Nowy numer 2/2021 Archiwum

Ujki w połowie drogi

Nie lukrują, mówią, jak jest. Przy piwie postanowili, że na tydzień wakacji pojadą do Giżycka. Potem, że pójdą tam pieszo, a na końcu – że wędrówkę połączą z akcją dobroczynną. Znaleźli cel. To zbiórka pieniędzy dla małej Laury, która skradła im serca zniewalającym uśmiechem.

Starają się aktywnie spędzać czas. Lubią adrenalinę. Leżenie na plaży to nie ich bajka. Nuda też jest im obca. Robią różne rzeczy, czasem głupie, czasem zabawne, ale nie niebezpieczne. Ciągle ich gdzieś nosi. Mówią o sobie „ujki”. Nie bez powodu. Radosław Gazda, 26-letni chorzowianin, jest wujkiem Marcina Nowoka. Jak napisali na Facebooku, jeden podobno zna się na pieniądzach, drugi podobno zna się na komputerach. Obu połączyła „miłość do sportu, szachów, tańcowania do białego rana”. A jak już sobie coś ubzdurają, to zwyczajnie muszą do tego przystąpić i cel zrealizować. Jeśli mogą zrobić coś dobrego, są na „tak”.

Z gratulacjami od burmistrza

Radosław Gazda i Marcin Nowok w sobotę 27 czerwca wyruszyli pieszo z Tarnowskich Gór do Giżycka. Liczącą ponad 500 km trasę postanowili pokonać dla 3-letniej Laury. Dziewczynka choruje na bardzo rzadką chorobę – zespół genetyczny AGS, na który zapada jedna osoba na milion. Mała poznanianka potrzebuje pieniędzy na kosztowne eksperymentalne leczenie w Stanach Zjednoczonych. By wyjazd mógł dojść do skutku, rodzina musi uzbierać 250 tys. zł. Najbliżsi mają nadzieję, że cel uda się osiągnąć. Już dziś można powiedzieć, że do Laury uśmiechnął się los. Spotkała bowiem dwóch pozytywnie zakręconych chłopaków, którzy – nie szczędząc sił i nie bacząc na pogodę i zmęczenie – wędrują przez Polskę, prosząc o wpłaty dla małej przyjaciółki.

Ich drogę można śledzić na profilu facebookowym „Ujki 2rnee”. Trasa przemarszu biegła m.in. przez naszą diecezję. Idąc przez ziemię łowicką, chłopaki doświadczyli dobroci, otwartości i ludzkiej życzliwości. Łowicz zapamiętali jako miejsce, w którym serwowany jest wyborny barszcz ukraiński. W sercu diecezji w obiedzie przeszkadzali im nie tylko dziennikarze, ale także… burmistrz. Krzysztof Jan Kaliński, słysząc o akcji, osobiście pogratulował chłopakom pomysłu i determinacji. Radek i Marcin zostali obdarowani drobnymi prezentami.

Dobro, które wraca szybko

Trasę pokonują samotnie. Nie towarzyszy im wóz techniczny wiozący plecaki, zapas jedzenia, ciepłą kawę czy zgrzewki wody. Nic z tych rzeczy! Wędrując z wyładowanymi plecakami, każdego dnia pokonują ok. 30 km. Są przygotowani na nocleg w każdych okolicznościach. Namioty, hamaki, kuchenka, a nawet… proca czynią ich niezależnymi. Do celu podróży – Giżycka – planują dotrzeć w okolicach 18 lipca. Wtedy mają do nich dołączyć znajomi, z którymi planują pożeglować wyczarterowanym jachtem.

– Nasza wędrówka nie jest akcją sportową, to nie wyścigi. Idziemy, rozmawiamy z ludźmi, spotykamy się z dziennikarzami, zatrzymujemy się u osób, które proponują nam gościnę. Nie musimy się spieszyć. Mamy kilka dni zapasu na wypadek niespodziewanych okoliczności, zdarzeń czy akcji – opowiada Radek. Luz czasowy sprawia, że bez oporów zbaczają z drogi. Tak było w przypadku Sochaczewa. Gdy otrzymali zaproszenie do Radia Sochaczew, nadrobili drogi, by opowiedzieć słuchaczom o akcji. Dzięki mediom i Facebookowi o ich wędrówce zrobiło się głośno, co ma swoje dobre strony.

– Po wyjściu z Sochaczewa kierowaliśmy się na Wyszogród. Ściemniało się, a my nie wiedzieliśmy, gdzie spędzimy noc. Nogi dawały o sobie znać, tylko wieś się nie kończyła. Planowaliśmy rozbić się w lesie. Nagle w Żukowie podjechał do nas samochód. I padło dobrze nam znana pytanie: „Czy to wy?”. Kiedy potwierdziliśmy, nieznajomi zaproponowali nam nocleg w domu, który od 5 lat budują. Dostaliśmy klucze. Zaufali nam w 100 procentach. Takie chwile nas umacniają. Widzimy, jak dobro wraca. Wiedzieliśmy o tym, ale nie spodziewaliśmy się, że tak szybko i z taką mocą. Śmiało możemy powiedzieć, że dając coś z siebie, jeszcze więcej otrzymujemy. Już dziś wiadomo, że Marcin i Radek także podczas żeglowania nie zapomną o małej Laurze. Co zrobią? Do końca jeszcze nie wiedzą. Nie o wszystkim też chcą mówić. Jedno jest pewne: Laura, która wraz z rodzicami odwiedziła ich podczas wędrówki, nadal może liczyć na ich pomoc, na wspólne śpiewanie, wygłupy i zabawy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama