GN 43/2020 Archiwum

Przeszłość czy przyszłość?

– Teraz rzeczywiście jesteśmy w sieci. Sieci, w której tkwimy jak rybki, które albo będą wypuszczone na wolność, albo będą musiały znaleźć sposób na to, jak dalej przetrwać w tych okolicznościach – mówi Paulina Stużyńska, nauczycielka.

Od 24 maja do szkół powrócą jedynie uczniowie młodszych klas. „Starszaki” w dalszym ciągu rano będą siadać przed komputerem i, widząc się z klasą i nauczycielem przez kamerkę, zgłębiać wiedzę, sprawdzać siebie i budować relacje. Szkoła online trwa już drugi miesiąc. Przez ten czas wielu nauczycieli, uczniów, rodziców doświadczyło różnych sytuacji. Minusów nauczania internetowego jest wiele, ale kreatywność nauczycieli i ich wychowanków sprawiła, że znajdują się także plusy tej sytuacji.

Sprawdzian moralności

Nauczanie zdalne miało być chwilowym rozwiązaniem dalszej edukacji w czasie pandemii w kraju. Jednak z każdym dniem przybywało zakażonych i wiadomości, że narodowa kwarantanna potrwa dłużej. – Gdy trwało to tydzień, nawet się ucieszyłam, że trochę odpocznę od sprawdzianów, hałasu, godzin przygotowań – opowiada Agata Brych, nauczycielka biologii w klasach IV–VIII.

– Po tygodniu rozpoczęliśmy nauczanie online. Widzieliśmy się z uczniami przez aplikacje, komunikatory. Choć z tą „widocznością” bywało różnie, bo tu też nie brakowało krętactwa. W chwili odpowiedzi były problemy z internetem, mikrofonem… To był wielki sprawdzian moralności, odpowiedzialności, który uczniowie systematycznie oblewali, ściągając, udostępniając tę część ekranu, którą oni sami chcieli. Tu trzeba było wiele pracy, cierpliwości, konsekwencji i kreatywności, by byli zaangażowani i bez buntu przestawili się na tę formę nauczania. Wypracowaliśmy system 1:1. Jedna lekcja prowadzona przeze mnie i jedna prowadzona przez uczniów. W trakcie przygotowań służyłam pomocą. Ustalaliśmy, kto kiedy prowadzi zajęcia. Okazało się, że to strzał w dziesiątkę, bo rówieśnicy zaczęli się wzajemnie wspierać, słuchać przygotowanych przez siebie zajęć. Zdobyli wiele nowych umiejętności, jak montowanie filmów, nagrywanie doświadczeń, udostępnianie w różnej formie prac domowych. Ten system przypadł im do gustu i może szkoła online to nie jest taki zły pomysł, ale i tak nic nie zastąpi spotkania w murach szkoły, w klasie – dodaje A. Brych.

Nauka dla wszystkich

To, że uczniowie uczą się więcej wymagać od siebie, zdobywają nowe doświadczenia życiowe, kształtują swój kręgosłup moralny, potwierdza także Elżbieta Cywińska, nauczycielka w Pijarskich Szkołach Królowej Pokoju w Łowiczu.

– W pierwszej chwili na hasło: „nauczanie online” przychodzą na myśl minusy. Jednak w całej tej sytuacji jest też dobro. Zarówno dla uczniów, jak i dla nauczycieli. Wszyscy pracujemy nad charakterem, punktualnością, organizacją dnia. Wydaje mi się, że uczniowie uświadomili sobie wartość nauki, rozwoju osobistego. Przez pierwszy miesiąc niewiele osób podejmowało się wykonania dodatkowych zadań, teraz bywa, że jest to prawie połowa klasy. Nauczyli się też innej formy relacji z nauczycielem. Mają większą świadomość, że trzeba zadbać o swoje sprawy, czasem wyprzedzać pewne sytuacje, czasem wytłumaczyć się, ale w tym wszystkim jest zdecydowanie mniej skoków emocji w relacjach. Samo pisanie wiadomości do ucznia przez nauczyciela czy na odwrót naturalnie daje lepszy dobór słów i sprowadza się do tych niezbędnych. W tej sytuacji jeszcze bardziej potrzeba prawdy we wzajemnych kontaktach. Uczeń coraz częściej stara się z wyprzedzeniem wytłumaczyć swoją niedyspozycję, nauczyciel stara się zrozumieć i zaufać. To realizacja postawy „dopóki mnie nie zawiedziesz, ufam ci”, co może zaowocować w przyszłości, po powrocie do szkół – opowiada E. Cywińska. – Wszystkich nas obecna sytuacja nauczyła pokory, ale też pokazała, jak ważne i potrzebne są dobre, właściwe relacje między nami – dodaje.

Jak długo potrwa nauczanie zdalne dla klas IV–VIII i uczniów szkół średnich – nie wiadomo. Jednak z każdym kolejnym tygodniem uczniom i nauczycielom przybywa pomysłów na to, by dla wszystkich był to dobry czas.

– Jako nauczyciel techniki pole do popisu mam wielkie, bo teraz to, czego nie mogłem zrealizować w szkole, realizuję z uczniami online. Prowadzę dla nich zajęcia z mojego warsztatu i bardzo mnie zaskoczyli, gdy zaproponowali, że zamiast jednej godziny w tygodniu, możemy łączyć się w piątek po południu na 2–3 godziny, tak by rzeczywiście zobaczyć, jak połączyć żarówki szeregowo albo podpatrzeć, jak lutuję czy spawam. Im naprawdę się to podoba, a ja wreszcie czuję się spełniony jako elektryk, nauczyciel techniki. Dla mnie szkoła online to przyszłość. A i żona na mnie nie krzyczy, że godzinami siedzę w warsztacie, bo przecież teraz prowadzę tam lekcje – śmieje się Robert Włodarczyk.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama