Nowy numer 32/2020 Archiwum

Modlitwa, która weszła w krew

– Kto by pomyślał, że na stare lata będę odmawiał brewiarz? I że mi się to tak bardzo spodoba! – mówi Stefan Kuś.

W niedzielę 21 czerwca w parafii Matki Bożej Jasnogórskiej w Bobrownikach zakończyła się 9-tygodniowa nowenna z prośbą o ustanie pandemii. Jak do tej pory nikt na terenie parafii nie zachorował. Podczas modlitw parafianie prosili też o deszcz. I ten padał – w trakcie modlitw albo zaraz po nich. Doświadczając tego, jak Maryja szybko wysłuchuje próśb, udający się na modlitwę zabierali ze sobą maseczki, smartfony z tekstami nieszporów i – obowiązkowo – parasole.

Wyliczanka proboszcza

Na pomysł nowenny wpadł ks. Piotr Sapiński, proboszcz. Wszystko zaczęło się od zaproszenia biskupów do wspólnej modlitwy różańcowej o godz. 20.30 w intencji o ustanie pandemii. – Zachęcali, byśmy – zwłaszcza my, kapłani – modlili się w kościele przed Najświętszym Sakramentem. Nasz biskup w swoim dekrecie apelował, by na modlitwie trwać przez cały czas. To był impuls – opowiada ks. Sapiński. Początkowo w parafii w modlitwie uczestniczyła mała grupka wiernych. Później, gdy zaczęto wprowadzać coraz większe obostrzenia, kapłan postanowił zrobić coś, by wierni, którzy nie mogą uczestniczyć w niedzielnych Mszach św., mieli możliwość spotykania się z Jezusem Eucharystycznym.

– W głowie zrodził się pomysł, by na wezwanie do modlitwy odpowiedzieć nowenną. Obliczyłem, że gdyby 30 osób przez tydzień codziennie przychodziło do świątyni, to w tygodniu na modlitwie mogłoby się gromadzić 210 osób. Liczba ta, pomnożona przez 9 tygodni, pozwoliłaby przyprowadzić do Pana Jezusa całą parafię. To, oczywiście, były pobożne życzenia wiejskiego proboszcza. Nie było tak, że wszyscy przychodzili. Każdego dnia w modlitwach uczestniczyło minimum 10 osób, ale były też dni, że było nawet 40 wiernych – opowiada.

Nowennę rozpoczęto w Niedzielę Miłosierdzia Bożego (wcześniej, od Wielkiego Czwartku do Rezurekcji, w świątyni trwała adoracja Najświętszego Sakramentu). Modlitewne spotkania rozpoczynały się Mszą św. o godz. 18. Po Eucharystii odmawiano nabożeństwo majowe lub czerwcowe, potem do godz. 20.15 był czas na indywidualną adorację Najświętszego Sakramentu. Kolejnymi punktami były nieszpory, Różaniec prowadzony przez rodziny, śpiew „Bogurodzicy” i Apel Jasnogórski, po którym zebrani otrzymywali błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. – Podzieliłem parafię na 9 części i prosiłem, aby każdego dnia pojawiła się chociaż jedna rodzina z danej części. Jej zadaniem było przygotowanie rozważań i prowadzenie modlitwy różańcowej. Dzięki głośnikom na kościele najbliżsi sąsiedzi każdego dnia na swoich balkonach czy przy oknach łączyli się z nami – opowiada ks. Piotr.

Nieszpory z telefonów

Wiernym do serca bardzo przypadły nieszpory. Niektóre panie tak się przejęły, że prosiły swoich wnuków, aby ci drukowali im tekst.

– Na samym początku zadzwonił do mnie parafianin z prośbą, abym mu pomógł odnaleźć teksty. Powiedziałem, że każdego dnia odmawia się inne psalmy i że zamiast drukować, chyba lepiej będzie kupić babci smartfona i zainstalować jej na nim aplikację z brewiarzem. Tak się stało. Marianna Domińczak dostała smartfona. Po szybkim przeszkoleniu codziennie modliła się nieszporami na swoim telefonie. Należała do osób, które uczestniczyły w modlitwach każdego dnia. Razem ze Stefanem Kusiem i ze mną trwała na modlitwie – dodaje kapłan. Ksiądz Sapiński ma nadzieję, że modlitwa różańcowa i nieszpory zostaną jako stały element. Wielu parafian ma zainstalowane aplikacje, wielu się w tej formie modlitwy odnalazło, jest więc nadzieja, że w domach, a także w kościele nadal będą do tej modlitwy wracać. – Modlitwy psalmami w tym trudnym czasie były dla mnie wielkim odkryciem – wyznaje Dorota Rychlewska.

– Wielką rzeczą i poruszeniem było to, że włączaliśmy się w modlitwę całego Kościoła. Byłam pełna podziwu, jak szybko w tej formie modlitwy odnalazły się starsze parafianki i całe rodziny. Znakiem czasu było wykorzystywanie telefonów. Przez te 9 tygodni większość wieczorów poświęcaliśmy Bogu. To było niesamowite zakończenie dnia. Mamy nadzieję, że tak będzie nadal. Cieszył nas też padający deszcz oraz fakt, że wszyscy jesteśmy zdrowi. Wierzymy, że to odpowiedź na nasze wołania – dodaje pani Dorota. Pomysł proboszcza chwalili także inni wierni. Uczestnicząca bardzo często w modlitwach Magdalena Łukowska wyznaje, że wspólna modlitwa dawała nadzieję, wprowadzała pokój serca i budowała wspólnotę.

– Bardzo wzruszał mnie fakt, że ludzie, którzy podejmowali się prowadzenia modlitwy, przychodzili całymi rodzinami. My także na nasz dyżur zabraliśmy babcię, która z powodu wieku nie wychodziła z domu. Była bardzo szczęśliwa, że mogła pobyć przy Jezusie. Potem wspominała czasy, gdy ludzie w sytuacji zagrożenia czy burz na kolanach, z gromnicami w ręku, trwali na modlitwie. Częste uczestniczenie w nowennie sprawiło, że modlitwa ta weszła w krew. Kiedy nie mogłam w niej uczestniczyć, czułam pustkę, brak. Wierzę, że nasze wołania zostaną wysłuchane i pandemia się wycofa – dodaje M. Łukowska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama