Nowy numer 23/2021 Archiwum

TATAraki. Konrad Zakrzewski

Trwa rok poświęcony św. Józefowi, w którym rozmawiamy z kapłanami i ojcami o mężu Maryi. W ramach cyklu "TATAraki" o św. Józefie, wzorze mężczyzny działającego, sprawczości, bycia świadkiem Jezusa Zmartwychwstałego i zachwytu nad dziećmi opowiedział nam Konrad Zakrzewski.

Agnieszka Napiórkowska: Patronem roku 2021 papież Franciszek uczynił św. Józefa. Jakim mężczyzną jest On dla Ciebie, co o Nim myślisz, w czym Cię inspiruje?

Konrad Zakrzewski: – Decyzja papieża była dla mnie pretekstem do tego by się pochylić nad osobą św. Józefa, nad jego życiem. Myśląc o nim, widzę mężczyznę działającego, człowieka, który mimo że musiał się zmagać z wątpliwościami, wiążącymi się z przyjęciem Maryi, zaufał Panu Bogu i poddał się Jego woli. To jest inspirujące. Ja zauważam w sobie trudność w takim totalnym zaufaniu. Św. Józef jest wzorem brania odpowiedzialności za zobowiązania, które się podjęło, wzorem ojca, przekazującego dziecku wartości - fundamenty dorosłego życia. A fakt, że mało mówił jest wyzwaniem do tego, by bardziej działać niż ględzić.  

Być ojcem, co to dla Ciebie znaczy?

– Pierwsze słowo, jakie kojarzy mi się z ojcostwem to odpowiedzialność: za rodzinę, za dzieci, za ich bezpieczeństwo, ale też rozwój duchowości, wpojenia wartości i zdolności brania życia we własne ręce. Wydaje mi się, że to, co ja, jako ojciec mogę dać dzieciom to jest sprawczość. Mam tu na myśli zdolność psychiczną do tego, aby działać. To jest według mnie kluczowe. Bezsprzecznie ojciec powinien obdarzyć dzieci czułą miłością ale w perspektywie długofalowej rolą ojca jest przygotowanie dzieci do życia, tak by cykl życia mógł być kontynuowany.

Wiem, że w czasie trwania Waszego małżeństwa przeżyłeś nawrócenie. Czy po tym jak spotkałeś Boga, zmieniło się też Twoje ojcostwo? 

– Myślę, że się zmieniło. Kiedy się nawróciłem moje dzieci nie były już małe. Staram się być dla nich świadkiem tego, że Jezus zmartwychwstał, świadkiem tego, w co uwierzyłem. Są na tyle dorośli, żeby powiedzieć, „jeżeli ociec tak myśli i jest to dla niego ważne to może i ja się w tym mogę odnaleźć”. Mam silne poczucie, że wiara jest czymś, co człowiek musi podjąć sam, to decyzja a nie uczucie. Ona ma sens tylko wtedy, gdy człowiek naprawdę spotyka Boga. Ja nie mogę za moje dzieci spotkać Jezusa. One to muszą zrobić same. Rozmawiam z nimi na ten temat przy różnych okazjach, był czas, że razem czytaliśmy i komentowaliśmy Pismo Święte. Chcę by one wiedziały, że fakt, iż spotkałem Pana Boga na nowo określił moje życie. Te tematy wracają w rozmowach i to mnie cieszy. Daję dzieciom wolność, nie naciskam, nie zmuszam. To jest bardzo ważna rzecz dla mnie, ponieważ mi Bóg dał ponad 40 lat na to bym Go odnalazł. On zawsze daje wolność, to jest podstawowy warunek miłości. Zmuszanie kogoś do relacji jej nie zbuduje.


Cała rozmowa w 18. numerze papierowego wydania "Gościa Łowickiego".

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama