GN 43/2020 Archiwum

Nadzieja wśród pól

Z racji ograniczonej liczby wiernych mogących uczestniczyć w Eucharystii w kościele przydrożne kapliczki znów udekorowane są  kwiatami, płoną przy nich świece, a przy Najlepszej Matce gromadzą się Jej dzieci.

Przez ostatnie lata przy kapliczkach spotykały się niewielkie grupy osób. Większość wiernych udawała się do świątyń, by przed Najświętszym Sakramentem wyśpiewać chwałę Maryi. Jednak z racji pandemii i związanych z nią obostrzeń to właśnie przydrożne kapliczki stały się na nowo miejscem kultu Matki Bożej, spotkań wśród sąsiadów, przyjaciół oraz chwili odpoczynku, oderwania od trudnej rzeczywistości.

– Pamiętam, jak w dzieciństwie przychodziłam z mamą i babcią pod tę kapliczkę. Potem dorosłam, założyłam własną rodzinę i jakoś ta tradycja modlitwy na rozstaju dróg przy figurze Panienki zanikła. Chodziliśmy do kościoła na nabożeństwo, a kapliczka była takim „elementem ozdobnym”. Dziś przychodzę tu niemalże niesiona na skrzydłach. W naszej świątyni może być tylko 20 osób. 1 maja widziałam, że chętnych jest więcej, więc ze smutkiem wracałam do domu. Po drodze zobaczyłam „naszą” kapliczkę. Udekorowałam ją następnego dnia kwiatami, umyłam szybki, posprzątałam, zapaliłam światło i teraz na nowo słychać tu modlitwę i śpiew. Mój i moich koleżanek, sąsiadów, a nawet dzieci, które przyjeżdżają na „majowe” – opowiada Teodora Maciejewska. W każdej parafii jest od kilku do kilkudziesięciu kapliczek, przy których coraz częściej słychać śpiew Litanii Loretańskiej. W czasie pandemii to jedno z najlepszych rozwiązań, by spotkać się na wspólnej modlitwie.

– Przyjeżdżamy rowerami lub przychodzimy codziennie w gronie przyjaciół z parafii. Małżeństwa z Domowego Kościoła, róże różańcowe, wspólnota Caritas. Są też z nami nasze dzieci. Każdy w maseczce, rękawiczkach, w wyznaczonym miejscu, by zachować odległość. I choć nie jest to nasze dotychczasowe majowe spotkanie, podczas którego modlimy się, a potem idziemy wspólnie na kawę, lody lub spacer, to i tak jesteśmy wdzięczni, że możemy się spotkać i być znów razem poprzez jedność modlitewną, zanosząc prośby i dziękczynienia do naszej Matki – mówi Katarzyna Suchta z Radziejowic. Kapliczki ustawione w lasach, wśród pól, na skrzyżowaniu dróg z dnia na dzień wyglądają coraz piękniej i gromadzą coraz to nowych mieszkańców.

– Tak dawno nie byłem już w kościele. Obostrzenia, epidemia i ukończone 87 lat nie sprzyjają mojemu udziałowi w codziennej Eucharystii w świątyni. Dlatego przychodzę pod kapliczkę. Ta w szczerym polu, z figurą Matki Bożej, która jest moją Nadzieją, jest mi najbliższa. Tu się oświadczyłem mojej Teresce, tu przyprowadzałem dzieci, tu płakałem po śmierci mojej żony i tu modlę się o to, by ta Nadzieja zajaśniała nam wszystkim – mówi Eugeniusz Sobolewski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama