GN 3/2021 Archiwum

Letnia, a raczej gorąca

– To zmęczenie w czasie EDK daje siłę. Ta droga nauczyła mnie, że ból czy upadek to nie koniec, ale dopiero początek. Co by było, gdyby Jezus po swoim pierwszym upadku się poddał? Tak, jak napisano w rozważaniach: „Nie wiadomo, ale raczej nic dobrego”. Po prostu by umarł – mówi Ewa Filipiak.

Przeżywanie Wielkiego Postu w tym roku przybrało zupełnie inny wymiar. Zamknięte świątynie, nabożeństwa online, odwołane Drogi Krzyżowe… Wiele osób swoją Drogę Krzyżową przeżywało w domach, czekając na lepszy czas i możliwość wzięcia udziału choćby w EDK. Niektórzy jednak nie mogli się doczekać. Zmierzenie się z samym sobą, kontemplacja, cisza, refleksja nad Miłością były potrzebne „tu i teraz”. Cztery pątniczki z Żychlina postanowiły nadrobić wielkopostne wyzwanie, które z powodu pandemii odwołano. W pierwszy piątek lipca wybrały się na Ekstremalną Drogę Krzyżową.

O zachodzie na wschód słońca

Ewie Filipiak, Aleksandrze Głuszcz, Barbarze Parzęckiej i Jolancie Trawińskiej wędrówki dzienne i nocne nie są obce. Od lat chodzą na Łowicką Pieszą Pielgrzymkę Młodzieżową na Jasną Górę, zasilając szeregi grupy „cytrynowej”, miały już także doświadczenie klasycznej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, wędrując m.in. z kutnowską wspólnotą czy ze Skierniewic do Niepokalanowa. Także w tym roku w czasie Wielkiego Postu planowały podjąć trud wędrówki w ciszy, bez względu na pogodę, z krzyżem w dłoniach i modlitwą na ustach.

Niestety, pandemia pokrzyżowała te plany. Wiele EDK zostało odwołanych, niektóre przeniesiono na okres Wielkanocy i zmieniono na Drogę Światła, inne odbędą się we wrześniu lub październiku. Pątniczki postanowiły jednak nie czekać. W pierwszy piątek lipca po Koronce do Miłosierdzia Bożego wyruszyły w drogę trasą cytrynową Świętych Apostołów Piotra i Pawła, która została zatwierdzona przez głównych organizatorów EDK. Wiedzie od Żychlina przez Oporów, Trębki, Stefanów Suserski, Dobrów, Skrzeszewy, Buszkówek i kończy się również w Żychlinie. Po ponad 11 godzinach marszu na wschód słońca uczestniczki dotarły do ostatniej stacji.

Dobry czas na przebaczenie

– Każda EDK daje siłę, by walczyć z własnymi słabościami czy ze złem, które spotykamy. EDK 2020 to Droga Przebaczenia, której hasłem przewodnim są słowa: „Od zranienia do przebaczenia”. Przy jednej ze stacji w rozważaniach usłyszałam zdanie, że to naturalne, iż spotkamy na swojej drodze złych ludzi. Tak jak Jezus spotkał na swojej drodze ludzi, którzy chcieli Go skrzywdzić. Najważniejsze jest jednak to, byśmy to my nie stali się źli, byśmy potrafili zawsze być dobrzy w myśl zasady: „Zło dobrem zwyciężaj”. Mam takie wrażenie, że im więcej dobra w moim życiu, im więcej modlitwy, tym więcej złych ludzi na mojej drodze. Choć z drugiej strony mam świadomość, że wiele osób szuka u mnie wsparcia i może tak po prostu ma być – mówi E. Filipiak.

– To była moja czwarta EDK, zupełnie inna niż poprzednie, bo nie w Wielkim Poście. Poprzednie często były wciśnięte gdzieś pomiędzy obowiązki w pracy a prozaiczne przygotowania do świąt. Zazwyczaj w biegu, po całym dniu pracy, bez odpowiednio przygotowanego prowiantu, z latarką, w której baterie kończyły się po pierwszych stacjach, bo nie było czasu wcześniej kupić nowych. Często, idąc na EDK, fizycznie byłam już zmęczona po całym tygodniu pracy i wiedziałam, że będzie ciężko. I było. Ciemno, zimno, śnieg z deszczem, ciężki plecak, bo dodatkowe grube ubrania, rękawiczki, termos z herbatą. Często owoce takiej EDK przychodziły dużo później. EDK latem, w wakacje, była zupełnie inna – mówi Ola.

– Wolny dzień, radość, że się wyruszy, przeżywana od samego rana. Jakby czekało się na podróż życia, jakby miało mnie spotkać coś lekkiego i dobrego. Aż dziwiły mnie moje własne odczucia. Słuchanie rozważań o śmierci aż nie pasowało do okoliczności przyrody: pięknego zachodu słońca, śpiewu ptaków, niesamowitego zapachu kwiatów… I wtedy pomyślałam sobie, że gdy Jezus szedł z krzyżem, to przecież też nie po ciemku, ale w środku dnia, a biorąc pod uwagę klimat Ziemi Świętej, słońca i błękitnego nieba nie brakowało. Może dlatego, że było za ładnie, nie wszyscy zwracali uwagę na zakrwawionego Człowieka z krzyżem. I tak sobie pomyślałam, że tak jest z nami, ze mną. Gdy mamy za „ładnie” w życiu, za dobrze, to trudno nam się dostrzega ludzi, którzy na co dzień dźwigają krzyż. A nawet gdy mimo wszystko wejdą nam w drogę, to nie rzucamy im się z pomocą, nie ocieramy twarzy jak Weronika – dodaje. – To był bardzo dobry i potrzebny czas – podsumowują uczestniczki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama