Nowy numer 4/2021 Archiwum

Zarzucić sieci w sieci

O blogu ewangelizacyjnym i jego konkretnych owocach, darze proroctwa i wypełniającej się obietnicy, rozwijającej się pasji i drugim nawróceniu, a także o ewoluowaniu z Pismem mówi ks. Marcin Moks.

Monika Augustyniak: Od miesiąca możemy obserwować Księdza wpisy na Facebooku, dotyczące słowa Bożego. Każdego dnia umieszcza Ksiądz komentarz do czytań z dnia. Skąd pomysł na taką działalność?

Ks. Marcin Moks: Ta inicjatywa miała swój początek w Eucharystii. Podczas odprawiania Mszy św. w tygodniu miałem przekonanie, że to, co powiedziałem podczas homilii, powinienem też napisać. Po to, by treść dotarła do większego grona ludzi. Mówiłem wtedy komentarz do Ewangelii o kobiecie cierpiącej na ducha niemocy. Od 18 lat była pochylona, nie mogła się wyprostować, żyć normalnie, z podniesioną głową. Miałem natchnienie, że Jezus chce nas uzdrawiać z niemocy. Z niemocy tego, co dzieje się w Polsce, na jej ulicach. Z niemocy tego, jak przeżywamy nasze życie. Z niemocy naszego lęku wywołanego epidemią. Pomyślałem, że wielu z nas separuje się od sakramentów, od słowa Bożego i może to jest sposób na to, by dotrzeć do tych, którzy nie dotrą do kościoła. Dodatkowo też jako spowiednik i kierownik duchowy wiem, jak wiele kobiet cierpi w relacjach małżeńskich. Są uprzedmiotawiane, nie traktuje się ich jak partnerów życiowych. To dodatkowo utwierdziło mnie w chęci „zasiania” Dobrej Nowiny o uzdrowieniu w sieci.

Początkowo miała to być jednorazowa „wrzutka”, a tymczasem inicjatywa się rozrasta.

Rzeczywiście, miałem zamiar zamieścić tylko ten jeden tekst. Pojawiło się jednak mnóstwo komentarzy dopraszających się cyklicznych rozważań. Nie byłem co do tego przekonany, a moją linią obrony była świadomość, że nie mam czasu. Ale zadałem sobie pytanie: „Co Jezus zrobiłby w tej sytuacji?”. Z pewnością głosiłby Ewangelię, bo nigdy nie zostawił ludzi samych. I to mnie przekonało. Pomyślałem też, że może na ten dziwny czas to jest mój sposób na towarzyszenie innym. Dlatego też, gdy dzień po zamieszczeniu pierwszego komentarza obudziłem się o 4.00 nad ranem i nie mogłem zasnąć, stwierdziłem: „No to się pomodlę i może coś napiszę”. I tak już zostało. Od tego czasu codziennie budzę się o 4.00, modlę się i piszę komentarz.

Rozważania słowa Bożego do tego stopnia spodobały się internautom, że dziś nie zamieszcza już Ksiądz swoich przemyśleń na prywatnym profilu, ale na specjalnie stworzonym fanpage’u. Była taka potrzeba?

Tak, dość szybko musiałem stworzyć osobną stronę. Po kilku dniach od udostępnienia pierwszego posta o mojej inicjatywie napisał portal lowicz24.eu. I wtedy zacząłem dostawać wiele zaproszeń na Facebooku. Ludzie, których nie znałem, chcieli mieć dostęp do rozważań. W ten sposób niebezpiecznie zbliżałem się do posiadania 5000 znajomych, a przekroczenie tej liczby sprawiłoby, że mój profil przestałby być prywatny. Tego chciałem uniknąć, więc poprosiłem o pomoc mojego przyjaciela Maćka Białka, który na co dzień zajmuje się grafiką, stronami internetowymi. Po namyśle uznaliśmy, że stworzę blog osobisty, na którym będę zamieszczał komentarze. Także Maciek zaprojektował moje logo i baner.

One też mają swoją historię.

Tak, sięgają czasów mojego posługiwania w skierniewickiej wspólnocie Apostoł i zespole muzycznym Good Band. Kiedy zmieniałem parafię, dostałem od przyjaciół koszulkę z logo MMA – Marcin Moks Apostoł. To zabawny motyw łączący moją posługę i sztuki walki. Właśnie to wykorzystaliśmy do mojego bloga. Jest jeszcze baner, który poprzez swoją śmieszną grafikę zachęca do ewoluowania ze słowem Bożym. W ogóle zależy mi na tym, by to, co jest o mnie, podane było z dystansem, w sposób żartobliwy. Bo to nie jest blog o mnie, ale o słowie Bożym, o jego mocy. I tylko to się liczy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama