GN 43/2020 Archiwum

Przyjaźń w paski

Albert Einstein mówił, że jeśli zginie ostatnia pszczoła na kuli ziemskiej, ludzkości pozostaną tylko cztery lata życia. Ile lat nam pozostało?

Od miesiąca trwa szczególny czas dla pszczelarzy i ich małych podopiecznych. Pszczoły rozpoczęły okres zapylania roślin i produkcji miodu. Jednak trwająca susza nie sprzyja owadom. Co gorsza, także niewiedza ludzi, zła wola, ich ingerencja lub jej brak powodują śmierć milionów pszczół i setki tysięcy strat dla ich opiekunów.

Bez nich sobie nie poradzimy

Tuż przed weekendem majowym w Osuchowie i pobliskiej miejscowości Strzyże ktoś wytruł ponad dwa miliony pszczół z 40 uli. Za sprawcą wysłano list gończy, wyznaczono nagrodę 10 tys. zł za jego znalezienie, a sprawę bada policja. Sytuacja wstrząsnęła okolicznymi mieszkańcami, pszczelarzami i naukowcami z kraju. – Ciężko wyrokować, dlaczego ktoś posunął się do takiego czynu. Nie zmienia to faktu, że straciliśmy 2 miliony owadów, które zapewniają nam życie. To nie jest strata tylko pszczelarzy, którzy wraz z rodzinami pszczelimi stracili też gigantyczne pieniądze – to strata dla nas wszystkich. Z każdym rokiem przybywa publikacji, badań, metod pracy z pszczołami i z produktami pszczelimi, które mają zbawienny wpływ na nasze zdrowie. Powstają programy leczenia miodem, woskiem. Apiterapia staje się coraz bardziej popularna i coraz bardziej potrzebna. Ale bez pszczół sobie nie poradzimy – mówi Leszek Koźbiał, pszczelarz.

75 proc. naszego pożywienia zależne jest od aktywności i pracy pszczół. Niestety, owadom coraz ciężej pracować. Warunki atmosferyczne i działania człowieka im przeszkadzają. Opryski prowadzone na polach i w sadach, mające na celu szybszy rozwój roślin, a tym samym wcześniejszą sprzedaż i zysk, powodują, że tysiące pszczół umierają podczas wiosennej aktywności zapylania kwiatów. Często są nieświadomie zatruwane, przeganiane i zabijane przez opary, środki chemiczne. Powstrzymywanie się od stosowania toksycznych płynów to tylko jedno, choć niezwykle ważne działanie, które może ocalić pszczoły.

Pogotowie pszczelarskie

W ostatnich tygodniach na stronach internetowych i profilach społecznościowych pojawia się informacja z apelem o przygotowywanie poidełek dla pszczół. Trwająca susza nie ułatwia im pracy. Brak wody w glebie, rosy, kwietnych trawników powoduje, że ziemia staje się pustynią. W internecie pojawia się wiele podpowiedzi, jak napoić pszczoły, jednak nie wszystkie są właściwe. – Absolutnie nie może to być podstawka pod doniczkę wypełniona wodą z jednym czy dwoma kamieniami. Pszczoły to nie motyle, które rozwijają ssawkę i mogą pić z dalszych odległości. One mają krótki aparat gębowy. Zostawiając im otwartą wodną przestrzeń z jednym kamieniem, na którym ciężko będzie im usiąść, skazujemy je na utopienie – wyjaśnia Monika Mroczkowska, nauczycielka przedmiotów zawodowych w jednym z techników ogrodniczych.

– Jeśli chcemy przygotować poidełko dla pszczół, należy tę przykładową podstawkę pod doniczkę wypełnić odrobiną ziemi, mchem (tylko nie z lasu, bo jest pod ochroną!), roślinami „gąbkami”, czyli takimi, które chłoną i utrzymują w sobie wodę. Można dołożyć trochę kwiatów, gałązek, na których pszczoła będzie mogła usiąść, ale pamiętajmy, by nie było otwartej przestrzeni wodnej. One sobie poradzą, są naprawdę inteligentne – dodaje M. Mroczkowska. O rzadko spotykanym zjawisku „wędrujących rojów” mówi Jacek Ziółkowski, pszczelarz z okolic Radziejowic.

– Nie jest to zjawisko częste, ale kiedy już pojawia się w okolicy, to człowiek odruchowo, ze strachu, łapie za środki owadobójcze i uśmierca natychmiast kilka tysięcy pszczół. To nie jest ani dobre rozwiązanie, ani postawa godna pochwały. Pszczoła, gdy nie czuje zagrożenia, sama z siebie nic nikomu nie zrobi. Nazwa wskazuje, że jest kobietą. Więc jeśli nie będziemy jej drażnić, będzie naszą pasiastą przyjaciółką na lata – uśmiecha się.

– Widząc wędrujący rój, należy zadzwonić do straży miejskiej, do lecznicy czy inspektoratu weterynaryjnego, a jeśli nie mamy żadnego numeru pod ręką, to nawet po straż pożarną. Służby zajmą się rojem tak, by nikomu nic się nie stało, a pszczoły trafiły w dobre miejsce. Możemy także poinformować znajomego pszczelarza, ponieważ wielu z nas potrafi „złapać” taki rój, zaopiekować się nim. Mniej strachu, więcej uwagi i troski, a ta nasza przyjaźń w paski będzie mieć więcej żółtego niż czarnego. To naprawdę relacja na lata. Dbajmy o pszczoły, a one zadbają o nas i wszyscy będziemy żyć długo i szczęśliwie w krainie miodem płynącej – apeluje pan Jacek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama