Nowy numer 48/2020 Archiwum

Swoisty testament

Nazywana przez swoje podopieczne „mamą”, przez dwa lata pracy w obozie przyjęła ponad 3 tysiące porodów i nie straciła ani jednego dziecka. Mowa tu o urodzonej w Łodzi Stanisławie Leszczyńskiej, której niezwykła historia doczekała się ekranizacji.

Lada moment na ekrany kin wejdzie film „Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej. Reżyser nazywa go swoistym testamentem. Położna z Auschwitz-Birkenau to jej cioteczna babcia. Impuls do realizacji dokumentu dał najstarszy syn S. Leszczyńskiej.

Od żalu do podziwu

Opowieść o niezwykłej położnej to też pewien sposób na rozliczenie się z własnymi wspomnieniami. – Musiałam się uporać z moim żalem do cioci, której w dzieciństwie się bałam – przyznaje M. Stachurska.

– Przy okazji uświadomiłam sobie, jak bardzo trzeba uważać przy dzieciach na różne wypowiedzi. Jak dziecko z jednego zdania potrafi wydobyć mały fragment i sprawić, że potem to zdanie żyje w nim przez całe lata. Tak było w moim przypadku. Miałam jakiś żal, którego nie rozumiałam, i dlatego nie umiałam się ciocią, jak wszyscy, zachwycić… Ale ona widocznie chciała, żebym ją dokładnie poznała. I tak się stało. Dziś mogę powiedzieć, że uporałam się z tym, poznałam ją i wiem, że była wyjątkowa, że była wybitna i że była – chociaż nie lubiła, żeby ją tak nazywać – bohaterką – dodaje reżyser.

Maria Stachurska prowadzi w Warszawie dużą wspólnotę maryjną i pewnego dnia koleżanka z grupy zaczęła opowiadać o wyjątkowej osobie, którą odkryła, i o tym, że trzeba zrobić o niej wystawę. Mówiła o Stanisławie Leszczyńskiej. – To ty zrób, a ja dostarczę ci materiały – odpowiedziała wówczas reżyser, która miała na strychu zdjęcia i dokumenty dotyczące położnej. Wystawa powstała, a potem została wysłana do Rzymu. Tam M. Stachurska otrzymała propozycję zrobienia filmu. Podjęła się tego zadania. Za pierwszym razem dzieła jednak nie udało się zrealizować. – Jeździłam z operatorem po kraju, szukałam ludzi. Chciałam sama zrobić ten film. Aż jeden z przyjaciół powiedział, żebym złożyła scenariusz do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Złożyłam. Został przyjęty jednogłośnie – wspomina.

Rzeczy nadrzędne

Prace nad dokumentem trwały 3 lata. W filmie wzięło udział 5 osób – dzieci, które ocalały dzięki S. Leszczyńskiej i przeżyły obóz koncentracyjny. Narratorem opowieści została wnuczka Stanisławy Elżbieta, którą Leszczyńska wychowywała. Z dokumentu dowiadujemy się, kim była S. Leszczyńska. To przede wszystkim kobieta, dla której najważniejsze były wartości, która nie poddała się obozowej rzeczywistości. Film pokazuje, jak w tych strasznych warunkach walczyła o każde życie. Mimo dramatycznych okoliczności prowadziła porody, przywracając rodzącym godność i pełnię człowieczeństwa. Nie poddała się, a pracując w obozie, zachowywała się tak, jakby to była najpiękniejsza klinika. Codziennie wieczorem składała raporty Mengelemu nie tyko z liczby narodzin, ale i powikłań, gorączek popołogowych i śmiertelności, która… nie miała tam miejsca.

– Ona do każdego porodu biegła z wezwaniem: „Maryjo w jednym pantofelku, przybywaj!”. I z tym zawierzeniem te dzieci odbierała. Tak się to działo – opowiada reżyser. Do obozu przyszedł rozkaz, że dzieci o rysach europejskich mogą zostać przy życiu, bo będą potrzebne do eksperymentów albo do wynarodowienia. Natomiast dzieci żydowskie i romskie nadal miały być zabijane. – Sprzeciwiała się temu. Odbierała porody tak samo i dawała matkom dzieci do piersi, co było zakazane i za co groziła kara śmierci. Mało tego – kiedy kobiety się bały, podawała ich dzieci innym matkom do wykarmienia… – opowiada M. Stachurska. Reżyser ma nadzieję, że w widzach oglądających dokument obudzi refleksję. – Przede wszystkim młodzi ludzie powinni zrozumieć, że o pewne rzeczy się walczy, bo są nadrzędne, że nie idzie się na ugodę, nie idzie się na ugodę ze złem. I nie idzie się na ugodę z wygodnictwem. Odbiorcy mogą zobaczyć hart ducha, widząc, co kobiety przeżywały w obozie ze swoimi maleństwami. To ogromny kontrast w porównaniu z dzisiejszym nastawieniem do życia, w którym się człowieka traktuje przedmiotowo. Ważne jest to, jak się to życie przeżyje i z czym się dojdzie do mety – mówi M. Stachurska. Warto wspomnieć, że nazwisko Stanisławy Leszczyńskiej, jako jednej z czterech najwybitniejszych Polek ostatniego tysiąclecia, umieszczono na Kielichu Życia i Przemiany Narodu na Jasnej Górze. Premiera filmu została objęta patronatem honorowym prezydenta Andrzeja Dudy oraz jego żony Agaty Kornhauser-Dudy. Z powodu koronawirusa termin projekcji, ustalony na 8 października, został przesunięty.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama