Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Folklor księżacki w modzie

– Bardzo chętnie dzielę się swoimi umiejętnościami. Prowadziłam bardzo wiele szkoleń, nie tylko w Polsce. Wyhaftowaną przeze mnie torebkę kupiła w Spale prezydentowa Agata Kornhauser- -Duda. Prace nabywali też Francuzi, Szwedzi, Niemcy… – wylicza Marianna Madanowska.

Wzorem lat ubiegłych, w skansenie przy Muzeum w Łowiczu od czerwca do września w każdą sobotę i niedzielę między 10.00 a 16.00 odbywają się warsztaty sztuki i rękodzieła ludowego. I, jak co roku, cieszą się ogromną popularnością. I choć tym razem nie uczestniczyli w nich japońscy następcy tronu, to jednak grono uczestników jest imponujące. Obok mieszkańców regionu były osoby z Ostrowa Wielkopolskiego, Krakowa, Wrocławia…

Kogutki z zawijasem

Podczas spotkań można się nauczyć m.in. wycinankarstwa, garncarstwa, hafciarstwa, rzeźbiarstwa, plastyki obrzędowej i bibułkarstwa. Organizatorami spotkań z folklorem są Stowarzyszenie Twórców Ludowych, Urząd Miejski w Łowiczu i Muzeum w Łowiczu. Bezpłatne zajęcia prowadzą twórcy ludowi, którzy przed przybywającymi do skansenu odkrywają arkana rzemiosła. Nie dziwi więc, że amatorów nauki nie brakuje.

Do Łowicza przybywają miłośnicy sztuki ludowej nie tylko z Polski, ale i ze świata. W jedną z niedziel przy stanowiskach twórczyń Marianny Madanowskiej, uczącej haftu płaskiego, jej córki Beaty, zajmującej się haftem koralikowym, i Stanisławy Kosiorek, uczącej, jak zrobić łowicką wycinankę, nie brakowało chętnych do nauki. Pani Stanisława wycinankarstwem zajmuje się od 50 lat. Jej wprawne ręce małymi nożyczkami wyczarowują cuda. Dopracowane, barwne i radosne wycinanki oraz ozdobne jajka zachwycają. – Robię wycinanki na zamówienie. Moje prace można spotkać w Warszawie na Starym Mieście, w Mielnie i w innych miastach. Wycinankarstwo to moja pasja. Robiąc to, uspokajam się, zbieram myśli – mówi.

Jak każda twórczyni, pani Stanisława ma swoje wzory. – Każda z nas ma inne kwiatki, inne kogutki. Każda też po swojemu wycina i układa kompozycje. Ja pracę rozkładam sobie na etapy. Najpierw wycinam czarne elementy, potem kolorowe, a na końcu wszystko przyklejam. Moje kogutki, wycinanki łatwo poznać po tych zawijaskach. Lubię barwne, żółto-zielono-czerwone wzory – zdradza. – Jeden warsztat to zbyt mało czasu, by się nauczyć. To precyzyjna i mozolna praca. Najczęściej jest tak, że ja wycinam poszczególne wzory, a ludzie sobie komponują, przyklejają i wychodzą z gotową wycinanką. By samemu wszystko wykonać, potrzeba znacznie więcej czasu i wprawy – podkreśla.

Róża pani Iwony

Pod czujnym okiem M. Madanowskiej haftu uczyła się m.in. Iwona Jarosz. – Dzień wcześniej byłam z koleżankami i tak mi się to spodobało, że znów jestem – mówi. – Przyjechałam z Kamionki, gdzie działam w Kole Gospodyń Wiejskich. Wszystkie chcemy uszyć sobie stroje i pomyślałyśmy, że do naszych białych sukienek dołożymy kolorowe elementy łowickiego haftu.

U pani Marianny zamówiłyśmy już kolorowe pasy, ja jednak chcę się czegoś nauczyć. Muszę przyznać, że nie jest to łatwe zadanie. Na szydełku bardzo sprawnie sobie radzę, a tu, przy haftowaniu, ręce mi się trzęsą, paznokieć mi pękł, ale się nie poddaję. Mam nadzieję, że cierpliwością i zapałem nadrobię. Próbuję największą igłą, ale… i tak nie jest łatwo – opowiada I. Jarosz, która naukę rozpoczęła od haftowania łowickiej róży. Nauczycielka pani Iwony haftem płaskim zajmuje się od 40 lat. Tradycje przejęła po mamie i babci. Fachu nauczyła też córkę Beatę. – Prowadziłam bardzo wiele warsztatów, nie tylko w Polsce, ale i w Szwecji. I muszę powiedzieć, że są osoby bardzo zdolne, które chwytają wszystko w mig, i takie, którym idzie to opornie. Żeby załapać trochę techniki, potrzeba ok. 8 godzin. Cieszy mnie, że tak wiele osób chce się uczyć – mówi z satysfakcją pani Marianna. Hafciarka ma się czym dzielić. Reprezentowała Polskę w Izraelu na Międzynarodowych Targach Sztuki i Rzemiosła, była w Berlinie, Francji. Wszędzie jej prace robiły furorę.

– Najciekawsze warsztaty prowadziłam w Szwecji. Tamtejsi mieszkańcy z naszym haftem zetknęli się po raz pierwszy. Miałam tam bardzo fajną grupę, w której był nawet mężczyzna. Byłam pod wrażeniem ich zapału. Bardzo im się podobały nasze wzory. Swoje prace sprzedałam w mig i to za dużo wyższą cenę niż w Polsce, a i tak po tym, jak uczestnicy warsztatów zobaczyli, jaka to mozolna i trudna praca, przynosili mi pieniądze, twierdząc, że cena, za jaką kupili wyroby, była zbyt niska. Bardzo mnie wzruszyli i zaskoczyli taką postawą – opowiada. Podobnie jak wycinankarki także hafciarki nie mają gotowych wzorów. – Często inspirujemy się wzorami naszych mam, babć. One były jak dzisiejsi projektanci mody – bardzo zdolne i kreatywne. I tego też nas nauczyły. A teraz my chcemy tą wiedzą dalej się dzielić, bo co tu dużo kryć – łowicka sztuka ludowa jest piękna – przekonuje pani Marianna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama