Nowy numer 23/2021 Archiwum

Z tira na ranczo

– Wypadek był dla mnie jak zderzenie ze ścianą, które mnie zatrzymało. Leżałam w łóżku i myślałam o swoim życiu. I wiedziałam, że muszę coś zmienić – opowiada Agata Sierajewska.

Powiedzieć o niej, że jest „kobietą pracującą, która żadnej pracy się nie boi”, to nie powiedzieć nic. Mimo jej młodych lat długo można by wymieniać, z ilu pieców jadła chleb. Agata Sierajewska ma w sobie energię i odwagę, by szukać odpowiedniej dla siebie drogi. Po długiej podróży zawodowej, która prowadziła ją przez dziennikarstwo, motoryzację, prowadzenie sklepu i fizjoterapię, wróciła do tego, co kocha najbardziej – pracy ze zwierzętami. Dziś wraz z mężem Łukaszem prowadzi pod Skierniewicami gospodarstwo agroturystyczne „Pastuszkowe Ranczo”.

Z końmi za pan brat

Agata opowiada, że od wczesnego dzieciństwa kochała konie. Naukę jazdy rozpoczęła w wieku 10 lat, a pierwsze zwierzę rodzice kupili jej, gdy była w gimnazjum. – Mieszkaliśmy w bloku. Kiedy tylko przejeżdżała furmanka i słychać było stukot kopyt, wiedzieliśmy, że Agata już stoi w oknie i obserwuje. Dlatego też, gdy pojawiła się możliwość kupna zwierzęcia i hotelowania go w stajni, skorzystaliśmy z tej możliwości – opowiada pani Dorota, mama Agaty. Pasja jeździecka nie minęła z wiekiem. Wręcz przeciwnie – wciąż się rozwijała. Jako nastolatka Agata spędzała wiele godzin w siodle. – Dziś, gdy o tym myślę, wydaje mi się to szalone – wspomina. – Zdarzało się, że wsiadałam na konia i jeździłam po kilka godzin. Często nie wiedziałam, gdzie jestem i jak wrócić do domu. Miałam nadzieję, że koń wie – śmieje się.

Mówi, że czas spędzony w stajni był dla niej sposobem na przetrwanie okresu dorastania. Ucieczką, ostoją, relaksem, źródłem spokoju. Dlatego też pragnęła związać swoje życie i pracę zawodową z tymi właśnie zwierzętami. Ukończyła kurs instruktora jazdy, a także hipoterapię. Sądząc, że to za mało, by pomagać niepełnosprawnym, studiowała też fizjoterapię i integrację sensoryczną. – W Polsce hipoterapia wciąż raczkuje. Kojarzymy ją z pomocą w zakresie koncentracji, koordynacji. Tymczasem kontakt z końmi daje niezwykłe efekty w pracy z ludźmi nieporuszającymi się samodzielnie. Wzorzec chodu konia jest identyczny jak człowieka. Kiedy osoba niepełnosprawna siedzi w siodle, bodźce są przekazywane, a to pomaga uczyć się ruchu. Myślę, że to najlepsza terapia alternatywna. Zainteresowanie nią jest aktualnie bardzo duże – tłumaczy.

Dziś mimo zdobytego wykształcenia Agata nie może jeszcze rozpocząć prowadzenia hipoterapii, gdyż w „Pastuszkowym Ranczu” brakuje odpowiedniej infrastruktury. Niemniej jest to jej marzenie, do którego wytrwale dąży. A droga do celu była wyboista…

Uziemiona w jednej chwili

Ukończyła dziennikarstwo. Pracowała w zawodzie prawie 2 lata i wspomina ten czas jako niezwykle rozwojowy. Jej pasje powędrowały w stronę dziennikarstwa motoryzacyjnego, dlatego też zrobiła prawo jazdy na wszystkie pojazdy (śmieje się, że zostały jej tramwaj, czołg i samolot). To był czas, kiedy jazda na motocyklu przebiła wieloletnią miłość do jazdy konnej. Motoryzacja spodobała jej się do tego stopnia, że przez 3 miesiące jeździła jako kierowca tira do Anglii. – Dość szybko zdałam sobie sprawę, że to nie na mój temperament. Życie w jednej kabinie, wciąż w trasie, to nie dla mnie – tłumaczy.

Następnie pracowała jako kierowca autobusów miejskich. 3 lata woziła pasażerów, którzy niejednokrotnie dziękowali jej za delikatną, płynną jazdę. W tym czasie kupiła też pierwsze konie i poświęcała im każdą wolną chwilę. Aż do momentu, gdy zatrzymał ją... wypadek. Dziś, z perspektywy czasu, mówi, że upadek z konia był momentem zwrotnym w jej życiu. – To było jak nagłe zatrzymanie rozpędzonego pociągu. W jednej chwili zostałam uziemiona. Leżałam w łóżku i myślałam o swoim życiu, o jego celu. Uświadomiłam sobie, że nie chcę wracać z pracy wykończona i mieć tylko ochłapy czasu na to, co kocham najbardziej. Postanowiłam, że pora coś zmienić, czas najwyższy wyjść z rutyny i pokierować życiem po swojemu – mówi Agata.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama