Nowy numer 4/2021 Archiwum

Jak to tak? Ano tak

– Bez pośpiechu, bez planowania i denerwowania się na „niedzielnych kierowców”. W ciszy, zadumie i ze wspomnieniami. Chyba było nam to potrzebne – mówi Agnieszka Przygoda, mieszkanka Mszczonowa.

Zamknięcie cmentarzy na dwa dni przed 1 listopada spowodowało nie lada zamieszanie. O ile w pośpiechu zawożone wiązanki, skakanie przez płot, transparenty na cmentarnych bramach o treści: „Przepraszam, Mamo, zamknęli mi cmentarz” czy szybkie pojawienie się ofert „zrzucania wiązanki z drona” w promocyjnej cenie 100 zł od grobu ukazało komercyjną stronę święta zmarłych, o tyle całomiesięczne modlitwy w parafiach, codzienne wizyty wiernych na cmentarzach i refleksja, której wielu w ostatnich latach brakowało, przypomniały, co jest najważniejsze w tych dniach.

Ten w nogach, a tamten w głowie

Wiele komentarzy pojawiających się na profilach społecznościowych po decyzji zamknięcia cmentarzy od 31 października do 2 listopada wyrażało żal, smutek i zdenerwowanie, że kolejna tradycja jest zaniedbana, odwołana z powodu pandemii. Rozczarowanie i oburzenie zalewało internet. Jedni w pośpiechu wieźli wiązankę, inni skakali przez płot 1 listopada, jeszcze inni wędrowali po „parkach cmentarnych”. Ale są też tacy, którzy w pokorze przyjęli decyzję rządu i 1 i 2 listopada ofiarowali bliskim zmarłym modlitwę w kościołach i domach, a nawiedzenie grobu pozostawili na inny listopadowy termin.

– W pierwszej chwili też byłam oburzona, bo tegoroczna Wielkanoc wyglądała inaczej, Boże Ciało inaczej, a teraz Wszystkich Świętych i znów zmiany. Dopiero później, po rozmowie z mężem, dotarło do mnie, że wreszcie będziemy mogli w spokoju odwiedzić grób dziadków, wujka, dalszych zmarłych krewnych. Bez tego pędu między jednym cmentarzem a drugim, bez słuchania rad kolejnych cioć: „A ten znicz to w nogach postaw, tamten w głowie”, jakby to było najważniejsze. Nikt nie będzie przerywał nam Koronki do Miłosierdzia Bożego pytaniami: „Kiedy drugie dzieciątko?”, bo pojedziemy na groby w innym terminie, nie konsultując się z rodziną. Od kilku lat mieliśmy taki plan, ale zawsze rodzice, ciotki podnosili larum: „Jak to tak, 2 listopada nie pójdziemy na cmentarz?!” – mówi Agnieszka Przygoda.

Z 8 na 30 dni

Dekret biskupów wydany w związku z uroczystością Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym w czasie epidemii zakłada przedłużenie możliwości uzyskania odpustu za zmarłych przez cały listopad. Wielu wiernych z niej korzysta. – Nasza rodzina była i jest duża. Mamy bliskich na cmentarzu w Żyrardowie, Puszczy Mariańskiej, Skierniewicach, Kaskach, Baranowie, Warszawie. Najmłodsi też już nie jesteśmy i nie chcemy narażać siebie i innych, podróżując po cmentarzach. Dlatego umówiliśmy się w gronie rodzinnym, że każda strona wybiera jeden cmentarz i nawiedza w wybranym dniu, a wszyscy od 1 listopada trwaliśmy w 8-dniowej modlitwie za zmarłych.

Tak, jak robiliśmy to co roku w naszych kościołach, tak teraz czynimy to w domu. I przyznam, że brakowało takiej rodzinnej, domowej modlitwy. Wyjmujemy zdjęcia, wspominamy dziadków, wnuki pytają o swoich przodków, ale inaczej niż zwykle na cmentarzu. Wreszcie jest czas, by dokładnie wszystko opowiedzieć, a nie wymijająco, bo trzeba jechać dalej. Chyba ten „cmentarny zakaz” był nam potrzebny – mówi Jan Wojciechowski. W wielu parafiach modlitwy za zmarłych, tzw. wypominki, nie będą trwały tylko 8 listopadowych dni, ale przez cały miesiąc. Później, tradycyjnie, w każdą niedzielę w roku. Dodatkowo niektórzy kapłani zdecydowali się na sprawowanie liturgii na cmentarzu w jedną z listopadowych niedziel.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama