Reklama

    Nowy numer 11/2023 Archiwum

Mamy ręce do pracy

– Tydzień po powrocie do domu żona powiedziała mi, że mam 10 m wzrostu. Rzeczywiście, czułem się wielkim facetem. To, czego doświadczyłem podczas Oblężenia Jasnej Góry, przerosło moje oczekiwania – opowiada Paweł Łabęcki.

Są jedyną taką wspólnotą w diecezji łowickiej. Mimo że w Polsce i poza jej granicami ruch Mężczyzn św. Józefa działa coraz prężniej, na naszym terenie tylko kutnowska parafia pw. św. Jana Chrzciciela może pochwalić się swoim kołem tej wspólnoty. Mężczyźni do niej należący zapewniają, że to właśnie w męskim kręgu odnaleźli swoje miejsce w Kościele. Będą robić wszystko, by powołać do życia kolejne wspólnoty.

Z Jasnej Góry do Kutna

Wszystko zaczęło się od ks. Mirosława Romanowskiego, proboszcza parafii, który zainteresował się męskimi wspólnotami w Kościele. Gdy pojechał na Oblężenie Jasnej Góry, nie mógł uwierzyć w to, co widzi – pełną bazylikę mężczyzn słuchających prelekcji o roli mężczyzny w rodzinie i Kościele. – Wtedy otworzyły mi się oczy i dotarło do mnie, że to mężczyźni są odpowiedzialni za wiarę w rodzinach, to oni prowadzą do nieba. Dlatego mężczyzna jest pierwszym wrogiem szatana – mówi ks. Mirosław. – Potrzeba mężczyzn, którzy będą stali na straży rodziny, małżeństwa, wartości – twierdzi. Po odbyciu szkolenia dla księży opiekujących się wspólnotami męskimi proboszcz zorganizował parafialny wyjazd na Oblężenie Jasnej Góry. – Nigdy nie doświadczyłem czegoś podobnego – wspomina Andrzej Linkiewicz, lider wspólnoty. – Było nas ok. 5 tys. mężczyzn. Silnych, prawdziwych, modlących się mężczyzn. Słuchaliśmy konferencji czołowych prelegentów dotykających typowo męskich tematów. A kiedy zabrzmiała „Bogurodzica” i poczułem, że aż ziemia drży od naszego śpiewu, ścisnęło mi się gardło ze wzruszenia – opowiada pan Andrzej, który po powrocie miał pewność, że nie może dobra, które przeżył, zatrzymać dla siebie, ale musi się nim dzielić. Z pomocą mężczyzn z Łodzi udało się w 2018 r. zawiązać wspólnotę w Kutnie.

Wzrastają w męskim gronie

Aktualnie Mężczyźni św. Józefa spotykają się dwa razy w miesiącu. Pierwsza środa miesiąca poświęcona jest formacji. Dotychczas była ona oparta o książkę „Drogowskazy”, natomiast ze względu na Rok św. Józefa mężczyźni zdecydowali się pochylić nad listem papieża Franciszka „Patris corde”. Trzecia środa miesiąca to spotkanie bardziej robocze, podczas którego jest więcej czasu na rozmowę o tym, co codzienne, trudne, wymagające wsparcia. A podstawową modlitwą jest Różaniec. – Byłem już w innych wspólnotach, ale dopiero tu w pełni się realizuję, wiem, że jestem częścią Kościoła – mówi Krzysztof Szymański. – Odnajduję tu męskie wzorce ludzi wierzących. Tu jestem bliżej św. Józefa. To nasz patron i wierzę, że kibicuje każdemu z nas. To, że dzielimy się wiarą i życiem w męskim gronie, jest dla mnie bogactwem. Wiem też, że mam tu swoje 5 groszy do wtrącenia – tłumaczy. Ale doskonała formacja to niejedyna rzecz, na której im zależy. – Nie chcemy być kółkiem wzajemnej adoracji – mówi pan Andrzej. – Chcemy nieść dobro innym, choć epidemia nieco pokrzyżowała nam plany. Udało nam się zorganizować spotkania filmowe z wartościowym kinem dla mężczyzn. Gdy będzie to możliwe, chcielibyśmy zaktywizować ojców i synów. Wspólne kajaki, wyprawy czy choćby praca przy parafii... – wymienia.

To ostatnie mocno leży im na sercu. – Jesteśmy do dyspozycji naszego proboszcza – wtrąca pan Paweł. – Kiedy mówi nam, że jest coś do zrobienia, od razu się zjawiamy. Mamy ręce do pracy, chcemy pomagać. Nic tak nie jednoczy jak wspólny wysiłek. Chcemy w taką posługę włączyć też synów. Ksiądz Mirosław po dwóch latach towarzyszenia wspólnocie mówi, że tego właśnie mężczyznom w Kościele potrzeba – męskiego środowiska. – Aby wzrastać, mężczyźni muszą odkryć swoją tożsamość. Tylko w otoczeniu innych mężczyzn mogą zrozumieć samych siebie. Tu otrzymują wsparcie, mogą się otworzyć. Wspólnoty mężczyzn to potrzeba tych czasów. I szansa na przetrwanie wszelkich kryzysów – przekonuje ks. Mirek, bez którego – jak twierdzą panowie ze wspólnoty – nie byłoby kutnowskiego koła. – Nasz proboszcz to niezwykła postać – wspiera nas i mobilizuje do pracy nad sobą. Mamy ogromne szczęście do opiekuna duchowego. Dzięki niemu chcemy być w parafii, w Kościele – dodaje pan Andrzej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy