Nowy numer 4/2021 Archiwum

Byłem w więzieniu, a nie odwiedziliście mnie

Jeśli otworzę się na prawdę o mnie samym jako uwięzionym, to wtedy również otworzę się na innych uwięzionych, podobnych do mnie, takich jak ja. I naturalnym stanie się to, że nie tylko ja potrzebuję miłości, ale że inni potrzebują miłości ode mnie, przeze mnie.

Z Ewangelii według św. Mateusza (Mt 25,31–46)

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: "Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźmijcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie". Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? Lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?". Król im odpowie: "Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: "Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom. Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście mnie". Wówczas zapytają i ci: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?". Wtedy odpowie im: "Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili". I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego”.

Zawsze w tej ewangelii porusza mnie to, że Sędzia nie wytyka złych uczynków, a wskazuje na dobro, które sądzeni powinni uczynić, a nie uczynili. I to nie jest tak, że Pan Bóg chce kogoś z nas wtrącić do piekła, „w ogień wieczny”, odrzucić na zawsze, karać za grzechy. Nie! Każdy z nas robi to sam, kiedy nie kocha wtedy, kiedy ma ku temu okazje. Kiedy marnuje sposobność do okazania miłości.

Świat nam podpowiada, żeby robić to i robić tak, aby mieć z tego zysk. Nie chodzi nawet o same pieniądze, chociaż też, ale o to, że ktoś mnie zauważy, doceni, pochwali, może z czasem jakoś się zrewanżuje, odwdzięczy…, będzie moim dłużnikiem.

Tymczasem Jezus w Ewangelii uczy nas miłości oczywistej, naturalnej. To znaczy jakiej? Takiej, którą widać w postawie tych, którzy „wzięli w posiadanie królestwo”. Są zaskoczeni, że kiedy dali komuś pić lub gdy kogoś odwiedzili, to tak naprawdę zrobili to wobec samego Jezusa. Kochając innych, okazali miłość Bogu. Zatem Jezus wskazuje nam na taką miłość, która jest stylem życia, postawą naturalną. Okazuję miłość, bo mam ją w sobie. Tyle, że będę miał ją w sobie, jeśli sam doświadczę Boga, który jest Miłością, jeśli zobaczę w sobie Jezusa. Widzisz w sobie Jezusa? W tych wszystkich sytuacjach, o których mówi ewangelia?

Ks. Tomasz Jaklewicz, komentując ten fragment, napisał kiedyś: „W każdym z nas mieszka dziecko czekające na miłość. We własnym ubóstwie trzeba także zobaczyć Jezusa, którego mam przyjąć. W moich głodach, pragnieniach, chorobach, zamknięciu, we wszystkich ranach mam zobaczyć Jezusa, który czeka na przyjęcie (…). Bo tylko wtedy otworzę się na ubogich, kiedy przyjmę ubogiego we mnie samym”.

W związku z powyższym, dziś najbardziej z tej ewangelii porusza moje serce zdanie: „byłem w więzieniu, a nie odwiedziliście mnie”. Te słowa przywołują myśl bł. ks. Jerzego Popiełuszki: „Są więzienia niewidzialne, jest ich bardzo wiele. Są wiezienia, w których ludzie rodzą się, rosną i umierają (…). Te więzienia (…) sięgają dalej, sięgają duszy, sięgają głęboko prawdziwej wolności”.

A ja? W jakim dziś tkwię więzieniu? Jakiekolwiek by to było więzienie, jest w nim ze mną Jezus. Szczególnie wtedy kiedy najbardziej Go nie widzę. On jest ze mną. Jest w więzieniu żalu i tęsknoty po śmierci ukochanej osoby. W więzieniu pretensji do świata i ludzi. W więzieniu zgorzknienia i narzekania. Jezus jest ze mną wtedy najbardziej. Dlatego tym bardziej potrzebujesz Go dostrzec i przyjąć, np. w telefonie bliskiej osoby, cichym zapewnieniu o modlitwie lub, gdy wydarzy się coś złego, w natychmiastowym przyjeździe przyjaciół, tylko po to, aby z Tobą być.

Jeśli otworzę się na prawdę o mnie samym jako uwięzionym, to wtedy również otworzę się na innych uwięzionych, podobnych do mnie, takich jak ja. I naturalnym stanie się to, że nie tylko ja potrzebuję miłości, ale że inni potrzebują miłości ode mnie, przeze mnie. A miłość to nie same piękne słowa, ale konkretne czyny. A zatem, tak na dobry początek: do kogo dziś zadzwonisz, aby zapewnić go, że jesteś? Do kogo zadzwonię, aby zapytać czy potrzebuje pomocy? Weźmy się do roboty! Bo jak zapewnia św. Jan od Krzyża „Pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama