Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zostań superbohaterem

W szpitalach i magazynach w całej Polsce brakuje krwi. Sytuacji nie poprawia trwająca epidemia, a każdego dnia kilka tysięcy osób korzysta z ostatnich zapasów.

Na stronach szpitali i przychodni oraz profilach społecznościowych mieszkańców regionu pojawiają się apele o oddawanie krwi. Te ze wskazaniem zdobywają więcej uwagi i odzew jest szybszy. Urzędy miast i gmin dokładają wszelkich starań, by zapewnić mieszkańcom możliwość oddawania krwi. Nie brakuje akcji promujących dzielenie się cennym płynem. Jednak chętnych jest wciąż za mało.

Sprawdź, czy możesz uratować życie

Krwi nie da się wyprodukować. Gdy zaczyna jej brakować, z pomocą mogą przyjść tylko ci, którzy chcą i mogą ją oddać. I choć chętnych nie brakuje, wciąż jest ich zbyt mało. – Krew musimy mieć zawsze „w gotowości” – przy operacjach, zabiegach, których często nie da się zaplanować. Mówię tu głównie o wypadkach, komplikacjach przy porodzie, czasem komplikacjach przy teoretycznie prostym zabiegu. To są sytuacje, które zdarzają się dość rzadko w jednej placówce medycznej, ale takich w Polsce mamy setki tysięcy. Rachunek nie wymaga skomplikowanej matematyki – mówi Karolina Jagiełło, pielęgniarka asystująca przy operacjach.

– Są też przypadki, gdzie z góry wiadomo, że krew jest niezbędna do uratowania życia, długotrwałego leczenia, jak np. dializy. Chcielibyśmy mówić pacjentom i ich rodzinom, że nie muszą się martwić o krew, że mamy w zasobach tyle, że spokojnie wystarczy dla wszystkich, którzy jej potrzebują. Tak niestety nie jest. Dlatego ważne jest, by każdy, kto może ją oddawać, robił to tak często, jak tylko pozwala na to stan zdrowia, samopoczucie – dodaje pielęgniarka. Krew oddać mogą osoby pełnoletnie w punkcie pobrań, w szpitalach, w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, a także w krwiobusach, które nawet kilka razy w miesiącu odwiedzają miasta i wsie. Tak jest m.in. w Skierniewicach, Żyrardowie, Sochaczewie. W każdym z punktów pobrań – niezależnie czy to szpital, czy autokar – na każdego krwiodawcę czeka lekarz specjalista, który wykonuje badanie wstępne.

Najpierw jednak należy wypełnić ankietę, która pozwoli określić, czy ochotnik może oddać krew. Blokadą są niedawno przebyte choroby, wyjazdy zagraniczne, przebyte w ostatnim czasie operacje, u kobiet także czas miesiączki. Następnie lekarz pobiera niewielką ilość krwi do badań, by określić stan zdrowia, jakość krwi, poziom hemoglobiny. Badanie, jak i samo oddanie krwi jest całkowicie bezpieczne, a nad procesem nieustannie czuwa lekarz lub pielęgniarka. Po zabiegu każdy krwiodawca zobowiązany jest do 15-minutowego odpoczynku i dostaje posiłek lub słodycze uzupełniające 4500 kcal. W dniu, w którym planuje się oddanie krwi, przysługuje także zwolnienie lekarskie ze szkoły lub miejsca pracy. Szczegóły dotyczące oddawania krwi znajdują się na stronach Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa.

Dzielą się... sobą

W diecezji łowickiej nie brakuje również honorowych zasłużonych dawców krwi. Zostają nimi osoby, które bezpłatnie oddały 5 litrów (kobiety) lub 6 litrów (mężczyźni) krwi. Wśród nich jest Łukasz Wiśniewski.

– Mam nawet specjalną aplikację, która pomaga mi określać i czuwać nad tym, kiedy znów mogę oddać krew. Odbieram to jako mój obowiązek, poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka, a kto wie, czy i nie za samego siebie. Nikt z nas nie wie, kiedy będzie potrzebował krwi. Nie może jej zabraknąć. Zawsze, kiedy idę do punktu pobrań, mam w głowie myśl, że moja krew może uratować czyjeś życie. To priorytet. Krew oddawałem już ponad 15 razy i nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się, by mnie coś bolało, uwierało, przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Odpoczywam, oddając krew. Polecam każdemu, bo to naprawdę fajna sprawa móc dzielić się sobą – mówi Łukasz.

– Ludzie lubią, gdy ich działania przynoszą owoce. Widzą efekty. Czasem potrafią na nie czekać latami. Oddawanie krwi jest taką formą pomocy, gdzie niemal od razu widzisz efekt tego, że dosłownie dałeś coś z siebie innym. Nie powiem, że wszystko, bo to raptem 400 ml krwi, ale świadomość, że mogę uratować czyjeś życie, daje poczucie, że choć jestem „szarym” człowiekiem, jestem niezwykle potrzebny, wartościowy, bo mam w sobie coś, czym mogę uratować świat. A każdy z nas ma w sobie krew, więc każdy może zostać superbobaterem – mówi Paweł Zdanowski, student. Do oddawania krwi zachęca także Anna Stuligrosz, która sama kilka lat temu doświadczyła, jak potrzebna jest krew.

– Mój tata miał poważny wypadek. Z dnia na dzień musieliśmy zdobyć kilka litrów płynu na wymianę. Mobilizowałam całą rodzinę, sąsiadów, znajomych. Co to była za gonitwa, bitwa z czasem... Udało się. Tata dostał krew, my oddaliśmy ją na uzupełnienie w banku krwi. Tata żyje, a ja, modląc się wtedy o jego zdrowie, obiecałam sobie i Matce Bożej, że jeśli przeżyje, będę oddawać krew regularnie. I słowa dotrzymuję. Radość jest ogromna, bo wiem, że ktoś na tę krew czeka, tak jak kilka lat temu czekał mój tata. Poza tym jestem bohaterem przed sobą i swoją rodziną, bo ratuję czyjeś życie – opowiada Ania.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama