Nowy numer 9/2021 Archiwum

Bo „jutro” może nie nadejść…

– Choroba nauczyła mnie szczerej wdzięczności. Każdego ranka mówię: „Dziękuję, Boże, że się obudziłam!”. Wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej, więc pora zacząć od nowa – mówi Małgorzata Jacaszek-Piekarska.

Przeszła przez najgorsze – chorobę nowotworową z wizją pozostawienia trojga dzieci. W tym czasie pochowała swojego tatę i przyjaciółkę. Jednak zwyciężony rak piersi, który wydawał się końcem wszystkiego, stał się początkiem nowego podejścia do życia – dostrzegania i doceniania tego, co ulotne, cieszenia się z rzeczy małych, a także świadomości, że nie wolno niczego odkładać na jutro, bo nie wiadomo, czy „jutro” nastąpi. Małgorzata Jacaszek-Piekarska, na której leczenie skierniewiczanie zbierali pieniądze, powoli szuka swojego miejsca w życiu, które – jak mówi – powtórnie dostała. Ruszył już jej autorski kanał na You Tubie.

Mam dla kogo żyć

Diagnozę usłyszała w styczniu 2019 roku. Lekarze od razu wiedzieli, że ten rodzaj raka jest niezwykle agresywny, a choroby rodzinne wskazywały na to, że walka o życie będzie trudna. Małgosia, wtedy aktywna dziennikarka, nie mogła uwierzyć w to, co słyszała. – Moja mama zmarła na raka piersi, więc zawsze starałam się być bardzo czujna. Badałam się regularnie, dbałam o to, by w mediach, w których pracowałam, pojawiały się materiały dotyczące profilaktyki, miałam stały kontakt z amazonkami. A jednak nie wierzyłam, że ta diagnoza dotyczy mnie. Podpisałam wtedy umowę z biurem turystycznym, miałam głowę nabitą planami na cały rok. Wiedziałam, że jeszcze tylko USG i wyjeżdżam – wspomina.

Nie wyjechała. Do realizacji planów również nie wróciła. Wraz z leczeniem pojawiły się kolejne trudności. Tata Małgosi zachorował na stwardnienie boczne zanikowe. Życie uchodziło z niego z miesiąca na miesiąc. – Nie miałam już mamy, wychowywałam dzieci sama, przez co tak naprawdę musiały szybko dorosnąć i zaopiekować się nie tylko sobą, ale i nami – mówi Małgorzata. Wspomina, że sama będąc wtedy na skraju depresji, była jednak podporą dla taty. Dziś ma świadomość, że motywację znajdowała w chęci życia dla dzieci i w relacji z Bogiem. – Wiedziałam, że muszę żyć, że chcę żyć, bo mam dla kogo. Modlitwa pomagała mi znaleźć siłę do walki – wyznaje.

W międzyczasie okazało się, że najskuteczniejsze leki nie są refundowane. Rozpoczęły się więc zbiórki, aukcje, koncerty. Był to czas, kiedy na drodze Małgosi stanęło wielu wyjątkowych ludzi. Niestety, był to również moment weryfikacji wielu dotychczasowych relacji. – Zostali przy mnie tylko najbliżsi. Na szczęście zaczęli odzywać się też ludzie, którzy radzili mi, jak marketingowo rozwinąć zbiórkę, żeby przyniosła ona jak najwięcej pożytku. Dodatkowo wielu ludzi z miasta zaangażowało się w koncert charytatywny i aukcję – mówi Małgorzata.

„Koncert serc”, zorganizowany w styczniu 2020 r., w który włączyli się tacy artyści, jak Tamara Arciuch, Bartek Kasprzykowski, Bartosz Opania, Adam Fidusiewicz, Michał Borowski, Justyna Panfilewicz czy Iwona Manista-Kurtyś, przyczynił się do zebrania ok. 25 tys. zł. Zorganizowana została również aukcja, na którą skierniewiccy artyści przekazali swoje prace. Wśród dzieł sztuki znalazł się także naszyjnik podarowany przez pierwszą damę Agatę Kornhauser-Dudę wraz z listem z dedykacją. Organizację kolejnego koncertu uniemożliwiła pandemia, natomiast do dziś trwa zbiórka na stronie: skarbonka.alivia.org.pl, która pomaga Małgorzacie ponieść koszty wciąż trwającego leczenia. Poprzez tę stronę można również przekazać 1 proc. podatku dochodowego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama