Nowy numer 4/2021 Archiwum

Jak ja was kocham, Księżaki

Od momentu śmierci biskupa seniora nie ma dnia, by nie spływały do nas wspomnienia, a nawet wiersze. Nasi Czytelnicy podkreślają biskupią miłość do Najświętszej Panienki, literatury, Łowicza i zwykłych ludzi. Jak piszą – miejsca, jakie miał w ich sercu, nie da się zastąpić.

Na bieżąco publikujemy je na stronie: lowicz.gosc.pl. Swoimi wspomnieniami dzielili się m.in. kapłani, siostry zakonne, twórcy ludowi, pisarze, poeci i najbliżsi współpracownicy.

Włodek nie zapomni

Biskup Józef powiedział o nim w jednej z homilii, że jest jego uwagą, kalendarzem, pamięcią i przypomnieniem. Włodzimierz Rzeźnicki, kierowca biskupi. „Mamy tyle wspólnie przemierzonych kilometrów, a początek każdej podróży to wspólna modlitwa, która zawsze chwytała mnie za serce. Po dotarciu na miejsce zanosiłem do zakrystii pastorał, mitrę i obrazki. Potem pozostawało mi tylko oczekiwać na kazanie. W homiliach najbardziej ceniłem to, że Biskup nie wdawał się w wykłady teologiczne, ale prawdy wiary mówił językiem prostym i każdą z nich potrafił poprzeć cytatem z literatury. Słucham wielu kazań innych księży, nie wszystko w nich rozumiem, ale jak mówił mój Biskup – rozumiałem każde słowo” – wspomina Włodek. Biskupi kierowca wspomina także trudne momenty. „Pamiętam przejmujące kazanie w Wołominie 10 listopada 2014 roku. Potem był szpital, operacja, chemia i złe prognozy.

Na szczęście wszystko minęło. Wrócił głos i siły. A potem był upalny, lipcowy dzień 25 lipca 2018 roku. Mieliśmy jechać do Iłowa. Po wizycie lekarskiej zapadła decyzja, że koniecznie trzeba do szpitala. Szpital w Międzylesiu, śpiączka cztery tygodnie, potem rehabilitacja w Mariówce. Po miesiącu rehabilitacji powrót do domu. (...) to się udało, dzięki wielkiemu szturmowi do nieba. Mówił potem: »Wybudziliście mnie ze śpiączki swoimi Różańcami«. I nadszedł 15 października tego roku. Ponowna wizyta w warszawskim szpitalu. Po dwóch tygodniach okazała się ostatnią. A tak nie chciałeś, Biskupie, umierać w samotności i w szpitalu. To ja miałem Ci podać gromnicę. Dziękuję, że byłeś dla mnie i dla mojej żony jak Ojciec, a dla mojego syna jak Dziadek. Zaszczytem było z Tobą pracować. Do zobaczenia na niebiańskich autostradach” – napisał Włodek.

Będziemy się musieli tłumaczyć

Wiele ciepłych słów w swoich wspomnieniach zawarł Jacek Rybus, pracownik łowickiego ratusza, przewodnik Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Łowiczu, autor książek. „Bp Józef Zawitkowski był wielkim przyjacielem Łowicza i ziemi łowickiej, biskupem, który całym sercem ukochał Księżaków i pielgrzymkę łowicką, zwaną »jaskółką«. Był bardzo ważnym pątnikiem i bez niego kompania nigdy nie będzie już taka sama. Od kilkunastu lat pracuję nad publikacją dotyczącą historii tej jednej z najstarszych pieszych pielgrzymek w Polsce. Dzięki pomocy ks. biskupa miałem możliwość skorzystania z zasobów archiwum jasnogórskiego. Gdy kiedyś mu powiedziałem, że zbieram materiały do książki o pielgrzymce i chciałbym dostać się do archiwum jasnogórskiego, bardzo się ucieszył. Od razu przygotował dla mnie pismo, życząc powodzenia. Dzięki niemu paulini przyjęli mnie bardzo serdecznie.

Cieszył się, że ktoś podjął się tego wyzwania. Pielgrzymka była mu bardzo bliska. Niestety, nie doczekał ukończenia prac i wydania książki...” – napisał Jacek, który swoje refleksje zakończył zdaniem: „Łowicz bez niego nigdy nie będzie już tym samym miastem”. Równie ciepłe słowa skreśliła Anna Staniszewska. „Przez całe moje dorosłe życie należałam do parafii katedralnej, gdzie ks. Józef Zawitkowski był proboszczem. Byłam szczęśliwa, kiedy został biskupem, byłam dumna, że Go znam osobiście. Nigdy nie zapomnę wspaniałych rozmów, dyskusji. Zajmuję się haftowaniem sztandarów, szat liturgicznych i strojów ludowych. Biskup często poświęcał moje prace. Największym przeżyciem była dla mnie sytuacja, kiedy podczas uroczystości ucałował moje ręce, na znak szacunku dla dłoni, które wykonały sztandar z wizerunkiem ks. Twardowskiego.

Nigdy nie czułam się kimś ważnym, a tu biskup tak mnie wyróżnił. Kilka razy zdarzyło się, że wspólnie projektowaliśmy chorągiew. Zawsze zgadzałam się z Jego wskazówkami, tylko raz, w przypadku chorągwi dla Popowa, mi ustąpił i było po mojemu. Dużo można jeszcze pisać. Wszystko, co najlepsze o tak wielkim Człowieku. Tak wyobrażam sobie kapłana, który głosi Ewangelię, a wszyscy idą za nim. Wystarczyło, że powiedział: »Jak ja was kocham, moje Księżaki«, a my poszlibyśmy za Nim w ogień. Z otwartością przyjmowaliśmy każde Jego słowo. Często nam mówił, co mamy robić i co śpiewać na Jego pogrzebie. Obiecaliśmy się dostosować. Niestety, sytuacja epidemiologiczna i decyzje ważniejszych od Księżaków spowodowały, że nie będzie na pogrzebie żadnego akcentu łowickiego. Przykro nam z tego powodu. Oj, pewnie na tamtym świecie na nas pokrzyczy, że Go nie posłuchaliśmy i będziemy się musieli mocno tłumaczyć” – napisała pani Anna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama