Nowy numer 14/2021 Archiwum

Na pełen etat dla Pana

– Kiedy ktoś mówi do mnie: „Agata, przecież to niemożliwe!”, odpowiadam: „Wiem. I to jest robota dla mojego Boga” – opowiada ze śmiechem Agata Nowak.

Mówią, że mają jeden cel – nieść ludziom Jezusa. Na wiele sposobów. Poprzez pomoc doraźną, dodanie otuchy, przyniesienie radości czy nadziei. Monika Łazęcka i Agata Nowak, przyjaciółki, po spotkaniu z Bogiem nie potrafią o Nim nie opowiadać. Czasem słowem, czasem czynem. Starają się opierać życie na tym, co Kościół proponuje wiernym szczególnie w okresie Wielkiego Postu – na poście, modlitwie i jałmużnie. Co ciekawe, książka, którą wydały w ostatnim czasie, ukazała się właśnie we Środę Popielcową.

Modlitwa

– Moje życie zmieniło się dokładnie 9 lutego 5 lat temu, kiedy poszłam pierwszy raz na spotkanie wspólnoty – wspomina Agata. Była wtedy po kolejnym poronieniu, bliska depresji. Koleżanka ze szkolnej ławki opowiedziała jej o Bogu, który ochrania, ocala i kocha bezgranicznie.

– Na początku myślałam, że to sekta, ale pojechałam. W modlitwie poprosiłam o pokój serca, uznałam też Jezusa Panem. I tak się zaczęło. Od tamtego dnia życie moje i mojej rodziny zmieniło się nie do poznania – wspomina kobieta. Dziś Agata nie wyobraża sobie dnia bez modlitwy słowem Bożym i Eucharystii. Monika również. W swojej wspólnocie założyła grupę modlitwy słowem Bożym. – Po ukończeniu kursu biblijnego wciąż czułam niedosyt. Przyszedł mi pomysł założenia grupy tam, gdzie jestem. Spotykamy się raz w miesiącu i dzielimy fragmentami Pisma, którymi modliliśmy się w trakcie minionych dni. Aktualnie medytujemy nad Psalmami – tłumaczy.

Książka „Dotknięta przez Boga, przemieniona na zawsze”, wydana na początku Wielkiego Postu, opowiada historię nawrócenia Agaty, ale jest też zbiorem kilku innych świadectw. Każdy rozdział poprzedzony jest wierszem napisanym przez Monikę. – Kiedyś w pracy opowiadałam swoją historię i zażartowałam, że jeszcze napiszę o tym książkę. Tak dla jasności – nigdy nie potrafiłam dobrze pisać. Wypracowania w szkole były dla mnie udręką. A jednak stało się. Przed rozpoczęciem redagowania powiedziałam Bogu: „OK, ale Ty dyktuj, bo ja nie umiem pisać”. I podyktował – uśmiecha się.

Post i jałmużna

Modlitwa i zażyła więź z Bogiem nie pozostały bezowocne. W niedługim czasie przyjaciółki zapragnęły zrobić coś dla innych. Chciały, by ich działania skupiły się na uczynkach miłosierdzia. Pomyślały o założeniu fundacji, ale żadna z nich nie wiedziała, od czego zacząć.

– Za to podczas modlitwy przyszedł mi do głowy konkretny człowiek, do którego mogłybyśmy się zwrócić. Gdy zapytałyśmy go o chęć pomocy, przyznał, że od 6 miesięcy zastanawia się, jak mógłby wspierać innych – opowiada Monika. W taki sposób powstała w Skierniewicach Fundacja „Niebo otwarte”, która – choć bardzo młoda – na swoim koncie ma już pokaźną liczbę akcji. Pomoc samotnym matkom, rozdawanie żywności i ubrań ubogim, wsparcie finansowe rodzin, zainstalowanie windy w domu niepełnosprawnej kobiety, zbiórka na rehabilitację, a nawet wybudowanie mieszkalnego kontenera dla potrzebującego – to tylko część działań, jakich podjęła się fundacja. Na początku roku Agata podjęła decyzję, że rezygnuje z pracy, by móc bardziej zaangażować się w pomoc społeczną.

– To nie była łatwa decyzja. Zarobki, praca – to wszystko jest ważne. Ale od miesięcy pracował we mnie pomysł, by robić coś bardziej sensownego, działać dla innych. Dziś wiem, że to była dobra decyzja. Jestem wolna, pogodna, czuję, że pracuję dla Boga na pełen etat – tłumaczy. W fundacji działa kilka osób. Kobiety mówią, że wieści o potrzebujących docierają do nich w przeróżnych miejscach. Tak samo niespodziewanie znajdują się sponsorzy. – Owszem, organizujemy zbiórki, ale nigdy nie musieliśmy dopraszać się o pieniądze. One się po prostu znajdują. Tyle, ile potrzeba – wyjaśnia Monika. To, czym przyjaciółki dopełniają swoją relację z Bogiem, to post. – Kiedyś narzucałam sobie surowe posty. Chleb i woda czy też same warzywa – wspomina Monika.

– Aktualnie również poszczę, jednak mój post ewoluował. Dziś rezygnuję z pewnych czynności na rzecz większej ilości czasu spędzonego z Bogiem na modlitwie. Chcę, by w moim życiu było jeszcze więcej słowa Bożego i Eucharystii. To jest centrum mojej wiary – przekonuje. Agata dodaje, że dzięki poszczeniu Bóg uwolnił ją od wielu drobnych, ale obciążających nałogów, takich jak kompulsywne jedzenie słodyczy czy nadmierne oglądanie telewizji. Mimo to dziś również najbardziej ceni sobie czas spędzony z Bogiem. Stała się też fanką… rzeczy niemożliwych. – Wierzę w niemożliwe, bo wiem, że za ich dokonaniem będzie stał mój Bóg – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama