Nowy numer 32/2020 Archiwum

Nie tylko kubek wody

– Zawsze chciałam nieść ludziom ulgę i pomoc w cierpieniu. To pragnienie mam wpisane gdzieś głęboko w serce. Cieszę się, że mogę to robić nie sama, ale z Chrystusem, pod znakiem Jego krzyża, we wspólnocie Kościoła – mówi Joanna Bolimowska.

W parafii św. Wojciecha w Makowie w niedzielę 28 czerwca podczas Sumy, której przewodniczył proboszcz ks. Sławomir Wasilewski, została oficjalnie powołana Parafialna Rada Miłosierdzia. W jej skład weszło 7 świeckich osób, które zadeklarowały chęć niesienia pomocy chorym, samotnym, potrzebującym wsparcia. Podczas liturgii każda z nich odmówiła jedno z wezwań św. s. Faustyny, w ten sposób wyrażając chęć i gotowość służby. Każda też od proboszcza otrzymała prezent – książkę „Módlmy się z Chrystusem, Maryją i świętymi przez cały rok”.

Przewodniczącą rady została J. Bolimowska. Powołanie dzieła było ostatnim duszpasterskim działaniem ks. Wasilewskiego, który – decyzją biskupa ordynariusza – został przeniesiony do parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa na skierniewickim Widoku. Pomysł utworzenia rady zrodził się w sercu makowskiego proboszcza podczas kolędy. Odwiedzając domy parafian, księża spotykali osoby chore, samotne, przykute do łóżek.

– Uderzyło nas to, że wiele z nich nigdy nie prosiło o pomoc. To kazało myśleć o tym, czy jako parafia, wspólnota nie powinniśmy do nich wyjść, czy nie powinniśmy stworzyć rady, trochę na wzór parafialnej Caritas, która będzie świadczyła gesty miłosierdzia. W założeniach naszym celem miała być pomoc nie tylko materialna, ale także duchowa – mówi ks. Wasilewski. Zapadła decyzja, że zawsze w drugi dzień rekolekcji parafialnych przez cały dzień będą zanoszone modlitwy za chorych, a także – że będą zbierane do puszek pieniądze, które potem pomogą w dziełach na rzecz tych osób. Już na starcie zakładano, że osoby, które wejdą do rady, dodatkowo będą odwiedzać samotnych, chorych, że znajdą czas na to, by z nimi porozmawiać, pomodlić się czy zjeść kawałek ciasta.

– W skład rady weszli świeccy z wielką wrażliwością serca, w tym osoby, które w życiu doświadczyły cierpienia, straty najbliższych, które wiedzą, co to ból, cierpienie, i które doświadczyły, co to wsparcie – wyjaśnia ks. Wasilewski. Pierwotnie powołanie Parafialnej Rady Miłosierdzia miało nastąpić podczas rekolekcji wielkopostnych. Z powodu pandemii wydarzenie przesunięto na ostatnią niedzielę czerwca. Wcześniej jedna z członkiń podsunęła proboszczowi myśl napisania do wszystkich wiernych listu, będącego pokrzepieniem w czasie pandemii. Inicjatywa ta spotkała się z pozytywnym odzewem. Dołączone do korespondencji modlitwy w wielu domach odmawiały całe rodziny.

– Bardzo przeżyłam to powołanie. Czułam się, jak podczas I Komunii św. dzieci albo ślubu. Była to dla mnie bardzo doniosła chwila – mówi Agnieszka Wysocka. – Zanim się zgłosiłam, walczyłam z sobą. Swoją gotowość zadeklarowałam w Środę Popielcową. Co mną kierowało? Kiedyś ksiądz proboszcz, mówiąc o chorych w naszej parafii, wspomniał o osobie leżącej z otwartymi ranami. To mnie poruszyło. Wtedy zapragnęłam, by potrzebującym nieść pomoc, by ich odwiedzać. Czuję, że Jezus chce mnie w tej posłudze, że chce, bym w tych ludziach Go spotykała – dodaje Agnieszka. Moment zaprzysiężenia był ważny także dla J. Bolimowskiej. Jak wyznała, nie była to łatwa chwila, z racji przeniesienia księdza proboszcza.

– Z jednej strony cieszyłam się z tego, że zamysł udało się zrealizować i rada powstała, z drugiej poczułam, że nasze zaangażowanie będzie sprawdzianem tego, co zrozumieliśmy z nauk, kazań głoszonych przez ks. Wasilewskiego, że to dzieło to owoc jego posługi. Jestem przekonana, że po czasie słuchania przychodzi czas na wcielanie Ewangelii w życie – mówi pani Joasia. Zadania, jakie stoją przed radą, nakreślił ks. Wasilewski podczas homilii. Przywołując zdanie z Ewangelii, wskazał na pragnienia członków, którzy chcą rozsądnie i mądrze, z dobrocią i miłością podawać innym nie tylko kubek świeżej wody, ale też pomocną dłoń.

– Chcemy dawać innym chrześcijańską nadzieję, chcemy im ofiarować modlitwę Kościoła, który nie zamyka się nigdy na potrzeby i cierpienia braci. Chcemy iść do chorych i cierpiących, nie tylko chorujących na ciele, ale i na duszy, do zapomnianych i zostawionych samym sobie w ich samotności, do samotnych i opuszczonych przez innych w ich starości. Chcemy iść, aby mówić im, że nie wyczerpała się Boża litość, że miłość Boża nie zgasła – mówił ks. proboszcz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama