Nowy numer 27/2020 Archiwum

Szczęśliwi i konsekwentni

– Bóg wybiera was, słabych, aby czynić was mocnymi. Aby objawiać swoją chwałę poprzez wasze życie. Musicie naśladować Pana Jezusa, który nie przyszedł po to, aby Mu służono, lecz po to, żeby służyć – mówił w homilii bp Wojciech Osial.

Artur Kosiorek z parafii pw. Chrystusa Dobrego Pasterza w Łowiczu, Adam Łukaszewicz z parafii pw. św. Marii Magdaleny w Leźnicy Małej i Hubert Siepert z parafii pw. Macieja Apostoła i św. Małgorzaty Dziewicy i Męczennicy w Bednarach od 23 maja pełnią posługę diakonów w diecezji łowickiej.

Szukali i znaleźli

Każdy z nich powołanie odkrył w innym momencie życia. Adam zawsze był blisko Pana Boga – wzorowy ministrant, lektor, zaangażowany w życie parafii. Z „łatką” przyszłego kapłana.

– Miałem obawy, czy powołania do kapłaństwa nie rozważam z tego powodu, że wszyscy widzieli we mnie księdza, mówili, że pójdę do seminarium i że na pewno taka będzie moja droga. Dlatego, słysząc słowa, że będę księdzem, stanowczo zaprzeczałem, poszedłem na studia informatyczne. I to był bardzo dobry czas w moim życiu, ale myśl o podjęciu formacji w seminarium nie dawała mi spokoju. Decyzję podjąłem pół roku przed obroną pracy inżynierskiej. Rzuciłem studia i poszedłem do seminarium – mówi.

Hubert dla formacji w seminarium również zostawił studia, choć jego drogę powołania można oprzeć na słowach: „Szukajcie, a znajdziecie” (Mt 7,7). – Zaraz po Pierwszej Komunii Świętej zostałem ministrantem. Byłem też lektorem, choć to bardziej epizod niż przygoda. W moim przypadku, jeśli mówimy o powołaniu, było wiele pytań o Boga, kwestie duchowe. Szukałem na nie odpowiedzi, często się spierałem, czasem stawałem poza Kościołem, wracałem do niego. Moja wiara stopniowo dojrzewała. W czasach liceum zacząłem interesować się filozofią, religioznawstwem, co miało różne skutki. Dopiero na III roku studiów w Warszawie podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium. Dziś, z perspektywy lat, mogę powiedzieć, że to było powołanie, do którego miałem dojść, odkryć je i przyjąć – wspomina Hubert. Najdłuższą drogę do odkrycia powołania odbył Artur.

– Rodziło się przez całe życie. Do seminarium poszedłem dość późno, bo w wieku 33 lat. Do tego czasu wiele się działo w moim życiu. Błąkałem się trochę po świecie, były zmiany światopoglądowe, życiowe zawirowania przekładały się na pretensje do Boga. O seminarium myślałem w szkole podstawowej, później „wybiłem to sobie z głowy”. Jednak ta myśl wróciła, gdy pracowałem w Niemczech. Miałem styczność z kulturą „wszystko mi wolno” i tam zacząłem na nowo zadawać sobie pytanie o Boga. Wtedy byłem dość dobrze sytuowany, mogłem na wiele sobie pozwolić, ale moje życie było puste. Wróciłem do Polski i przypadkowo poszedłem na dni otwarte do seminarium, ale z myślą, żeby z kimś porozmawiać, podbudować się duchowo, odpocząć od świata. Jednak to ziarenko powołania gdzieś zostało zasiane, bo odbyłem spowiedź generalną po wielu latach i złożyłem dokumenty do seminarium. Udało się, z Bożą pomocą, pod kierunkiem przełożonych, dzięki własnej pracy i modlitewnym wsparciu wielu osób i dziś jestem diakonem – mówi Artur.

Dziwne uczucie

W łowickiej katedrze 23 maja trzej alumni Wyższego Seminarium Duchownego w towarzystwie rodziców, rodziny, przyjaciół i kapłanów przyjęli święcenia diakonatu z rąk bp. Osiala. Do tej chwili przygotowywali się przez 5 lat, a ostatnie dni przed święceniami spędzili na rekolekcjach u sióstr nazaretanek w Żdżarach. Pierwszy stopień posługi kapłańskiej to nowe obowiązki, wyzwania, ale i… przywileje. Diakoni mogą m.in. udzielać chrztu, asystować przy zawieraniu małżeństwa, przewodniczyć liturgii pogrzebu i nabożeństwom. – Czujemy się trochę inaczej. Zdecydowanie bliżej ołtarza, bliżej Chrystusa Eucharystycznego. To jest w pewien sposób wielkie wyróżnienie – mówią diakoni.

– Dla mnie niezwykle ważne jest czytanie Ewangelii. Nie lubię być w centrum uwagi, by wszyscy na mnie patrzyli, a moment czytania słów samego Chrystusa jest dla mnie ważny, podniosły i wiem, że ludzie nie słuchają wtedy mnie, Artura, ale słów Chrystusa, które mogę głosić, nieść dalej z Bożą pomocą – zaznacza A. Kosiorek. – Teraz mam poczucie, że jestem bliżej ołtarza, moja funkcja niesie za sobą większą odpowiedzialność, jest bardziej zauważana, a co za tym idzie – wymaga ode mnie jeszcze większego zaangażowania – mówi Hubert.

– Jesteśmy też najstarszym rokiem w seminarium. Możemy więcej, mamy mniej obowiązków względem poprzednich lat, ale nie oznacza to, że będziemy siedzieć i nic nie robić – uśmiecha się Adam. – Jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Do tego dążyliśmy, Kościół potwierdził nasze starania, pragnienia. Teraz chcemy jak najlepiej realizować swoje powołanie jako diakoni – mówią zgodnie. Zapytani o to, czego im życzyć na czas posługi przed święceniami kapłańskimi, odpowiadają bez zastanowienia: mocnej wiary, wytrwałości i konsekwencji w wyborze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama