Nowy numer 9/2021 Archiwum

Ona zrobiła inaczej

– Rocznica śmierci jest zwykle ważna dla osób najbliższych, pielęgnujących pamięć o osobie, która odeszła. Trzeba być kimś wyjątkowym, trzeba być naprawdę kimś, żeby pamięć nosiły w sobie kolejne pokolenia ludzi. Taką osobą jest bł. matka Marcelina – mówił ks. Paweł Kozakowski.

We wtorek 5 stycznia Zgromadzenie Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP w Szymanowie uroczyście obchodziło 110. rocznicę śmierci bł. Marceliny Darowskiej, swojej matki założycielki. Tego dnia w kaplicy przy ołtarzu ustawiono obraz błogosławionej oraz jej relikwie. Mszy św. przewodniczył ks. Kozakowski, kapelan sióstr. Z powodu pandemii w obchodach nie wzięli udziału goście z zewnątrz. Uczennice, absolwentki, rodziny, przyjaciele zgromadzenia oraz czciciele błogosławionej uczestniczyli w Eucharystii dzięki transmisji radiowej.

Poddana woli Bożej

Obchody poprzedziła nowenna do bł. matki Marceliny, podczas której w specjalnie nagranych filmach siostry przypomniały życie i główne myśli błogosławionej, żony, matki, wdowy i zakonnicy. – Kościół pozwala nam świętować i cieszyć się z daru, jakim jest od Boga bł. Marcelina – mówił w homilii ks. Kozakowski. – Owoce życia matki Marceliny są bogactwem nas wszystkich. I mamy z nich korzystać, bo po to Kościół ogłasza świętych i błogosławionych. A warto słuchać bł. Marceliny, bo to jest kobieta mądra, która z jednej strony otrzymała ten dar mądrości od samego Boga, a z drugiej uczyła się mądrości w życiu. Tak ukształtowała się błogosławiona, zakonnica, która poznała trud zwykłego życia, która poznała wysiłek, co znaczy rozeznawanie swojej drogi życia, co znaczą macierzyństwo i cierpienie – mówił kaznodzieja. Kapłan, przywołując trudne chwile z życia błogosławionej – przedwczesną śmierć męża i synka, zauważył, że Marcelina mogła zamknąć się w swoim bólu i żalu do Boga. Ona zrobiła inaczej. Bardziej otworzyła się na Boga, który dał jej nowe możliwości. – Pozwoliła się poprowadzić Opatrzności. Została założycielką zgromadzenia sióstr niepokalanek, mistrzynią życia duchowego, autorką nowoczesnego systemu wychowania. Tak owocuje poddanie się Bożemu prowadzeniu – mówił. Marcelina Darowska zmarła 5 stycznia 1911 roku. Dzieło, któremu poświęciła się bez reszty, trwa do dzisiaj. Wśród notatek, jakie po sobie pozostawiła, jest wiele takich, do których zwłaszcza dziś warto wracać. 6 października 1996 r. na pl. św. Piotra w Rzymie Ojciec Święty Jan Paweł II zaliczył Marcelinę w poczet błogosławionych.

Nie na rok, na pokolenia

Fakt, że okrągła rocznica śmierci bł. Marceliny zbiegła się z Rokiem św. Józefa, Rokiem Rodziny, siostry niepokalanki uznały za opatrznościowy. Izolacja, którą wymusiła pandemia, choroba wielu sióstr pozwoliły im jeszcze mocniej doświadczyć daru jedności we wspólnocie, a także uniwersalizmu przesłania błogosławionej, której nauki i rady nie straciły na aktualności. – Przygotowując się do wspomnienia i rocznicy śmierci naszej założycielki, przez cały czas czułam, jak Pan Bóg nas prowadzi. W tym, co się działo, widzę Boże działanie – mówi s. Maria Leticja, przełożona generalna. – Podczas spotkań przełożonych online postanowiłyśmy, że rocznicę poprzedzi nowenna, którą będziemy zamieszczały także w internecie. Podzieliłyśmy się zadaniami, a potem odczytywałyśmy kolejne znaki. Chyba wszystkie poczułyśmy, że jeszcze głębiej mamy wejść w naszą duchowość, posługę. By to zrobić, potrzeba czasu, modlitwy, przemyślenia tego, czym jest nasze życie dla Boga, czym służba, czym wychowanie. Wzorem są dla nas Matka Boża i matka Marcelina. Tego dnia byłyśmy bardzo blisko przy jednej i drugiej – dodaje s. Leticja.

Podobne myśli towarzyszyły także innym siostrom. – Przygotowując nowennę, mocno odczułam, że tym, na czym mi najbardziej zależy, jest budowanie jedności. Nasza matka o Szymanowie mówiła, że to ziemia miłosierdzia, po której dużo się spodziewa. Modląc się przed jej relikwiami, prosiłam o jedność w sobie, między nami. Bardziej rozumiem, dlaczego matce Marcelinie na tym tak zależało – mówi s. Rut. W roku, w którym nie dane było siostrom zorganizowanie uroczystości z rozmachem, szymanowskie niepokalanki wykorzystały ten czas na budowanie relacji we wspólnocie, na tworzenie więzi, tak jak uczyła tego matka założycielka. – Będąc w odosobnieniu, doświadczając niezwykłej życzliwości ze strony naszych uczennic, absolwentek, a także widząc, jak one wzajemnie się wspierają, po raz kolejny, na nowo doświadczyłyśmy, jak mądrą, dalekowzroczną kobietą była nasza matka, która właśnie w budowaniu relacji widziała siłę – mówi s. Benedykta. – Trzeba jasno powiedzieć, że Marcelina nie jest na rok, ona jest na życie, i to nie jedno. Dla mnie jest to podawanie sztafety od naszych poprzedniczek następnym pokoleniom. Naszym zdaniem jest poszukiwanie nowych form, ale sama idea – rodzina, kobieta, wychowanie – są tak ważne, że tego nie można zaniechać – tłumaczy s. Benedykta.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama