GN 43/2020 Archiwum

Moje spotkanie z Janem Pawłem II - ks. Marian Kasztalski

Obchodząc 100. rocznicę urodzin Jana Pawła II, nasze świętowanie chcemy rozciągnąć na kolejne dni. Przez najbliższy tydzień każdego dnia będziemy zamieszczać na naszej stronie internetowej wspomnienia kapłanów, sióstr zakonnych i świeckich, którzy zechcieli się z nami podzielić swoimi świadectwami, relacjami spotkań ze św. Janem Pawłem II. Zachęcamy też naszych Czytelników do nadsyłania świadectw.

Papież Jan Paweł II był wzorem zarówno dla kapłanów, jak i świeckich. Ci pierwsi mieli to szczęście i zaszczyt nie tylko z nim rozmawiać, ale także stawać przy jednym stole eucharystycznym. Dla niektórych wspólne łamanie chleba było przeżyciem, które zapamiętają do końca życia. O swoich spotkaniach z kard. Karolem Wojtyłą, jego wyborze na papieża, w który trudno było uwierzyć, i pielgrzymce z mocną lekcją pokory opowiada ks. Marian Kasztalski, mieszkaniec Domu Kapłana Seniora w Sochaczewie:

Ksiądz Marian Kasztalski.   Ksiądz Marian Kasztalski.
Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość

"Pierwszy raz spotkałem kard. Wojtyłę podczas Duszpasterskich Dni Wrocławskich. Czekałem rano do koncelebry, kiedy przechodził. Jeden z proboszczów zapytał mnie: »Księże Marianie, a co to za kardynał?«. Ja się nic nie odezwałem. Pomyślałem, że on mnie sprawdza. Za chwilę znów mnie pyta, dodając, że naprawdę nie zna tego hierarchy. W latach 70. ubiegłego wieku kard. Wojtyła był znany bardziej na Zachodzie niż w Polsce. U nas najbardziej rozpoznawalną osobą był kard. Stefan Wyszyński. Razem wszyscy odprawialiśmy Mszę św. To była najpiękniejsza koncelebra w moim życiu. Księża dziś często chcą przegadać Eucharystię. Ja ciągle wracam do tamtej Mszy św. Postawa i skupienie ówczesnego kardynała zachwycały. Po tej koncelebrze wiedziałem, że jest to niezwykły człowiek, który ma Bożego Ducha.

Doskonale pamiętam też dzień wyboru Jana Pawła II na Stolicę Piotrową. Miałem lekcje z maturzystami. Dyktowałem im tematy prac maturalnych. I w tym czasie zaczynają dzwonić wszystkie dzwony. Mówię, do nich: »Został wybrany papież«. Poprosiłem jednego z chłopaków, by pobiegł do kościoła i spytał księdza, kto został papieżem. Pobiegł. Długo go nie było. Wraca i mówi: »Nie ma żadnego księdza, ale od pana kościelnego dowiedziałem się, że został jakiś kard. Wojtyła«. Machnąłem ręką, stwierdzając, że kościelnemu się coś pomyliło. Próbowałem dalej prowadzić lekcje, ale ta wiadomość nie dawała mi spokoju. Postanowiłem na chwilę pobiec na plebanię. Wpadam, a tam wszyscy księża siedzą przed telewizorem. Potwierdzili, że polski kardynał został papieżem. Biegnę do sali i mówię: »Polak papieżem! Kończymy katechezę! Biegnijcie do domu, by obejrzeć 'Dziennik Telewizyjny'«. Pierwsze relacje były poważne. Zdjęcia smutne i mało wyszukane. Spiker, bez uśmiechu, informował o wyborze. Żartowano wtedy, że z Moskwy przyszły wytyczne, że należy podać obywatelom tę wiadomość, ale w instrukcji nie było, czy można się cieszyć.

Potem miałem też okazję koncelebrować z nim Mszę św. w 25. rocznicę swoich święceń. Przygotowując się do jubileuszu kapłaństwa, mieliśmy z kolegami kursowymi pojechać do Rzymu. Okazało się jednak, że papież przybył w tym czasie do Polski. Przy ołtarzu razem stanęliśmy w Skoczowie.

W pamięci przechowuję także pielgrzymkę do Rzymu z osobami opiekującymi się chorującymi na alzheimera i parkinsona. To był schyłek życia papieża. Byliśmy w sektorze, w którym były wybrane osoby do robienia zdjęć z papieżem po audiencji ogólnej. Wraz z moją kuzynką, która prowadzi dom dla tych chorych, podchodziliśmy do Ojca Świętego. Ja pchałem wózek z chorym na parkinsona. Podeszliśmy do papieża. Trwało to chwilę. Wracając na miejsce, ten pan powiedział do mnie: »Proszę księdza, jak szliśmy, to ja sobie układałem w głowie, co powiem Ojcu Świętemu. Jak podeszliśmy, to ja to wszystko zapomniałem i nic nie powiedziałem, ale jak on na mnie spojrzał, to ja wiedziałem, że on wszystko wie. I teraz, po tym spotkaniu, ja przyjmę każde cierpienie«. Dla mnie było to coś niesamowitego. Jedna chwila, spojrzenie wystarczyło do zmiany nastawienia tego człowieka.

Z tamtej pielgrzymki mam jeszcze jeden obraz. Audiencja zaczynała się o 10.00. Papież był już bardzo schorowany. Odjeżdżaliśmy przed 13.00, a on jeszcze siedział i ludzie podchodzili do zdjęcia. Jakiż to musiał być dla niego niezwykły wysiłek! To była dla mnie lekcja pokory i miłości. Siły ludzkie by mu tego nie dały. W 100. rocznicę uświadamiam sobie, jak my mali przy nim jesteśmy...

Słowami, które mnie niosą, jest jego zawołanie: »Niech zstąpi Duch Twój«".

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama