GN 30/2021 Archiwum

Pożyteczny łańcuszek

– Każdy kupuje tylko jedną książkę dla nieznajomego dziecka, a dzieci mogą zostać obdarowane wieloma różnorodnymi pozycjami – tłumaczy Magda Mrzewa.

Od początku pandemii wiele akcji, wydarzeń przeniosło się do sieci. W telewizji i internecie jest mnóstwo propozycji, jak zająć dziecku czas, korzystając z telewizora, komputera czy telefonu. Także w internecie pojawiają się informacje, jak zmienić to, że dzieci spędzają średnio 10 (!) godzin dziennie przed ekranem. W ostatnich dniach zainteresowaniem cieszy się akcja „Książka dla nieznajomego dziecka”, która w oryginale i w zmienionej formie zachęca do wysyłania książek nieznajomym dzieciom. Maluchy i nastolatkowie odbierają kolejne książki, które wywołują uśmiech na twarzy i pozwalają na spędzenie czasu z lekturą – na tarasie, w ogrodzie, w wygodnym fotelu i bez używania multimediów.

Tylko nie e-book

Zmęczenie „onlinem” widać w każdym środowisku. Jednak najmocniej odczuwają je dzieci i młodzież. – Online daje wiele możliwości, ale ile można? Kilka godzin lekcji, korepetycje, chwila przerwy i z nudów włączamy seriale, gry. Większość książek teraz to e-booki. Supersprawa, bo jest dostęp do wielu pozycji, które ciężko dostać w księgarni albo bibliotece, a nawet do takich, które jeszcze nie są wydrukowane. Tęskno mi za zapachem książki, strukturą kartki i tuszu. Niestety, nie ma co ukrywać, książki są drogie, a biblioteki z utrudnionym dostępem – mówi Karol Białek, uczeń V klasy.

– Ja już otrzymałem książkę z tej akcji – „Baśniobór” Brandona Mulla. Nigdy mnie nie interesowały magiczne stwory, zjawy itp., ale ta książka jest świetna. Czytałem z zapartym tchem i wdzięczny jestem komuś, kto mi ją przysłał, bo sam bym po nią nie sięgnął. Rodzice obiecali, że też wyślemy komuś książkę, by mógł ucieszyć się jak ja i odkryć coś nowego – dodaje Karol.

Inspiracja z netu

Akcja rozprzestrzenia się w internecie, głównie w mediach społecznościowych. – Nigdy nie angażowałam się w tzw. łańcuszki internetowe, ale ten jest zupełnie inny. Przede wszystkim ze względu na korzyści i szczęście dzieci, które dostaną nowe książeczki. Zakładam, że od rodziców nie dostaną jednocześnie np. 30 książek, a gdy biorą udział w tej akcji, ich biblioteczka może się wzbogacić. Mój synek ma dopiero 9 miesięcy, a już uwielbia oglądać książki, choć przecież nie potrafi czytać, ale widzę, że go to interesuje i mam nadzieję, że w przyszłości pokocha także czytanie. Myślę, że to bardzo dobra akcja, pomocna w propagowaniu czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży i z pewnością zaprocentuje w przyszłości – mówi Magdalena Mrzewa, która włączyła się w akcję i szerzy ją w okolicach Łęczycy.

Do projektu włączyła się także Urszula Czapnik. Najpierw indywidualnie, potem zachęcając czytelników i pracowników Biblioteki w Kiernozi, w której pracuje. – Zwykle czytam, nie omijam długich postów znajomych i tak trafiłam na łańcuszek o wysyłce książek wskazanemu przez poprzednika dziecku. W pierwszej dobie zgłosiło się do mnie kilka osób z prośbą o wysłanie lektur ich dzieciom, które w zamian chętnie się jakoś odwdzięczą. Zainspirowała mnie ta akcja. Pomyślałam, że nie chodzi o to, by otrzymać, tylko dawać, zredagowałam nie do końca zrozumiały dla każdego łańcuszek i wymyśliłam akcję „Książka od serca dla dziecka” – mówi Ula.

– Adresujemy listy, ale pozostawiamy anonimowego nadawcę. Nie dzielimy się informacją, od kogo otrzymaliśmy adres, możemy napisać kilka słów do dziecka, ale to kwestia dowolna. Ważne, by rodzic odbierający paczkę nie bał się jej wziąć. W naszym gronie rodziny zostały uprzedzone, że ich dzieci mogą otrzymać przesyłki. Najważniejszy jest element zaskoczenia dla dziecka – dodaje Urszula. Akcja dedykowana jest wszystkim, niezależnie od miejsca zamieszkania, statusu społecznego, wieku. Książkę kupić i wysłać może każdy, ale odbiorcami są głównie dzieci.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama