Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Wystarczyło przy nim być

– Informacja o tym, że zwyciężyłem, bardzo mnie ucieszyła. Pisząc, chciałem dać świadectwo i zostawić swój ślad. Celowałem w III miejsce, a tu taka niespodzianka. To dla mnie budujące. Jan Paweł II czuwa nade mną – mówi Jacek Rybus.

W roku poświęconym św. Janowi Pawłowi II Centrum Kultury, Turystyki i Promocji Ziemi Łowickiej ogłosiło literacki konkurs dla dorosłych „Moja droga życia z Janem Pawłem II”. Zorganizowano go dla uczczenia papieskiej pielgrzymki do Łowicza, która miała miejsce w 1999 roku. Chodziło o zebranie świadectw pokazujących, w jaki sposób pontyfikat Jana Pawła II i świadomość następujących zmian wpłynęły na życie piszących. Prace można było wzbogacić fotografiami. Jury wyłoniło już zwycięzcę. Został nim Jacek Rybus, łowicki przewodnik PTTK.

Marzył o różańcu

Główną nagrodą jest weekend dla dwóch osób w Krakowie. Zwycięzca (z osobą towarzyszącą) spędzi dwie noce w hotelu w zabytkowym centrum miasta, zje kolację w jednej z klimatycznych krakowskich restauracji, a także spędzi czas na zwiedzaniu z przewodnikiem najciekawszych obiektów w grodzie Kraka, w tym także miejsc związanych z Karolem Wojtyłą.

Pozostałe nagrody to trzy karty podarunkowe o wartości 250 zł każda. Konkurs literacki „Moja droga życia z Janem Pawłem II” objął patronatem honorowym Grzegorz Schreiber, marszałek województwa łódzkiego. „Należę do Pokolenia JPII. (…) Cieszę się, że moje dzieciństwo, młodość i dorastanie odbywało się w czasie pontyfikatu Jana Pawła II – Wielkiego Papieża Polaka, dziś uznawanego za osobę Świętą” – napisał w swojej pracy J. Rybus. Łowiczanin podkreślał, że obecność Jana Pawła II miała ogromny wpływ na życie jego i wielu Polaków. „Czytaliśmy jego książki, słuchaliśmy jego słów, obserwowaliśmy na ekranach telewizorów jego podróże apostolskie do różnych krajów świata. Szczególnie te, gdy odwiedzał swoją ukochaną Polskę. Wszyscy byliśmy z tego dumni, że następcą Świętego Piotra jest Polak” – napisał. Autor zwycięskiej pracy wyznał, że marzył o tym, aby spotykać się z papieżem twarzą w twarz i otrzymać słynny papieski różaniec. „Ktoś, komu to się udało, miał niebywałe szczęście! Ojciec Święty był więc dla mnie osobą jednocześnie bardzo bliską, jak i osobą bardzo daleką. (…) Jak się okazało, również i ja miałem szczęście w życiu. Co prawda, nigdy nie dostałem wymarzonego różańca, ale z Janem Pawłem II miałem możliwość spotkania się kilkukrotnie” – wyznał.

Autor opisuje każde ze spotkań. Do pierwszego doszło w 1996 r., gdy jako członek Młodzieży Franciszkańskiej, uczestniczył w rekolekcjach we Włoszech, organizowanych przez ojców kapucynów z Warszawy. „To był cudowny i błogosławiony czas, kiedy działy się prawdziwe cuda! Pierwsze spotkanie z Ojcem Świętym miało miejsce na placu św. Piotra, w czasie modlitwy Anioł Pański. Papież pozdrowił nas, ze słynnego już dzisiaj, papieskiego okna. Chociaż był zaledwie małym, białym punkcikiem na tle ogromnego kompleksu sakralnego, czuliśmy, że uczestniczymy w czymś niezwykle wyjątkowym. W spotkaniu, które zwykle oglądaliśmy w telewizji” – relacjonował przewodnik PTTK.

Cisza, gong i obraz

Równie ważne były też kolejne spotkania – w auli Pawła VI w Watykanie, gdy w czasie audiencji papież był niemal na wyciągnięcie ręki. „Cieszyłem się, że mam z nim tak bardzo już bliski kontakt wzrokowy, jak nigdy dotąd. Samo znalezienie się już w tym miejscu, poczytywałem sobie za wielki zaszczyt”. Z relacji łowiczanina dowiadujemy się, że najmocniej w jego sercu zapisało się trzecie spotkanie.

„Dzięki Franciszkanom uczestniczyliśmy we Mszy św., którą specjalnie dla nas i kilku grup ze świata celebrował papież w Castel Gandolfo (...). Szczególnie zapisał mi się w pamięci moment podniesienia Eucharystii, gdy klęczeliśmy, a On podnosił do góry hostię i kielich, modląc się w czasie Przemienienia. Panowała absolutna cisza. Czuło się obecność Ducha Świętego, który niczym gołębica spoczął na nas. I ten niezwykły dźwięk gongu, rozchodzący się falami i odbijający o mury rozgrzanego słońcem średniowiecznego zamku. Po Mszy św. Ojciec Święty podchodził do każdej z grup. Trudno opisać emocje, jakie towarzyszyły temu spotkaniu! Gdy stanął przed nami, z wrażenia nie potrafiłem wypowiedzieć ani jednego słowa. Stałem oszołomiony, nie mogąc uwierzyć w to, co się działo. To było jak sen. Od Ojca Świętego biła jakaś niewidoczna, niesamowita życzliwość i ciepło. Wystarczyło po prostu przy nim być. Słowa stawały się zbędne. (…) Jan Paweł II próbował ogarnąć nas wszystkich swoim wzrokiem i z każdym, chociaż przez chwilę, zamienić słowo. Chwila spotkania minęła błyskawicznie. Mieliśmy wrażenie, że dopiero co do nas przyszedł, a już musimy go żegnać” – napisał w swoich wspomnieniach Jacek.

W obszernej pracy jest też relacja z wizyty Jana Pawła II w Łowiczu, podczas której Jacek śpiewał w chórze, a także przypomnienie działań podejmowanych w Łowiczu dla upamiętnienia papieża Polaka, w tym jednego z konkursów literackich, podczas którego ówczesny łowicki proboszcz ks. Wiesław Frelek podarował jego rodzinie portret papieża stanowiącego wcześniej dekorację. O znaczeniu tego gestu można przeczytać w pracy J. Rybusa, opublikowanej w całości na stronach organizatora.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama