GN 30/2021 Archiwum

Jestem świadkiem tego, w co uwierzyłem

O św. Józefie, wzorze mężczyzny działającego, sprawczości, byciu świadkiem Jezusa Zmartwychwstałego i zachwycie nad dziećmi opowiada Konrad Zakrzewski, mąż Ewy, tata Kasi, Mikołaja, Kuby i Konrada.

Agnieszka Napiórkowska: Patronem roku 2021 papież Franciszek uczynił św. Józefa. Jakim mężczyzną jest on dla Ciebie, co o nim myślisz, czym Cię inspiruje i zachwyca?

Konrad Zakrzewski: Decyzja papieża była dla mnie pretekstem do tego, by się pochylić nad św. Józefem, nad jego życiem. Myśląc o nim, widzę mężczyznę działającego, człowieka, który – mimo że musiał się zmagać z wątpliwościami wiążącymi się z przyjęciem Maryi – zaufał Panu Bogu i poddał się Jego woli. To jest inspirujące. Ja zauważam w sobie trudność w takim totalnym zaufaniu. Święty Józef jest wzorem brania odpowiedzialności za zobowiązania, które się podjęło, wzorem ojca przekazującego dziecku wartości – fundamenty dorosłego życia. A fakt, że mało mówił, jest wyzwaniem do tego, by bardziej działać niż ględzić.

Być ojcem – co to dla Ciebie znaczy?

Pierwszym, co kojarzy mi się z ojcostwem, jest odpowiedzialność – za rodzinę, za dzieci, za ich bezpieczeństwo, ale też rozwój duchowości, wpojenia wartości i zdolności brania życia we własne ręce. Wydaje mi się, że tym, co ja jako ojciec mogę dać dzieciom, jest sprawczość. Mam tu na myśli zdolność psychiczną do tego, aby działać. To jest według mnie kluczowe. Bezsprzecznie ojciec powinien obdarzyć dzieci czułą miłością, ale w perspektywie długofalowej rolą ojca jest przygotowanie dzieci tak, by cykl życia mógł być kontynuowany.

Wiem, że w czasie trwania Waszego małżeństwa przeżyłeś nawrócenie. Czy po tym, jak spotkałeś Boga, zmieniło się też Twoje ojcostwo?

Myślę, że się zmieniło. Kiedy się nawróciłem, moje dzieci nie były już małe. Staram się być dla nich świadkiem tego, że Jezus zmartwychwstał, świadkiem tego, w co uwierzyłem. Są na tyle dorosłe, żeby powiedzieć: „Jeżeli ojciec tak myśli i jest to dla niego ważne, to może i ja się w tym mogę odnaleźć”. Mam silne poczucie, że wiara jest czymś, co człowiek musi podjąć sam, to decyzja, a nie uczucie. Ona ma sens tylko wtedy, gdy człowiek naprawdę spotyka Boga. Ja nie mogę za moje dzieci spotkać Jezusa. One to muszą zrobić same. Rozmawiam z nimi na ten temat przy różnych okazjach, był czas, że razem czytaliśmy i komentowaliśmy Pismo Święte. Chcę, by one wiedziały, że fakt, iż spotkałem Pana Boga, na nowo określił moje życie. Te tematy wracają w rozmowach i to mnie cieszy. Daję dzieciom wolność, nie naciskam, nie zmuszam. To jest bardzo ważna rzecz dla mnie, ponieważ mi Bóg dał ponad 40 lat na to, bym Go odnalazł. On zawsze daje wolność, to jest podstawowy warunek miłości. Zmuszanie kogoś do relacji nie zbuduje jej.

Masz osoby, które dla Ciebie są wzorem tego, jak być ojcem? Kimś takim był dla Ciebie Twój tata?

Tak, ale to jest nieco skomplikowane. Są takie obszary, które poprzez działanie mojego ojca zostały silnie zdefiniowane. I cieszę się, że są to pozytywne cechy, np. odpowiedzialność za rodzinę. Mój tata bardzo ciężko pracował. Wtedy były inne czasy. On nie pracował po to, byśmy wyjeżdżali na zagraniczne wczasy czy kupowali rzeczy z Peweksu. On tyrał po kilkanaście godzin po to, byśmy mogli zjeść obiad, walczył o byt, o chleb, a nie o kawior. To, że przy okazji był trochę pracoholikiem, to inna sprawa. To oczywiście odbijało się na naszej rodzinie. Nauczył mnie też wrażliwości na to, że ludzie mogą mieć inne zdanie niż ja, że trzeba z nimi rozmawiać, że trzeba ich szanować. Nauczył mnie także otwartości w okazywaniu uczuć. On nie wstydził się swoich ciepłych uczuć wobec dzieci, żony, przyjaciół. Jest wiele rzeczy, które mu zawdzięczam. Ale są i takie, które mnie też określiły przez to, że były rzeczami, w których był antywzorem. Taką rzeczą jest np. nałogowe palenie papierosów – co niechybnie przyczyniło się do tego, że zmarł w wieku 50 lat na raka – czy czasem nieefektywna praca. Biorąc te wszystkie rzeczy, uświadamiam sobie, co chcę, a czego nie chcę robić tak jak on. To podejście to też jego zasługa. On bowiem przekonywał mnie, że będąc mężczyzną, powinienem mieć własne zdanie. By tak było, stawiał mi wiele pytań i oczekiwał, że na nie odpowiem.

Co czujesz, gdy patrzysz na swoje dzieci?

Jestem nimi zachwycony. Są wspaniałe. Jestem dumny z ich osiągnięć i szczęśliwy, że jestem ojcem tak wspaniałych ludzi. Mam nadzieję, że ich życie potoczy się w dobrym kierunku pod każdym względem. W tej chwili, patrząc z żoną na nasze dzieci, myślimy o tym, że przychodzi moment, gdy one wychodzą z domu, gdy trzeba im pozwolić wyfrunąć. Najstarsi Kasia i Mikołaj już nie mieszkają z nami. Kuba pisze maturę i za chwilę też wyjedzie z domu. Za dwa lata zrobi to Konrad. Widać już zmianę, ale mamy poczucie, że tak powinno być.


agnieszka.napiorkowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama