Nowy numer 14/2021 Archiwum

Ta obecność zmienia

W każdą niedzielę Wielkiego Postu najpierw uczestniczą w sumie, potem przywdziewają czerwone peleryny, biorą krzyż, świece i – tak, jak ich przodkowie – przechodzą od stacji do stacji, towarzysząc Jezusowi od momentu skazania aż do złożenia w grobie.

Ze strony internetowej parafii katedralnej Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja w Łowiczu dowiadujemy się, że grupa Bractwa Różańcowego istnieje tam nieprzerwanie od końca XVII wieku. Dawniej przy katedrze istniało wiele innych bractw. Dziś zostali tylko oni. Brastewni – bo tak też są nazywani. Niewykluczone, że są starsi niż łowicka Piesza Pielgrzymka, która w tym roku wyruszy po raz 366. Niewykluczone, że brastewni mieli swój udział w jej zainicjowaniu.

Członkowie Bractwa Różańcowego w ramach liturgii stanowią asystę posługującą przy biskupie i kapłanach. Biorą udział w modlitwach różańcowych, procesjach, adoracjach Jezusa Eucharystycznego podczas niedzielnych i czwartkowych Mszy św. Na czas ważnych uroczystości zakładają odświętny strój łowicki.

W Wielkim Poście, w każdą niedzielę, prowadzą staropolską, przejętą z tradycji ojców, śpiewaną Drogę Krzyżową. Podczas jej odprawiania mają na sobie czerwone peleryny, które są darem od poprzedniego proboszcza. Nabożeństwo kończy się oryginalnym błogosławieństwem i odmówieniem pięciokrotnie „Ojcze nasz”, „Zdrowaś, Maryjo” i „Chwała Ojcu” na cześć Pięciu Ran Chrystusowych. A potem jeszcze raz modlitwy te są powtarzane w intencji Ojca Świętego. Na koniec każdy z uczestników oddaje cześć krzyżowi. Droga Krzyżowa prowadzona przez bractwo trwa około godziny. – Z ustnych przekazów wiemy, że wcześniej miała bardziej rozbudowane rozważania i trwała nawet dwa razy dłużej – mówi Tadeusz Uczciwek, przewodniczący bractwa.

– Nigdzie nie spotkałem się z tym, by to nabożeństwo odprawiać w… niedzielę. Nie wiem, kto wprowadził taką praktykę, ale myślę, że daje ona możliwość rozważania męki Pana Jezusa także tym, którzy na co dzień, z powodu pracy czy obowiązków, nie mogą w tygodniu w niej uczestniczyć. Zapraszamy wiernych, by włączali się w nasze modlitwy. Nasze rozważania, a także pieśni mają bardzo głęboką treść. Ja najbardziej wzruszam się przy stacji 12. Ale moimi stacjami są też 3. i 6. – wyznaje pan Tadeusz. Po Drodze Krzyżowej brastewni nie wracają na obiad do domu. Zostają w świątyni i wraz z kobietami śpiewają stare pieśni wielkopostne. Potem uczestniczą w Gorzkich Żalach, które kończy procesja. One także są dla nich dużym przeżyciem.

– Czas spędzony przy Panu Jezusie szybko płynie. Wydaje się, że te 4 godziny, które jesteśmy w kościele, trwają znacznie krócej. Jedno jest pewne – po powrocie do domu jest się innym. Ta obecność zmienia, człowiek staje się uważniejszy, stara się nie popełniać błędów, czuje bliskość Boga – podkreśla T. Uczciwek. Z zeszytów, które są w posiadaniu bractwa, wiemy, że kiedyś należało do niego ponad 200 osób. Dziś jest ich ok. 20. Nie wszyscy, ze względu na wiek, przychodzą do świątyni. Stąd w sercach członków wspólnoty pragnienie, by ich szeregi zasilili młodzi mężczyźni, którzy przez kolejne lata będą kontynuować tę niepowtarzalną tradycję. Najmłodszym członkiem jest pan Piotr, któremu wiarę od dziecka wszczepiał ojciec.

– Tata zabierał mnie na Msze św., nabożeństwa, uroczystości. Potem zachęcał do tego, bym nie tylko się modlił, ale także angażował w życie Kościoła, bo – jak mówił – obok modlitwy bardzo ważna jest konkretna troska – wspomina pan Piotr. – Ojciec był bardzo gorliwy i zaangażowany. Uczył, że na pierwszym miejscu zawsze ma być Bóg. Uważał, że mężczyzna swojej wiary nie może się wstydzić. Kiedy pewnego razu złamał rękę i nie mógł nieść baldachimu ani chorągwi, poprosił, bym go zastąpił. W ten sposób poznałem się z bractwem. Po kilku latach jeden z brastewnych poprosił, bym do nich dołączył. Zrobiłem to. Cenię sobie tę tradycję, to, że mogę być tak blisko Jezusa Eucharystycznego.

Trudno opisać, co czuję w sercu. Na pewno nie chodzi o to, by się pokazać, ale by być jak najbliżej swojego Mistrza – wyznaje pan Piotr. W bractwie jest także Władysław Jabłoński. Jako pierwszy do wspólnoty dołączył jego starszy brat Zdzisław. – Gdy zostałem poproszony o niesienie baldachimu, chętnie się zgodziłem. Dla mnie to wielki zaszczyt. Potem przyłączył się do nas młodszy brat Stanisław. Jeden zaczął, reszta poszła za nim. Teraz jest nas w bractwie trzech braci. Stanowimy silną ekipę. Bycie blisko ołtarza, Pana Jezusa jest dla nas zaszczytem. Dzięki temu bardziej rozumiemy, jak wiara jest ważna – mówi W. Jabłoński.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama