Nowy numer 23/2021 Archiwum

Mikrofon jak szczoteczka do zębów

– Olek pierwszy raz wystąpił przed dużą publiką, mając 4 lata. Kiedy zszedł ze sceny, powiedział: „Dziadek z nieba przygrywał mi na organach” – opowiada Bartek Klembalski, tata Olka.

Kto z nas nie pamięta, gdy będąc kilkulatkiem, dawał swoje pierwsze „koncerty” na scenie z taboretu, śpiewając do mikrofonu z łyżki stołowej, przed publiką, którą stanowiły pluszaki i lalki? Dla większości z nas są to jedynie miłe wspomnienia z dzieciństwa. Inaczej potoczyła się historia Aleksandra Klembalskiego, mieszkańca Kutna, który swoją przygodę ze śpiewaniem na scenie rozpoczął jako przedszkolak, dziś zaś, jako 15-latek, jest finalistą ogólnopolskiego programu „The Voice Kids”. Za młodym artystą wspaniała przygoda i wytężona praca, w jego sercu zaś pewność, że jego przyszłość będzie związana ze sceną muzyczną.

Czym skorupka za młodu...

Historia muzyczna Olka rozpoczęła się bardzo wcześnie. Jako czterolatek został wytypowany przez przedszkolankę do Konkursu Kolęd i Pastorałek w Kutnie. – Finał odbywał się na dużej scenie. Pamiętam, że było bardzo zimno – minus 17 stopni C. Syn zaśpiewał bardzo dobrze, więc w nagrodę otrzymał wielkie pudło klocków Lego. Tak zaczęła się nasza przygoda ze sceną – wspomina Katarzyna, mama Olka. Zaraz po tym wydarzeniu rodzice młodego piosenkarza zapisali go na zajęcia wokalne w Młodzieżowy Domu Kultury w Kutnie pod kierownictwem Katarzyny Karolak-Rojewskiej, zaś w wieku 7 lat Aleksander dostał się do szkoły muzycznej do klasy skrzypiec. Jego pasja muzyczna nie tylko nie zmalała, ale wręcz rosła z roku na rok.

– Kiedy Olek miał 5 lat, powiedział nam, że jest naprawdę szczęśliwy tylko wtedy, gdy śpiewa. Taka informacja od przedszkolaka zapada rodzicowi w pamięć. Dlatego też zapisaliśmy syna na dodatkowe zajęcia wokalne z Magdaleną Ptaszyńską – tłumaczy pani Kasia. Wysiłki i starania rodziców Olka nie poszły na marne. Syn coraz częściej występował na scenach miejskich, a także brał udział w wielu festiwalach.

Międzynarodowy Festiwal Piosenki i Tańca w Koninie, Gdynia Open, Międzynarodowy Festiwał Piosenki Dolnośląskiej „Nutka”, Festiwal „Magia Italiana” w Rimini czy „Kwietnik” w Kutnie okazały się wstępem do poważnych festiwali i znanych wszystkim Polakom scen. Jednym z nich był Festiwal MIT TON z piosenkami Katarzyny Gärtner i Czesława Niemena, po którym laureaci, w tym Aleksander, zaśpiewali transmitowany na żywo w Trójce koncert w Studiu Agnieszki Osieckiej. – Dodatkowo pani Katarzyna zaprosiła najlepszych młodych wokalistów do nagrania płyty z jej utworami. To właśnie podczas tych nagrań dowiedzieliśmy się, że Olek dostał się do „The Voice Kids”... – wspomina pani Kasia.

Na deskach i przed ekranami

– O tym, by wziąć udział w „The Voice Kids”, marzyłem już od dawna, ale nie było dobrego momentu, żeby pojechać na przesłuchania – wspomina Olek. – Zazwyczaj trzeba było odstać wiele godzin w kolejce. Jakoś mnie to nie zachęcało. Ale w zeszłym roku, ze względu na pandemię, przesłuchania odbywały się online. Miałem sporo swoich nagrań, więc wysłałem je i... zostałem przyjęty – opowiada 15-latek. Rodzina wspomina, że radości było co niemiara. Nie obyło się jednak bez obaw. – Zastanawialiśmy się, czy program nie niesie ze sobą zbyt dużej presji, stresu i rywalizacji – tłumaczy mama Olka. – Jednak to, czego obawialiśmy się najbardziej, to hejt, przed którym nie da się dziś uciec, gdy zaistnieje się w internecie. Dużo rozmawialiśmy z dziećmi o tym, że tak pełne nienawiści komentarze piszą ludzie, którzy sami są bardzo nieszczęśliwi i mają jakieś kompleksy – dodaje. Na szczęście obawy o atmosferę w programie okazały się zbyteczne. Rodzina Klembalskich wspomina plan jako miejsce pełne radości, przyjaźni i wsparcia. – To była niesamowita przygoda! – opowiada Olek.

– Wybrałem grupę Dawida Kwiatkowskiego. Jego pomoc trenerska i wsparcie były bardzo duże. Mogłem się wiele nauczyć, zwłaszcza tego, jak zachowywać się przed kamerami, jak się wypowiadać. A to, co na zawsze zostanie w mojej pamięci, to nowo zawarte przyjaźnie. Myślałem, że z innymi uczestnikami będziemy konkurować. Nic takiego nie miało miejsca. Zaprzyjaźniliśmy się, spędziliśmy wiele niesamowitych chwil, wspieraliśmy się nawzajem. Po zakończeniu programu nadal utrzymujemy kontakt. Co o nas myślę? To, że pokolenie śpiewających na scenach kiedyś się zmieni i tym nowym pokoleniem będziemy my. Ktoś musi zawładnąć sceną – śmieje się Olek. Rodzice Olka potwierdzają jego słowa. – Nigdy nie widziałam tak świetnej organizacji. Każdy wiedział, co ma robić. Dzieci były „zaopiekowane” pod każdym względem – wokalnym, psychologicznym. Była nawet osoba, która przypominała im o konieczności zjedzenia czy wypicia – opowiada z uśmiechem pani Kasia.

Wszyscy na scenę

Katarzyna i Bartek Klembalscy zaznaczają, że nie tylko Olek wybrał dla siebie drogę muzyka. Podobnie rzecz się ma z Leną, młodszą siostrą finalisty, która – podobnie jak jej brat – gra na skrzypcach, śpiewa i tańczy. – Ona również ma za sobą dziesiątki festiwali, z których przywiozła wiele pucharów – opowiada tata dziewczynki. – Kiedy była malutka, nie mogliśmy zabierać jej na występy Olka, bo chciała wchodzić na scenę i śpiewać z nim. Patrzę na moje dzieci, na to, przed jak liczną publiką występują, i wiem, że dla mnie byłby to stres nie do zniesienia, a dla nich zrobienie herbaty wydaje się większym wysiłkiem. Biorą mikrofon na scenach tak, jakby to była szczoteczka do zębów w prywatnej łazience – śmieje się pan Bartek i dodaje, że 3-letnia Hania, siostra Olka i Leny, również niezwykle czysto śpiewa i wykazuje chęć występowania przed słuchaczami. Dla rodziców młodych muzyków najważniejsze jest to, że ich dzieci kochają to, co robią, i chcą się rozwijać. – Połączenie tak wielu zajęć dodatkowych ze szkołą dzieci i naszą pracą zawodową bywa trudne. Jest też kosztowne – tłumaczy pani Katarzyna.

– Z drugiej strony nigdy nie żałowaliśmy żadnej złotówki na rozwój talentów dzieci. Kiedy widziałam, jak Olek ze swoją nauczycielką śpiewu z błyskiem w oku szlifuje talent, byłam pewna, że nie mogę pozbawić dzieci takiej radości. Bywały czasy, kiedy zastanawiałam się, za co dojedziemy na lekcje, ale – jak widać – Ktoś na górze dobrze się nami opiekuje, bo nigdy na nic nie zabrakło. Często też mówię dzieciom o tym, że swoje talenty dostały od Boga, dlatego trzeba je nie tylko rozwijać, ale też się nimi dzielić – dodaje. Olek, który w ostatnich miesiącach łączył udział w programie „The Voice Kids”, naukę w szkole muzycznej, a także przygotowanie do egzaminu ósmoklasisty i sakramentu bierzmowania, na pytanie, jak mu się udaje to wszystko połączyć, odpowiada, że kluczem do sukcesu są systematyczność i pracowitość. – Nie odkładam niczego na później. Czasem zarywam nocki, ale potem staram się je odespać w weekendy. Poza tym kocham to, co robię – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama