodzice się kochają i są szczęśliwi, możliwości są nieograniczone. Widząc to, nauczyciele chcą inwestować w małżonków. Nasz program jest odpowiedzią na te potrzeby, które ludzie zgłaszają. Nie będę ukrywał, że jest to dla nas ogromna satysfakcja.

Czyli jednym słowem – koniec z narzekaniem?

Tak. Nie ma co narzekać. Naprawdę jesteśmy w dobrej sytuacji, zwłaszcza w Polsce mamy dużo dobrych programów dla małżonków i rodziców – i dużo się dzieje. Nasz program jest jedną z propozycji. Oczywiście, my uważamy, że najlepszą. (śmiech) W Polsce od wieków byliśmy skoncentrowani na rodzinie. Przeżyliśmy zabory i trudne czasy dlatego, że rodzina była mocna. I ta świadomość w nas tkwi. Ciągle też pamiętamy, że przetrwaliśmy dzięki silnym kobietom. Nasze programy doskonale przyjmują się także w krajach Ameryki Łacińskiej. Tam także rodzina i tradycje są dość silne. Nigdzie nie widziałem tylu par trzymających się za ręce, co w Meksyku. Ich kultura jest pełna dotknięć, pełna ciepła. Z witania się uczyniono tam sztukę, ono jest pewnego rodzaju ceremoniałem. Tamtejsza kultura potrzebuje się fizycznie wypowiedzieć, a to sprzyja życiu rodzinnemu i małżeńskiemu.

Programy na Miłość i Życie można podzielić na kilka cykli. Czy może je Ksiądz pokrótce omówić?

Nasze programy są mocno zakorzenione w adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio”, w której św. Jan Paweł II określił 4 zadania stojące przed każdą rodziną. Są nimi: tworzenie wspólnoty osób, służba życiu, udział w życiu społecznym oraz udział w życiu i posłannictwie Kościoła. Myśmy te zadania rozbili na poszczególne programy. Pierwszy skupia się na tworzeniu wspólnoty osób. Pozwala małżonkom zrobić własną diagnozę związku i ocenić kondycję ich małżeństwa. Podczas programu dajemy małżonkom narzędzia, które pozwalają zrobić diagnozę stanu, ale także uczymy małżeństwa, jak co naprawić, oraz bezpiecznych strategii rozwoju. Nie mierzymy rzeczy, chcemy badać, czy miłość się rozwija. Zwróciłem na to uwagę, czytając niezwykłe zdanie papieża Pawła VI, zapisane w encyklice „Humanae vitae”: „(...) aby miłość ta w radościach i trudach codziennego życia nie tylko trwała, lecz jeszcze wzrastała, tak ażeby małżonkowie stawali się niejako jednym sercem i jedną duszą, i razem osiągali swą ludzką doskonałość”.

Mnie zachwyciło słowo „wzrastała”. Zastanawiałem się, czy wiemy, w jaki sposób ona wzrasta. Skoro ma wzrastać, to muszą być różne jej poziomy. I z tego wyszły konkretne sprawności i umiejętności, których uczymy w programach. Gdy małżonkowie się ich nauczą, to one nie tylko utrzymają małżeństwo, ale spowodują, że miłość będzie nieustannie wzrastać. Drugi program to służba życiu. To „My + Rodzina”. On nie mówi, jak wychowywać dzieci, ale co zrobić, by małżeństwo dalej się rozwijało, gdy zostaliśmy rodzicami; kiedy większość czasu poświęcamy na bycie rodzicami, a dla małżeństwa już nic nie zostaje. Program trzeci to „My + Społeczeństwo”. Tu też nie uczymy, jak być aktywnym obywatelem, ale znowu jak się rozwijać jako małżeństwo, gdy jesteśmy bardzo aktywni, gdy jesteśmy w czasie intensywnej pracy, gdy angażujemy się w różne organizacje, gdy realizujemy pasje i talenty...

Po tych trzech programach, które są programami natury, wchodzimy w wymiar sakramentalny. Program IV, V i VI to programy zbudowane na sakramencie małżeństwa i na bazie tego, co już zbudowaliśmy (łaska buduje na naturze). Po tych programach wchodzimy w te dotyczące misji i posłannictwa. Na tym etapie małżonkowie odkrywają, jaka jest ich misja, poszukują sposobów realizacji osobistego i małżeńskiego charyzmatu, pytają, jak mogą zrealizować swoje powołanie w służbie innym. Te ostatnie programy jeszcze nie są napisane. Jest z nimi trochę tak jak z tablicą Mendelejewa. Mniej więcej wiemy, co tam powinno być. My ich nie tworzymy, tylko odkrywamy Boży plan na małżeństwo i rodzinę; my nie musimy tego wymyślać. „Wystarczy” to odkrywać. I to jest także wielki dar Agnieszki Rogalskiej, współautorki tych programów, której własnym charyzmatem jest umiejętność wydobywania tej prawdy, odkrywania jej i nazywania, i która ze swoim mężem Mariuszem (są rodzicami czwórki dzieci) jako pierwsza ćwiczy to na sobie.

Rodzi się pytanie: skąd Ksiądz wie tyle na temat małżeństwa i rodziny, na temat relacji, i jeszcze potrafi o tym opowiadać z taką pasją?

Myślę, że to jest mi podarowane. Święty Jan Paweł II wyznał kiedyś, że się zakochał w miłości ludzkiej. To jest coś z tego, że kiedy stanie przed człowiekiem to piękno, to nie sposób się w tym nie zakochać. A każdy zakochany może o tym godzinami opowiadać. Dla mnie niesamowite jest to, że od 12 lat prowadzę non stop programy, robię to prawie w każdy weekend w tylu różnych miejscach i krajach – i mimo to ciągle nie mogę się doczekać następnego, bo widzę owoce. Mówię przecież o cudzie, jakim jest małżeństwo.

Mówi się, że zakochanie trwa około dwóch lat. A Księdza stan utrzymuje się już 12. Proszę zrobić szybkie szkolenie na zakochanie, które będzie trwało kilkanaście lat.

Jeśli zakochanie przyjmiemy jako całkiem pasywne, wchodzimy w reaktywność, czyli „przyszło i jest”, ale jeśli wchodzimy w proaktywność, to ja biorę za to odpowiedzialność. Mogę to kształtować. Mogę to robić przez to, co myślę, co podlewam. Jeśli podlewam kwiatki, to kwiatki będą rosły. Jeśli podlewam chwasty, to chwasty będą rosły. Od maja ubiegłego roku każdego dnia wypisuję prawie 30 powodów do wdzięczności za to, co mnie spotkało w ciągu dnia. Robię to w trzech kategoriach. I piszę to fizycznie. Potem gęba mi się śmieje, bo uświadamiam sobie, że jestem zalany dobrem, które mnie otacza z każdej strony. Po czymś takim nie sposób marudzić, skoro dostaję tyle dobra. Myślę, że podobnie jest z tymi programami. Widząc dobro, jakie one sprawiają, jestem przepełniony wdzięcznością, i to wszystko sprawia, że się coraz bardziej wkręcam.

Jest Ksiądz jedną z osób, które uświadamiają małżonkom, jak wielki dar otrzymali w postaci swojego małżeństwa. Dziś często widzimy, że u wielu osób po ślubie wszystko, co piękne, się kończy.

Tak jest z programami, że one najpierw zostały przepracowane we mnie. Nie mówię niczego, czego bym sam nie zrobił. Nie namawiam do niczego, czego sam bym nie praktykował, mimo że nie jestem mężem. Ja też jestem w relacji, ja też wiem, co to znaczy kochać. Jestem kochany i kocham Pana Jezusa. I też ta moja relacja była mocno zagrożona, bo przez wiele lat pracowałem dla Pana Jezusa, będąc pracoholikiem; robiłem dobre rzeczy, dawałem wszystkie swoje siły, harowałem jak wół, ale brakowało mi czasu na modlitwę. Usprawiedliwiałem się tym, że tak dużo robię, że przygotowuję wykłady, spowiadam, posługuję... I wpadłem w pułapkę, w którą wpadają bardzo często także panowie. Dużo pracują, przynoszą pieniądze, robią wszystko, by rodzinie niczego nie brakowało, a żona ma pretensje, że on tylko zajmuje się pracą. Ja byłem dokładnie w tej samej pułapce. I w tym sensie jest mi łatwo mówić małżonkom o tym, czego unikać i co trzeba robić, żeby się z tego wyrwać, i żeby nasza miłość wzrastała. Pokazujemy, że życie małżeńskie ślubem się zaczyna i jest to wielka przygoda i wielkie zadanie, żeby w tym rosnąć każdego dnia.

Założeniem programów, które Ksiądz prowadzi, nie jest tylko pomoc małżonkom, którzy są w kryzysie, ale także tym, którzy chcą wypłynąć na głębię.

Generalizując, my jesteśmy coraz mniej ciekawi. Przyjmujemy gotowce, które lansują media i świat. Straciliśmy ciekawość życia. Będąc mężem, żoną, powinniśmy czytać, słuchać wszystkiego, co pozwala odkrywać, jak być w tym dobrym. Nasz program to wypłynięcie trochę na głębszą wodę, to popatrzenie, co tam się dzieje, ponurkowanie w bezpiecznym środowisku z trenerami. Gdy zaobserwujemy w swoim małżeństwie marazm, to znak, że trzeba coś z tym zrobić. Pracować można i trzeba zawsze, także wówczas, gdy jest dobrze, bo to daje rozwój i wzrost. Program jest tak skonstruowany, że małżeństwo w każdym wieku może z niego skorzystać. Jest to program dla każdego. W każdym kraju, w każdej edycji małżonkowie nam mówią: „To powinno być obowiązkowe dla każdego małżeństwa”. Najstarsi mieli 59 lat stażu małżeńskiego. I powiedzieli, że bardzo z niego skorzystali.

Nieraz widziałam, jak wpatrywał się Ksiądz w Świętą Rodzinę. Czy to ta Rodzina Księdza zachwyciła życiem małżeńskim?

To są już tematy bardzo osobiste, ale rzeczywiście całe lata chodziłem przed ikonę i się w nią wpatrywałem. A z wpatrywaniem się jest tak, że jest ono wzajemne. Dla mnie niezwykłe jest to, że Jezus, przychodząc z misją od Ojca, 30 lat spędził w domu. Można by myśleć, że było to na próżno, bo Maryja była święta od poczęcia, św. Józefowi też nic nie brakowało. Po co było inwestować w tych dwoje ludzi, którzy byli tak dobrzy? A jednak Pan Jezus coś nam chciał powiedzieć. On pokazał, że w domu wszystko jest możliwe; że jest to miejsce wzrostu i droga do świętości.


agnieszka.napiorkowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama